Bajeczny ślub u króla stali

Bajeczny ślub u króla stali

Właściciel huty im. Sendzimira wyprawił córce wesele za 60 milionów dolarów

Było to najbardziej ekstrawaganckie wesele w dziejach Europy – tak pisze prasa francuska. Sama tylko biżuteria, którą dostali w prezencie nowożeńcy i najbliżsi krewni, kosztowała 10 mln dol.
Podczas bankietów i przyjęć podano 6 tys. dań i 5 tys. butelek wina Mouton-Rothschild 1986. Ojciec panny młodej, hinduski król przemysłu stalowego, Lakshmi Niwas Mittal, nie szczędził grosza, aby spełnić wszelkie życzenia jedynaczki. Na uroczystości ślubne, które rozpoczęły się 22 czerwca i trwały sześć dni, wynajął pałac Ludwika XIV w Wersalu i słynne ogrody Tuileries. Reporterzy brytyjskiej BBC pisali o bajecznym ślubie.
Lakshmi Mittal, hinduski przedsiębiorca z obywatelstwem brytyjskim, zamieszkały na stałe w Londynie, przeznaczył na uroczystości weselne córki Vanishy ok. 60 mln dol., a więc tyle, ile wynosi cena samolotu pasażerskiego Airbus A 320. Dla porównania niedawny ślub hiszpańskiego następcy tronu Filipa kosztował budżet monarchii „tylko” 35 mln dol. Mittal mógł jednak sobie pozwolić na taki wydatek. Jest najbogatszym Azjatą na świecie i właścicielem stalowego imperium LNM Group, działającego w 13 krajach od Algierii po Kanadę. Od marca 2004 r. w skład LNM wchodzi holding Polskie Huty Stali, w tym Huta im. Sendzimira. Wartość LNM Group, która jest drugim na świecie producentem stali, ocenia się na 6,4 mld dol. W kwietniu br. hinduski biznesmen kupił najdroższy dom świata – luksusową rezydencję w londyńskim Kensington Palace Gardens, za którą zapłacił prawie 127 mln dol. W domu tym oprócz 12 sypialni znajdują się łaźnia turecka, sala balowa, galeria obrazów oraz basen wykładany szlachetnymi kamieniami.
Huczne uroczystości ślubne należą do indyjskiej tradycji, jednak król stali postanowił, że urządzi ceremonię niewielką, ale z klasą. Zaproszenia – oprawione w srebro 20-stronicowe książeczki – otrzymało zaledwie nieco ponad tysiąc gości. Zakwaterowano ich, na koszt ojca panny młodej, w 600 pokojach pięciogwiazdkowego paryskiego hotelu Grand Intercontinental. Mieli do dyspozycji zaopatrzone w barki luksusowe autokary, które woziły ich, dokąd tylko chcieli. Jedno z hotelowych pięter zostało zamienione w wielki salon piękności – wizażystki, kosmetyczki, specjalistki od układania sari oraz fryzjerzy nie szczędzili trudów, aby zaproszeni prezentowali się znakomicie. Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Niektórym gościom opłacono pobyt w hotelu na sześć dni, innym tylko na dwa. Ci ostatni poczuli się pokrzywdzeni i postanowili bojkotować ceremonie.
A były one wspaniałe. W ogrodzie Tuileries weselnicy obejrzeli spektakl tańca i śpiewu, przedstawiający dzieje miłości państwa młodych. Sztukę tę napisał czołowy indyjski scenarzysta, Javed Akhtar, zaś Lakshmi Mittal i jego małżonka grali w niej samych siebie. Nazajutrz nowożeńcy, 23-letnia Vanisha i o dwa lata starszy Amit Bhatia, pracujący w Londynie finansista z New Delhi, w tradycyjnej ceremonii w pałacu Wersalskim wymienili obrączki. Obiad, przygotowany przez kilkudziesięciu mistrzów kuchni sprowadzonych z Kalkuty, odbył się w pałacowej Galerii Bitew. Goście mogli obejrzeć popisy paryskich dziewcząt fikających nóżkami przy dźwiękach kankana. Ale gospodarz pragnął pokazać, że ma wyrafinowany gust, więc w wersalskiej operze słuchano muzyki Verdiego. W sztucznym zamku w Saint-Cloud wydano przyjęcie, które uświetniły największe gwiazdy Bolywood (indyjskie Hollywood), a także australijska piosenkarka Kylie Minogue (Vanisha jest jej fanką). 30-minutowy występ przyniósł Kylie, według różnych relacji, od 120 do 200 tys. funtów.
Właściwa ceremonia weselna odbyła się w mniejszym od Wersalu, lecz piękniejszym XVII-wiecznym pałacu Vaux-le-Vicomte (55 km od Paryża), rozświetlonym przez miliony świec. Pałac był tylko tłem, monumentalne dekoracje – w tym kolumny w kształcie słoni – sprowadzono z Indii. Liny uplecione z róż miały grubość sześciu cali.
Prasa w New Delhi przyjęła ekstrawagancki ślub stulecia bez entuzjazmu. Dziennik „Times of India” napisał, że Lakshmi Mittal jeszcze pożałuje swoich 60-milionowych zachcianek. Niektórzy obliczają, że za tę kwotę przemysłowiec mógłby zaspokoić przez jeden dzień potrzeby milionów najuboższych mieszkańców Bangladeszu lub zbudować szkoły w swej ojczyźnie.
Wieść o ślubie w stylu maharadżów zirytowała działaczy Związku Zawodowego „Solidarność” (Solidarity), ale nie w Polsce, lecz w Republice Południowej Afryki. LMN Group przejęła w RPA podupadający koncern stalowy Iscor. Związkowcy obawiają się, że przemysłowiec z Indii zwolni tysiąc osób. Rzecznik południowoafrykańskiej „Solidarności”, Dirk Hermann, powiedział: „Z oburzeniem przeczytaliśmy o ekstrawaganckim stylu życia Mittala. Kupił najdroższy dom świata i urządził córce wesele za 400 mln randów”. Dlaczego pracownicy takiego krezusa mają zaciskać pasa?

 

Wydanie: 28/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy