Barbara jak „Inka”

Barbara jak „Inka”

Z dziewczyny, która lubi szarpać i drapać policjantów, nacjonaliści robią drugą Siedzikównę

26-letnia nacjonalistka Barbara P. ma stanąć 23 lutego na czele marszu ku czci „żołnierzy wyklętych”, który od 2016 r. przeciąga ulicami Hajnówki, miasta zamieszkanego w dużej części przez prawosławnych. Dzień wcześniej skończy się jej kara pozbawienia wolności odbywana od jesieni zeszłego roku. Marsz gloryfikuje m.in. postać Romualda Rajsa „Burego”, którego oddział na przełomie stycznia i lutego 1946 r. spacyfikował kilka prawosławnych wiosek.

Paznokcie w akcji

O Barbarze P. stało się głośno przed ubiegłorocznymi świętami Bożego Narodzenia. W tym czasie odsiadywała na warszawskim Grochowie czteromiesięczny wyrok za napaść na policjanta podczas ludowego święta polskich Białorusinów 2 lipca 2016 r.

Na festynie Kupalle zorganizowanym przez Białoruskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne w Polsce bawiło się w Białowieży kilkaset osób. Pojawiła się na nim też grupka ok. 20 młodych ludzi, przyjezdnych z Hajnówki. Zaczepiali i wyzywali uczestników imprezy, a w końcu zaatakowali patrol policji. Dynamiczny przebieg tych wydarzeń dość precyzyjnie oddaje sądowe uzasadnienie wyroków, jakie otrzymali Barbara P., jej mama i trójka ich znajomych ze środowiska podlaskich kiboli. Oto po zatrzymaniu jednego z nich, wygrażającego po pijaku policjantowi z pieszego patrolu, tłum otoczył wezwany na pomoc radiowóz. I wtedy do akcji wkroczyła Barbara P.: „Gdy policjanci znajdowali się w pobliżu radiowozu, w którym umieszczony został już Daniel N., z tłumu wybiegł Mateusz G. i uderzył pięścią w twarz sierż. M. P. (…) Siła ciosu była na tyle duża, że gdyby nie stojący z tyłu radiowóz, upadłby na ziemię. St. sierż. M. K. podjął natychmiast próbę zatrzymania napastnika, jednak został w tym momencie zaatakowany od tyłu przez Barbarę P., która rzuciła się na niego, chwyciła go rękami za szyję, wbijając w skórę paznokcie. Policjant podjął działania obronne i wykorzystując impet ataku, rzucił napastniczkę na radiowóz, a następnie obezwładnił ją poprzez założenie dźwigni na ręce trzymane z tyłu. Z pomocą zatrzymanej ruszyła jej matka, Elżbieta P., która zawiesiła się na córce ciężarem swojego ciała, chcąc uniemożliwić w ten sposób umieszczenie jej w radiowozie. Po szarpaninie policjantom udało się wreszcie Barbarę P. obezwładnić i umieścić w radiowozie. Elżbieta P. również została zatrzymana z powodu utrudniania czynności służbowych. (…) Wskutek działania gazu pieprzowego u Barbary P. doszło do podrażnienia dróg oddechowych. Występujące objawy wykorzystała do zasymulowania, że się dusi. Wywołało to ponownie agresywną reakcję zgromadzonego wokół tłumu, który domagał się niezwłocznego uwolnienia zatrzymanej. By zapobiec dalszej eskalacji agresji, funkcjonariusze odjechali kawałek radiowozem oraz wezwali pogotowie. M. K. postanowił też zdjąć zatrzymanej kajdanki z rąk. Gdy próbował je rozpiąć, Barbara P. podrapała go paznokciami po przedramionach. W tym czasie Elżbieta P. kilkakrotnie wyzywała M. K. słowami powszechnie uznanymi za obelżywe, domagając się, by zaniechał jakichkolwiek czynności wobec jej córki (…)”.

Po tym zdarzeniu i nałożonych na nią na wniosek prokuratury środkach ograniczenia wolności w postaci dozoru policyjnego i zakazu wyjazdu za granicę Barbara P. zatrudniła się w biurze obsługi klienta jednego z dużych operatorów telefonii komórkowej w Hajnówce. Długo tam nie pracowała. W 2017 r., już po cofnięciu jej dozoru policyjnego, wyjechała na jakiś czas do Holandii.

Proces w sprawie wydarzeń z festynu w 2016 r. zakończył się w sierpniu ub.r. Mateusz G. dostał rok więzienia i nakaz zapłaty 10 tys. zł zadośćuczynienia pobitemu policjantowi, dwóch jego kolegów skazano na prace społeczne. Matka Barbary P. miała zapłacić 1 tys. zł grzywny i 300 zł zadośćuczynienia. Samą Barbarę P. skazano na cztery miesiące pozbawienia wolności oraz zapłatę 1 tys. zł pokrzywdzonemu. Nie stawiła się jednak do odbycia kary. Dlatego kilka dni przed ślubem jej nie mniej „słynnego” brata Dawida P. (o nim dalej) pod koniec października 2018 r. została zatrzymana.

Najpierw znalazła się w białostockim areszcie śledczym przy ul. Kopernika, ale z powodu zapowiedzi pikiety w sprawie jej uwolnienia organizowanej przez podlaskie środowiska nacjonalistyczne i kibolskie, przewieziono ją do aresztu śledczego na warszawskim Grochowie. To tam narodziła się współczesna „Inka”.

Już na sali sądowej matka Barbary P. sugerowała, że to wszystko jest odwetem policji, być może za „lokalne działania patriotyczne”. Tę narrację z żarem podchwyciły środowiska narodowe, a za nimi telewizja Kurskiego. W kilku poświęconych Barbarze P. programach nie tylko powątpiewano w sprawiedliwy wyrok, ale wręcz robiono z niej świętą, ofiarę złożoną na ołtarzu ojczyzny. Pierwowzór znalazł się natychmiast – Danuta Siedzikówna „Inka”, zamordowana przez komunistów sanitariuszka od „Łupaszki”.

Jakkolwiek sama Barbara P. w grepsach słanych z więzienia odżegnywała się od tego podobieństwa, nie ukrywała satysfakcji: „(…) Nikt mnie tutaj nie zmieni i nie wmówi, że jestem kimś innym. Ciągle w głowie mam też naszych bohaterów. Jak ja mogłabym narzekać na swoją sytuację? Dlatego też uważam, że nie można mnie do nikogo porównywać. To, co oni przeżywali… Ich rodziny… Ja jestem na wakacjach. To też mi daje siły. Jak ja mogłabym się teraz mazać i narzekać na swój los, podczas gdy wiem, że Inka bez kontaktu z bliskimi, bez szans na wyjście, poddawana brutalnemu śledztwu, nie załamała się i była silna do końca? Jak ja mogłabym narzekać? (…)”.

Zatarty wyrok

Chyba jednak było na co narzekać, skoro do wydziału penitencjarnego Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wpłynął wniosek o zamianę kary aresztu na dozór elektroniczny w warunkach domowych. Sąd do wniosku odniósł się pozytywnie, podnosząc w orzeczeniu, że Barbara P. nie była karana i dalsze jej przebywanie na Grochowie byłoby niesprawiedliwe. Tym bardziej że jej kompan, który złamał innemu policjantowi nos, karę roku więzienia od początku odbywa w systemie dozoru elektronicznego. Przed świętami zatem bohaterka nacjonalistów wróciła do Hajnówki, zakładając na łydkę gustowną, elektroniczną obrączkę.

W mediach społecznościowych, jeszcze w czasie odsiadki Barbary P. na Grochowie, pojawił się skan odpisu z rejestru skazanych. Miał oczywiście wzmocnić publiczny przekaz o zbytniej drastyczności kary wobec kobiety czystej do tej pory jak łza.

Stoi tam czarno na białym, że urodzona w Otwocku 26-latka, absolwentka resocjalizacji, nie była nigdy karana. Tyle że to i prawda, i nieprawda, gdyż jej poprzedni wyrok został zatarty. Kilka lat temu z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim otrzymałem następującą informację: „Wyrokiem z dnia 13 września 2012 r. oskarżona Barbara P. została uznana za winną popełnienia czynu (…) polegającego na tym, że w dniu 18 kwietnia 2012 r. w Bielsku Podlaskim w celu zmuszenia funkcjonariusza Policji Roberta M. do odstąpienia od czynności służbowej naruszyła jego nietykalność cielesną, szarpiąc za ubranie i kilkakrotnie uderzając pięścią w twarz i okolice szyi, powodując naruszenie czynności narządu jego ciała trwające nie dłużej niż 7 dni. Oskarżonej wymierzono karę 6 miesięcy pozbawienia wolności polegającą na nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie oraz obciążono kosztami postępowania. Wyrok został utrzymany przez Sąd Okręgowy w dniu 7 marca 2013 r.”.

Prawosławny brat w ukryciu

Uważni obserwatorzy Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Hajnówce nie ukrywali zaskoczenia, że to Barbara P., a nie jej brat Dawid, zostanie oficjalnym organizatorem tegorocznej edycji zgromadzenia. Tym bardziej że ma on spore doświadczenie w tym względzie, gdyż w komitywie m.in. z Podlaską Brygadą ONR prowadził dwa poprzednie marsze.

Z drugiej strony Dawid P. jest dobrze znany hajnowskiej policji i sędziom. Na koncie ma wyroki m.in. za rozróbę po meczu Jagiellonii i za nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym (w 2012 r. po obchodach święta konstytucji krzyczał: „Polska dla Polaków! My ich załatwimy, jak nie, to powróci Hitlerjugend i oni to zrobią”). Interesowało się nim CBŚP w związku ze śledztwem dotyczącym gangu skinów kiboli. Ma też zarzut udziału w pobiciach o charakterze chuligańskim.

Tegoroczna zmiana organizatora marszu dziwi tym bardziej, że gdyby Dawid P. poprowadził go po raz trzeci z rzędu, na mocy pisowskiego prawa hajnowski marsz zyskałby status imprezy cyklicznej i spod prawosławnego soboru św. Trójcy, obok którego prowokacyjnie przechodzi, nie można by go usunąć.

Wyjaśnienie tego swoistego niedopatrzenia może się kryć w tym, że Dawid P. w zeszłym roku wziął ślub w hajnowskim soborze, przyjmując wcześniej chrzest w obrządku prawosławnym. Może więc uznał, że trochę za wcześnie przed tą świątynią wychwalać Narodowe Siły Zbrojne, „Burego” i jego wojów? Co innego siostra.

„Bury” jak prowokacja

Marszowi zdecydowanie przeciwni są radni Hajnówki. „Jako (…) przedstawiciele lokalnej społeczności, oddając hołd ofiarom tragicznego mordu niewinnej ludności cywilnej, protestujemy przeciw gloryfikowaniu i upamiętnianiu kpt. Romualda Rajsa, pseudonim »Bury«, oraz jego żołnierzy podczas zgromadzenia publicznego – czytamy w stanowisku rady. – Z całą stanowczością potępiamy wydarzenia sprzed 73 lat i wyrażamy swoją dezaprobatę dla organizowania marszu w Hajnówce. Żołnierze podziemia antykomunistycznego nie mogą być postrzegani tylko jako bohaterowie bez jakiejkolwiek skazy. Do Wyklętych zalicza się i Brygadę Świętokrzyską Narodowych Sił Zbrojnych, i kpt. Romualda Rajsa, pseudonim »Bury«. (…) »Bury« i jego ludzie dopuścili się w okolicach Bielska Podlaskiego i Hajnówki brutalnych pacyfikacji miejscowej ludności chłopskiej. Wyklęci »Burego« nie oszczędzali nawet dzieci. Czy może więc on być »bohaterem«? Czy może być przykładem bohaterskiej walki podziemia antykomunistycznego na ziemi bielskiej i hajnowskiej? Stawianie »Burego« za wzór i głoszenie haseł typu »Bury – mój bohater« jest swoistą prowokacją i nie można tego akceptować i w żaden sposób usprawiedliwiać. Apelujemy też ponownie do Pana Joachima Brudzińskiego, ministra spraw wewnętrznych i administracji, o podjęcie inicjatywy ustawodawczej zakazującej organizacji zgromadzeń zagrażających dobrym relacjom obywateli Rzeczypospolitej Polskiej różnych narodowości i wyznań”.

Fot. Paweł Głogowski/REPORTER

Wydanie: 7/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy