Awantura o radę

Awantura o radę

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji – porządkuje eter czy też wprowadza bałagan?

– Mam nadzieję, że wystarczy im honoru, by przyszli do mnie z rezygnacją – apeluje prezydent do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
– Nie mam sobie nic do zarzucenia. Będę pracował do końca – brzmi odpowiedź jednego z członków tego organu. – O swoim honorze będę sam decydował – dodaje drugi.
Déja vu? Raczej koło, które zatoczyła historia. Apel wystosował w 1993 r. prezydent Lech Wałęsa, a swoich stanowisk bronili wówczas Marek Markiewicz i Maciej Iłowiecki. Teraz do rady o dymisję apeluje Aleksander Kwaśniewski, a sprzeciwia mu się większość członków tego ciała.
W ostatnich tygodniach KRRiTV znowu jest atakowana ze wszystkich stron. Powodem do tego stało się zamieszanie wokół projektu nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji, a także sprawa Rywina i zeznania Juliusza Brauna, szefa rady, przed Komisją Śledczą.
W efekcie KRRiTV ponownie dotknął kryzys stawiający pod znakiem zapytania jej działalność. Niektórzy politycy bez skrępowania sugerują, że powinna zostać zlikwidowana. Wątpliwości zaczął mieć nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski, wcześniej broniący tego gremium przy okazji zatwierdzania corocznych sprawozdań KRRiTV. W rezultacie głowa państwa zaapelowała do członków rady, by wszyscy zrezygnowali z pełnienia swoich funkcji. Prezydenta posłuchali dwaj desygnowani przez niego członkowie KRRiTV: Danuta Waniek i Waldemar Dubaniowski. Pozostali nie przejęli się apelem i woleli nadal urzędować w swoich gabinetach. Jednocześnie pojawiły się pytania: co się stało z KRRiTV? Czy to ciało naprawdę posiada taką władzę, o jaką wszyscy je posądzają? – Ostatnie wydarzenia pokazały, co się dzieje, gdy ktoś nie pilnuje porządku: ujawniają się mechanizmy jak w aferze Rywina. Potrzebny jest organ, który te sprawy ogarnie i dlatego nie wolno rezygnować z istnienia rady – mówi Marek Markiewicz, były przewodniczący KRRiTV.

Silne kompetencje

Rada powstała w czasach, gdy polski rynek kierował się prawem dżungli. Roiło się na nim od pirackich stacji radiowych i telewizyjnych, brakowało prawa regulującego zasady ich funkcjonowania. Głównym zadaniem KRRiTV stało się więc uporządkowanie tego bałaganu: rozdanie koncesji, czuwanie nad wprowadzonymi przepisami. Słowem, miała pilnować ładu w eterze. Ustawa o radiofonii i telewizji wyposażyła radę w szerokie kompetencje. W jej myśl „Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa w radiu i telewizji, samodzielności nadawców i interesów odbiorców oraz zapewnia otwarty i pluralistyczny charakter radiofonii i telewizji”. Rada jest odpowiedzialna (wspólnie z Radą Ministrów) za kształtowanie polityki państwa w tej dziedzinie. Może też monitorować emitowany przez nadawców program, zażądać od nich wyjaśnień lub nawet wezwać ich do zaniechania rozpowszechniania. W przypadku mediów publicznych zgody KRRiTV wymaga zmiana statutu spółki. Każdy nadawca jest zobowiązany do corocznego składania do rady sprawozdania finansowego, a transakcje przeprowadzane z udziałem zagranicznego inwestora wymagają zezwolenia przewodniczącego. Zaś szef KRRiTV może nałożyć na nadawcę karę. Rada przyznaje również koncesje, w których określa warunki prowadzenia działalności przez nadawców (m.in. precyzuje zasady i dopuszczalne limity emisji reklam).
Z pozoru radzie nie pozostało już wiele pracy. Najważniejsze koncesje rozdano, eter jest podzielony. Obecnie monitoruje programy, decyduje, czy przedłużyć wygasającą koncesję, co wydaje się czystą formalnością. Tego gremium boją się jednak wszyscy nadawcy.
Dlaczego? Rada przydziela zwolnione częstotliwości. Mianuje też rady nadzorcze medialnych spółek skarbu państwa: TVP i Polskiego Radia, a te z kolei powołują bezpośrednio czuwające nad działaniem rozgłośni zarządy. Wciąż decyduje też o kształcie nowych czy przedłużanych koncesji, w tym o zapisach dotyczących reklam. A to dla nadawców komercyjnych oznacza być albo nie być.
– Wkrótce czeka nas ważny moment. Kończy się kadencja rad nadzorczych mediów publicznych, które dwa lata później powołają ich zarządy. W najbliższym czasie upływa też termin ważności koncesji Polsatu, a trochę później – TVN. Nie wiadomo, w jakim kształcie zostaną odnowione – tłumaczy Andrzej Zarębski, były członek KRRiTV. – Będzie również uruchomione naziemne nadawanie cyfrowe. Stawką są tzw. multipleksy, które w dużych miastach będą nadawać 12 kanałów. TVP zabiega o to, by bez przetargu być właścicielem jednego z nich. Uruchomienie multipleksów będzie miało wpływ na kondycję sektora telewizji kablowych i platform cyfrowych. Rusza więc lawina nowych pytań.
Przed największymi mediami na polskim rynku stoi więc wyzwanie walki o kolejną pulę pieniędzy. Dziś rynek reklamy w Polsce szacowany jest na 2 mld dol. rocznie. Jest więc się o co się bić. Jest to również wojna o władzę. Bo media nie tylko relacjonują rzeczywistość, ale także kreują poglądy opinii publicznej. Co ekscytuje polityków.

Trudne początki

Przed dziesięcioma laty eter – a przede wszystkim częstotliwości będące na wagę złota, bo nieliczne – okazał się zagadnieniem newralgicznym. – Sens istnienia rady negowano od chwili jej powstania. W opinii wielu osób taki regulator utrudnia funkcjonowanie rynku medialnego – przyznaje Ryszard Miazek, były członek KRRiTV.
W pierwszych miesiącach istnienia rady jej działalność była sabotowana. Najpierw prezydent Lech Wałęsa skrytykował decyzję rady o powołaniu na prezesa TVP Wiesława Walendziaka, twierdząc, że jest on za młody i nie ma doświadczenia. Wałęsa wezwał wtedy mianowanych przez siebie członków rady do ustąpienia. Żaden z nich dymisji nie złożył.
Następnie kompetencje KRRiTV podano w wątpliwość, gdy przyznano koncesję na telewizję ogólnopolską Polsatowi Zygmunta Solorza. Za to posunięcie Wałęsa odwołał z funkcji przewodniczącego Marka Markiewicza.
Wreszcie Wałęsa, w charakterystyczny dla siebie sposób, wycofał z KRRiTV Marka Markiewicza i Macieja Iłowieckiego, powołując na ich miejsce Henryka Andrackiego i Tomasza Kwiatkowskiego.
Nie najlepiej powodziło się też KKRiTV za rządów kolacji AWS-UW. Ówczesny przewodniczący rady, Bolesław Sulik, mówił, że rząd, choć nieświadomie, dąży do kompromitacji instytucji demokratycznych, a Kancelaria Premiera i Ministerstwo Skarbu odmawiają współpracy z Radą. AWS złożyła też wniosek o postawienie KRRiTV przed Trybunałem Stanu za „naruszenie prawa przy udzielaniu koncesji telewizjom komercyjnym TVN i Naszej TV”, gdy NSA orzekł, że rada popełniła uchybienia formalne, i unieważnił jej decyzje. KRRiTV powinęła się też noga w sprawie realizacji koncesji dla Radia Maryja. Na wniosek posłów kwestię tę zbadała NIK.

KRRiTV powinna istnieć

Ostatnie decyzje rady również wywołują konflikty. KRRiTV pozbawiła RMF FM możliwości regionalnych rozszyć reklamowych. Nie przedłużyła też koncesji krakowskiego radia Blue FM i wałbrzyskiego Twojego Radia. Niektórzy członkowie chcieli też odebrać koncesję Radiostacji, czyli spadkobierczyni legendarnej Rozgłośni Harcerskiej. Zamieszanie wywołał czas reklam, który rada początkowo przyznała powstającej TV Puls. Limit podwyższono dopiero po publikacjach w prasie.
A po zeznaniach Juliusza Brauna przed sejmową Komisją Śledczą o tym, jak rada przygotowywała nowelizację ustawy o mediach, natychmiast pojawiły się propozycje jej rozwiązania. Ale jeżeli nie rada, to co? Czy rzeczywiście najlepiej byłoby, gdyby znikła z polskiego rynku medialnego?
– Ten kryzys dojrzewał od pięciu, sześciu lat, o wszystkich problemach mówiło się podczas debat nad sprawozdaniami rady. Tylko nikogo to nie obchodziło. Żaden z uprawnionych organów – prezydent, Sejm, Senat – nie kontrolował jej działania. Teraz mamy efekt końcowy – rada przestała wykonywać swoje ustrojowe zadania – uważa Marek Markiewicz. – Ale KRRiTV jest potrzebna. Nie znam kraju, w którym sprawy mediów byłyby puszczane na żywioł. Zawsze pojawiają się jakieś regulacje. W Polsce sytuacja jest o tyle specyficzna, że porządek w mediach tworzy się od dziesięciu lat. Jeżeli nikt tego nie pilnuje, powstaje chaos i wolnoamerykanka.
– KRRiTV dzieli pewne rzadkie dobro. Jest ono wyjątkowe, więc ktoś musi tego podziału dokonywać – podkreśla Ryszard Miazek. – W pierwszych latach istnienia przed radą stały trudniejsze niż obecnie zadania: walczyła z piractwem, rozdzielała pierwsze koncesje, a mimo to jej pozycja w sondażach opinii publicznej była wysoka. Ostatnie wydarzenia to lekcja dla członków rady. W ostatnich latach popełniono wiele błędów, zasady wypracowane na początku działania KRRiTV były coraz częściej łamane.

Polityka w radzie

Problemem stał się też polityczny rodowód ludzi zasiadających w radzie. W myśl ustawy składa się ona z dziewięciu członków reprezentujących różne środowiska społeczne i polityczne. Czterech z nich powołuje Sejm, dwóch Senat, a trzech prezydent. Kadencja każdego członka trwa sześć lat. Co dwa lata odnawia się jedną trzecią składu KRRiTV. Te zapisy miały zagwarantować apolityczność rady. Ale nigdy to się nie udało i zawsze zasiadali w niej ludzie mocno związani z partiami. Najpierw z prawicą, a teraz z lewicą.
– Kiedyś do rady nie powoływano osób wysoko umocowanych w strukturach partii. Ale potem zaczęli tam trafiać ludzie z najwyższych stanowisk. Michał Strąk był wcześniej szefem URM, Aleksander Łuczak – wicepremierem, a Danuta Waniek – szefową Kancelarii Prezydenta. Tacy ludzie mimo zasiadania w radzie wykazują duże aspiracje polityczne. To sprzeniewierzenie się pewnej zasadzie, bo wychodzą poza konwencję, która wynika z charakteru pełnionych przez nich funkcji – mówi Ryszard Miazek.
– KRRiTV wyłoniła z siebie większość, która stała się zdolna do przegłosowywania większości decyzji. Powstał wtedy mechanizm maszynki do głosowania, który spowodował obniżenie jakości pracy merytorycznej. Jeśli ktoś wie, że wszystko przegłosuje, gorzej pracuje – ocenia Andrzej Zarębski.
W kwietniu upływa kadencja trzech członków rady: Jana Sęka, Waldemara Dubaniowskiego i Adama Halbera. Kto ich zastąpi? Czy także ktoś z klucza politycznego? A czy w ogóle możliwe jest odpolitycznienie rady?
– Dyskusja o odpolitycznieniu rady jest średnio trafiona. Przecież Trybunał Konstytucyjny jest organem konstytucyjnym takiej samej rangi jak KRRiTV. Powołuje się go w identyczny sposób, ale nikomu nie przychodzi do głowy, żeby powoływać do niego radcę prawnego albo aplikanta. Wybiera się tam najlepszych z najlepszych – ludzi, którzy mają autorytet, renomę, a TK jest znany jako najwyższy organ sądowy. Podobnie nikt nie zastanawia się nad tym, czy rzecznik praw obywatelskich jest z prawicy, czy z lewicy. Dlatego wybory przyszłego składu rady muszą się opierać na jakimś konsensusie, założeniu, że kandydaci do zasiadania w tym gremium mają niezbędne kompetencje. Wystarczy więc po prostu się umówić, że wyboru dokona się spośród takich ludzi – mówi Marek Markiewicz.
– Jeżeli słyszę, że członkowie KRRiTV powinni pochodzić ze środowisk twórczych, nie wyobrażam sobie tego, gdyż one są również podzielone. Istnieje np. konflikt między nadawcami a artystami, dotyczący praw autorskich. Ale radę można odpartyjnić – uważa Andrzej Zarębski. – Niech wszystkie organy uprawnione do mianowania członków rady wybierają w ramach swoich politycznych kalkulacji, ale nie z klucza partyjnego. Prosty mechanizm skreślenia z listy członków partii w momencie nominacji niczego nie rozwiązuje. To będzie rodzaj testu, czy to jest chęć wymiany kolegów na kolegów, czy też rzeczywiście istnieje szansa na nową jakość.

Idalia Mirecka


Dziewiątka z KRRiTV

Juliusz Braun, powołany przez Sejm, kadencja do 20.04.2005 r.
Absolwent Wydziału Geologii UW. Pracował w kieleckim „Echu Dnia”, tygodniku katolickim „Niedziela”, był też współpracownikiem „Tygodnika Powszechnego”. Od 1989 r. poseł na Sejm. Do KRRiTV trafił z rekomendacji Unii Wolności.

Włodzimierz Czarzasty, powołany przez prezydenta, kadencja do 9.05.2003 r.
Kandydował do Sejmu w Zamojskiem, ale nie zdobył mandatu. Były przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiego Radia. Współwłaściciel wydawnictwa Muza SA.

Waldemar Dubaniowski, powołany przez prezydenta, kadencja do 18.04.2003 r.
Absolwent KSAP. Był jednym z dyrektorów w Kancelarii Prezydenta. Jego nominacja do KRRiTV była zaskoczeniem. Fan Internetu.

Adam Halber, powołany przez Sejm, kadencja do 9.04.2003 r.
Był posłem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Potem wstąpił do SLD. Przez 20 lat dziennikarz radiowy. Rekomendowany przez SLD.

Lech Jaworski, powołany przez Senat, kadencja do 20.04.2007 r.
Z wykształcenia prawnik. Zasiadał w Radzie Nadzorczej TVP, pracował też w PAI na stanowisku dyrektora. Do KRRiTV rekomendowany przez AWS.

Aleksander Łuczak, powołany przez Sejm, kadencja do 11.04.2007 r.
Profesor na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Poseł od 1989 r. Był wicepremierem, ministrem edukacji, pełnił też obowiązki szefa URM. Rekomendowany przez PSL.

Jarosław Sellin, powołany przez Sejm, kadencja do 20.04.2005 r.
Absolwent Wydziału Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Uczył historii w liceum ogólnokształcącym. Był dziennikarzem „Wiadomości”, a potem kierował „Informacjami” Polsatu. Był rzecznikiem rządu Jerzego Buzka. Rekomendowany przez AWS.

Jan Sęk, powołany przez Senat, kadencja do 3.04.2003 r.
Skończył prawo na UMCS w Lublinie, tam obronił też doktorat. Uznawany za specjalistę w sprawach Polonii na świecie. Od 1983 r. senator. Do KRRiTV trafił z rekomendacji PSL.

Danuta Waniek, powołana przez prezydenta, kadencja do 14.05.2007 r.
Doktor nauk prawnych. Poseł trzech kadencji. Wiceminister w MON, potem szefowa sztabu Aleksandra Kwaśniewskiego w kampanii wyborczej. Następnie szefowa Kancelarii Prezydenta.


Pluralizm KRRiTV stał się w pewnym stopniu pluralizmem odzwierciedlającym stan sił na polskiej scenie politycznej.
– Czy to tylko polska specyfika?
– Czy uregulowania w innych krajach są doskonalsze?
– Czy polityczne uzależnienie jest mniejsze?
Francja

Organem kontrolującym i regulującym całokształt działania mediów elektronicznych jest Najwyższa Rada Środków Audiowizualnych utworzona w styczniu 1989 r. CSA składa się z dziewięciu członków, którzy nie mogą przekroczyć 65 lat. Po trzech członków desygnują prezydent, przewodniczący Senatu oraz przewodniczący Zgromadzenia Narodowego. W praktyce może to więc oznaczać zdominowanie rady przez siły polityczne tworzące rząd. Członkowie rady mianowani są na okres czterech, sześciu i ośmiu lat, co pozwala na częściową wymianę jej składu. Największy zakres uprawnień ma przewodniczący rady, mianowany na sześć lat przez prezydenta. Jego głos decyduje przy równym podziale opinii w ważnych sprawach. Ten fakt bardzo często wpływa na krytyczną ocenę całej rady.
Jedną z najważniejszych funkcji rady jest mianowanie szefów telewizji publicznej. Druga istotna funkcja to przyznawanie kanałów poszczególnym telewizjom oraz zezwoleń na użytkowanie rozmaitych urządzeń kablowych i satelitarnych. CSA zajmuje się też kontrolą działalności mediów pod kątem przestrzegania przepisów i praw. Troszczy się o pluralizm poglądów w telewizji publicznej, o równe traktowanie rozmaitych opcji politycznych w programach informacyjnych, zwłaszcza w czasie kampanii wyborczych. Co istotne, CSA formułuje też zalecenia dla telewizji prywatnych i lokalnych sieci kablowych. Ustala zasady pojawiania się na ekranie przedstawicieli partii politycznych reprezentowanych w Senacie lub Zgromadzeniu Narodowym, a także związków zawodowych i organizacji profesjonalnych.
Jednym z ważniejszych zadań jest również ochrona godności ludzkiej i praw jednostki, wreszcie troska o priorytet dzieł kultury narodowej i ochronę języka francuskiego. Do realizacji tych wszystkich zadań rada dysponuje własnymi służbami analitycznymi i technicznymi.
– W zasadzie KRRiTV jest pewnego rodzaju kopią CSA – podkreśla prof. UW, Janusz Adamowski, współautor książki „Wybrane zagraniczne systemy informacji masowej”. Skutkiem zastosowania doświadczeń francuskich w Polsce był identyczny model kształtowania rynku mediów. Na francuskich zapisach opiera się też, zdaniem rządu, projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji zakładający daleko idące ograniczenia koncentracji własności w mediach. Czy rzeczywiście francuska ustawa audiowizualna jest tak restrykcyjna? Według przewodniczącego CSA, Dominique’a Baudisa, podstawowym ograniczeniem jest górny pułap udziału w kapitale spółki telewizyjnej. Jeden podmiot nie może kontrolować w niej więcej niż 49% akcji. Szef CSA podkreśla, iż wynikająca z ustawy ewentualna przewaga mediów publicznych jest wyrazem troski o ochronę widza.

USA

Nawet w państwie o tak liberalnym systemie informacyjnym działalność mediów pozostaje pod kontrolą. Pieczę sprawuje Federalna Komisja do spraw Komunikowania Masowego, znana jako FCC. Powstała w 1934 r. na mocy ustawy o łączności uchwalonej przez Kongres.
– FCC jest organem niezależnym, a w jej skład wchodzą sami specjaliści. To bez wątpienia niezwykle istotne i podnosi jego rangę – komentuje prof. Adamowski. FCC jest ciałem wyposażonym w prawo inicjatywy ustawodawczej, kontrolowanym przez Kongres. W skład komisji wchodzi pięciu członków desygnowanych przez prezydenta i zatwierdzanych przez Kongres. Prezesa komisji mianuje prezydent na siedmioletnią kadencję.
Zadaniem FCC nie jest jakiekolwiek cenzurowanie programów radiowych i telewizyjnych, ale przede wszystkim ich ocena z punktu widzenia istniejącego prawa. Powodem odebrania licencji może być np. obraza moralności, złamanie konstytucji albo prawa federalnego.
Co istotne, decyzje FCC mogą być zaskarżane w sądach.

NIEMCY

Publiczne media elektroniczne posiadają statutowe ograniczenia. Dotyczą one m.in. reklamy. W żadnym programie nie może ona przekroczyć 20 minut na dobę. Drugą strefę ograniczeń w mediach publicznych stanowią treści programowe.
– W niemieckim systemie niezwykle ważna jest również ustawa antykartelowa przyjęta w 1976 r. – mówi dr Zbigniew Oniszczuk z Zakładu Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego.
– Dzięki temu na sądy rejestrujące działalność nowych przedsiębiorstw prasowych, a także na krajowe komisje ds. mediów przydzielające koncesje mediom elektronicznym nałożono obowiązek dokładnego rozpatrywania ich struktury udziałowej i wpływów kapitałowych. Sądy uzyskały więc możliwość wglądu w struktury tych instytucji.
Pierwszy program publicznej telewizji ARD składa się z odcinków przygotowywanych przez poszczególne radiofonie krajowe. Na czele ARD stoi Zgromadzenie Ogólne zwoływane co dwa lata, złożone z przedstawicieli wszystkich krajowych radiofonii. Powołuje ono radę i komisję telewizyjną, w której zasiadają dyrektorzy generalni, intendenci radiofonii krajowych. Radą kieruje koordynator programu telewizyjnego. Jest nim przedstawiciel partii tworzącej rząd federalny. Rada ustala program telewizyjny. Intendenci rekrutują się spośród polityków partii rządzących w ich krajach. Tak więc ARD to swoista mapa polityczna Niemiec.
Rozgłośnie krajowe nadające programy regionalne kierowane są przez rady, w których zasiadają przedstawiciele wszystkich sił politycznych i społecznych jawnie działających na terenie danego kraju związkowego. Kluczem do obsadzania stanowisk w radzie jest krajowy parlament. Tak więc im więcej ma w nim mandatów dana partia, tym więcej ma przedstawicieli w radzie.
Druga telewizja niemiecka, ZDF – jest również instytucją użyteczności publicznej, ale niezależną od istniejących radiofonii krajowych. Organami kierowniczymi ZDF są: rada programowa, rada administracyjna i intendent. Rada programowa składa się z 77 członków: przedstawicieli krajów związkowych, trzech przedstawicieli rządu federalnego, 12 przedstawicieli partii politycznych, stosownie do układu sił w Bundestagu. W radzie zasiada także dwóch przedstawicieli obu wielkich Kościołów – ewangelickiego i katolickiego, jeden przedstawiciel Centralnej Rady Żydów w Niemczech, przedstawiciel Niemieckiego Związku Sportowego, Związku na rzecz Ochrony Środowiska, Związku Wypędzonych, Stowarzyszenia Ofiar Stalinizmu oraz dwóch przedstawicieli Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Do tego 16 przedstawicieli różnych wolnych zawodów. Taka szeroka reprezentacja ma zapewnić ochronę interesów całego społeczeństwa.
Na początku lat 80. Federalny Trybunał Konstytucyjny dopuścił właścicieli prywatnych do mediów elektronicznych. Według założeń Trybunału, rynek prywatnej telewizji miał się sam uporządkować. Krajowe urzędy ds. mediów nie stawiały żadnych specjalnych wymagań przy wydawaniu licencji.
– Model niemiecki, w odróżnieniu od ściśle upolitycznionego rozwiązania francuskiego, na którym wzorowana jest KRRiTV, oparty jest na szerokich gremiach społecznych – wyjaśnia dr Oniszczuk. – Właśnie ze względu na zróżnicowanie i liczbę osób zasiadających w radach programowych przeforsowanie korzystnego dla którejś z opcji rozwiązania jest niezwykle trudne. W związku z tym, patrząc na kłopoty KRRiTV, skłaniałbym się wyraźnie w kierunku modelu niemieckiego.

WŁOCHY

– We Włoszech rząd bardzo długo nie kwapił się do określenia zasad funkcjonowania mediów elektronicznych. Dopiero lawinowe powstawanie rozgłośni pirackich, a także protesty włoskiej prasy sprawiły iż ostatecznie kwestię tę uregulowano aktem prawnym z 1990 r. – tłumaczy Zbigniew Oniszczuk.
W celu zapewnienia spójnego rozwoju mediów elektronicznych zlikwidowano monopol państwa na nadawanie. Dzięki temu prywatne stacje mogły starać się o licencje. Co istotne, prywatne przedsiębiorstwa mogły mieć zasięg ogólnokrajowy. Potwierdzono też, iż postanowienia prawa prasowego odnoszące się do prawa do odpowiedzi odnoszą się także do mediów elektronicznych.
Ograniczeniom podlega koncentracja multimedialna. Nikt, kto kontroluje przynajmniej 16% dziennego nakładu gazet, nie może otrzymać licencji na nadawanie programu ogólnokrajowego. Kto kontroluje 8-16% nakładu dziennego gazet, może otrzymać tylko jedną licencję. Kto kontroluje mniej niż 8% nakładu dziennego, może uzyskać dwie licencje. Kto nie posiada udziałów w prasie, może otrzymać do trzech licencji.

Tomasz Sygut

Przy pisaniu tekstu korzystałem z książki „Wybrane zagraniczne systemy informacji masowej” autorstwa Janusza Adamowskiego, Bartłomieja Golki i Ewy Stasiak-Jazukiewicz.

Wydanie: 12/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy