Noworodek na sprzedaż

Noworodek na sprzedaż

Na 10 tys. euro wyceniła swoją córeczkę kobieta z Konina, która chciała sprzedać ją parze niemieckich milionerów

Dla 33-letniej Barbary N. to miała być transakcja życia. Szansa na odbicie się od dna. Swoją nowonarodzoną córeczkę sprzedała niemieckiej rodzinie za 10 tys. euro. Pieniądze były dla niej priorytetem. Brak pracy i środków do życia wpisywał się bowiem w jej życiorys od dłuższego czasu. Kupcy dziecka uchodzili za porządną i szanowaną rodzinę. On – 73-letni uznany profesor, ona – 48-letnia emigrantka z Polski. Mieli w zasadzie wszystko. Okazały dom w Krefeld, posiadłość na Wyspach Kanaryjskich, ekskluzywne samochody, wystawne życie, wpływowych przyjaciół oraz zawrotne sumy na koncie. Do pełni szczęścia brakowało im tylko potomka. Z racji wieku nie mogli mieć jednak własnego. Postanowili więc kupić. Pośrednikiem całej transakcji była 32-letnia Polka – koleżanka ze szkolnej ławy Barbary N. oraz zaufana znajoma niemieckich milionerów, która od lat mieszkała w Krefeld. Wiedziała zarówno o niespełnionym marzeniu milionerki, jak i problemach finansowych koleżanki z Konina. Gdy dowiedziała się, że ta druga jest po raz szósty w ciąży, zaproponowała układ.

Odwet na matce

Akcja sprzedaży dziecka była misternie zaplanowana. Milionerka udawała przed swoimi znajomymi, że jest w ciąży. Dużo i chętnie opowiadała o dziecku. Ostentacyjnie chodziła w ciążowych sukienkach, udawała, że ma brzuch. W domu szykowała już pokój dla maleństwa. Na kilka tygodni przed rozwiązaniem pośredniczka przywiozła Barbarę N. wraz z jej dwuipółletnią córką do Niemiec. Milionerka chciała, aby zamówione dziecko urodziło się po zachodniej stronie Odry. W wynajętym mieszkaniu urządzono salę porodową, gdzie w asyście opłaconej akuszerki przyszła na świat ważąca niespełna 1950 gramów Martynka. Położna wystawiła odpowiednie dokumenty, a pośredniczka zadbała o to, by dziecko jeszcze tego samego dnia dotarło do willi majętnej pary. Tuż po porodzie Barbara N. dostała od nich 1,9 tys. euro. Resztę umówionej kwoty miała otrzymać później.
Sprawa być może nie wyszłaby na jaw, gdyby nie 14-letnia córka pośredniczki, która o nietypowej transakcji powiadomiła niemiecką policję. Zdrada tajemnicy była odwetem na matce. Dziewczyna w ten sposób zemściła się na rodzicielce za to, że ta nie pozwalała jej spotykać się z nowym chłopakiem. Choć historia brzmiała nieprawdopodobnie, niemiecka policja nie zbagatelizowała donosu nastolatki. Dlatego radość z kupionego dziecka i otrzymanych za nie pieniędzy nie trwała zbyt długo. Już następnego dnia po transakcji aresztowano polsko-niemiecką parę i pośredniczkę. Zatrzymano też matkę noworodka. Mała Martynka trafiła najpierw do pobliskiego szpitala, gdzie przeszła szczegółowe badania, a potem do rodziny zastępczej.
Całą czwórkę czeka teraz proces w Niemczech. Zostanie im postawiony zarzut handlu ludźmi. Grozi za to od trzech do 15 lat więzienia. Mieszkanka Konina twierdzi, że jest niewinna. Całą sytuację nazywa nieporozumieniem. Utrzymuje, że wyjechała do Niemiec, aby spotkać się z koleżanką i odpocząć przed porodem. Niemiecka prokuratura jest jednak innego zdania. Przekonuje, że ma niezbite dowody na to, że kobieta chciała sprzedać nowonarodzone dziecko. Sprawdza również, czy podobny los miał spotkać przebywającej z nią w Niemczech starszą córkę. Nie próżnuje też polski wymiar sprawiedliwości. – Prowadzimy w tej sprawie postępowanie sprawdzające – mówi nam prok. Jacek Górski z Prokuratury Okręgowej w Koninie. 18 listopada koniński sąd zdecyduje o odebraniu Barbarze N. praw rodzicielskich do Martynki. Dziecko będzie adoptowane przez inną rodzinę.

Alkohol i bieda

Barbara N. oczekuje na proces w Koninie. Mieszka w niewielkim mieszkanku w bloku wraz z konkubentem i jego matką. Żadne z rodziców sprzedanej dziewczynki nie pracuje. Od dawna nie płacą czynszu. Sąsiedzi mają na ich temat wyrobione zdanie. Patologia i degeneracja – tymi słowami najczęściej opisują rodziców Martynki. Mówiąc o ojcu dziecka, uderzają się znacząco w szyję. Partner wyrodnej matki od lat jest bowiem nałogowym alkoholikiem. Ona sama od kieliszka również nie stroni. Libacje, rękoczyny i awantury to dla nich chleb powszedni. Na porządku dziennym są też interwencje policji. Barbara N., zanim zamieszkała u swego konkubenta, przez przeszło dwa lata przebywała w schronisku dla bezdomnych. Choć ma sześcioro dzieci, żadne z nią nie mieszka. Dwie najstarsze 11-letnie bliźniaczki wychowuje babcia, reszta dzieci przebywa w pogotowiu opiekuńczym lub u rodzin zastępczych.
Polskie prawo nie zezwala na adopcję nowonarodzonych dzieci przez osoby, które nie mieszkają na terenie Polski. Nasze procedury przewidują, że dziecko może trafić za granicę tylko wówczas, gdy wyczerpią się wszystkie możliwości adopcji w kraju. W praktyce zdarza się to niezwykle rzadko. Głównie w przypadku dzieci starszych lub chorych, które wymagają szczególnej opieki czy leczenia.

 

Wydanie: 46/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy