Balcerowicz zapomniał o MarLenie

Balcerowicz zapomniał o MarLenie

Na ten moment warto było czekać. Do weteranów walki z minionym reżimem, których szeregi nieustannie rosną, dołączył prof. Leszek Balcerowicz. Na spowiedź wybrał sobie niezbyt szczęśliwie gazetę, która duże pieniądze zarobiła na tekstach typu „Balcerowicz – Mengele polskiej gospodarki” lub „Balcerowicz musi odejść” i bardziej finezyjnych. Ale że cel uświęca środki, to dobry jest i „Super Express”. Tam mogą łyknąć nawet tak jawną głupotę jak opinia Balcerowicza, że amerykańska „Tea Party jest głosem zdrowego rozsądku”. Łykną więc i równie subtelną ocenę prof. Jerzego Osiatyńskiego, doradcy ekonomicznego prezydenta Komorowskiego, o którym Balcerowicz mówi, że „uczył go na studiach ekonomii politycznej socjalizmu. I z dumą sobie przypominam, że miałem u niego tylko trójkę”. Zapomniał, widać, wół, jak cielęciem był. Ciekawe, co Balcerowiczowi mówi jeszcze taka nazwa – Instytut Marksizmu-Leninizmu w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR? Był tam przecież zatrudniony. I pewnie uczył studentów ekonomii wolnego rynku? Tego samego, w który świat wpakował biliony dolarów, byle uratować prywatne banki, fundusze i cholera wie co. I po co?

Wydanie: 9/2011

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przebłyski

Komentarze

  1. marek.zalewski
    marek.zalewski 20 marca, 2011, 06:56

    Dr hab. Leszek Balcerowicz nie jest profesorem, jest to mniemanie fałszywe, które dodaje mu niezasłużonej wielkości. Podobnie zresztą jak mówienie o nieżyjącym L. Kaczyńskim: „… pan profesor prezydent…” w której to czołobitności celuje jeden z zastępców J. Kaczyńskiego. Najwyższa pora odbrązowić tych ludzi, bo o „profesorze” Falandyszu już zapomniano…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy