Bardziej autor niż pisarz

Bardziej autor niż pisarz

Nawet jeśli się pisze piosenki albo książki nie o sobie, tylko o kimś innym, to człowiek się rozbiera

Paweł Sołtys – Pablopavo – muzyk, wokalista, pisarz

Jedno z opowiadań z twojego najnowszego tomu „Nieradość” nosi tytuł „Co się robi, gdy się zostało pisarzem”? No właśnie, jak to jest?
– Pisarz to bardzo duże słowo. Można się w nim zgubić jak w ogromnej hali. Nadal w nim się nie mieszczę. Napisałem to nieco ironicznie, bo do prawdziwych pisarzy mam stosunek nabożny i nie potrafię postawić siebie w jednym rzędzie z nimi. Słyszę pisarz, myślę Izaak Babel, Zygmunt Haupt, Danilo Kiš. W normalnych rozmowach używam zamienników, takich jak autor.

To opowiadanie wzięło się stąd, że ostatnio sporo jeździłem po festiwalach literackich. Traktowano mnie tam jak takiego prawdziwego, już dojrzałego pisarza. Chyba czas z tym się oswoić. Pocieszam się, że jeśli nie stoję w szeregu wybitnych pisarzy, to może choć wśród tych średnich.

A co się robi, gdy się jest muzykiem?
– Jest trochę podobieństw do losu pisarza. W jednym i drugim przypadku trzeba się „rozbierać”, pozbywać wstydu. Nawet jeśli się pisze piosenki albo książki nie o sobie, tylko o kimś innym, to człowiek się rozbiera. A ponadto trzeba z siebie pozdejmować różne warstwy doświadczeń i kultury, żeby dotrzeć do tego, z czego można zrobić piosenkę lub opowiadanie. Natomiast różnica pojawia się w momencie, kiedy do tekstu, nad którym pracuje się samotnie, trzeba zrobić muzykę. Jestem muzykiem zespołowym i pracuję nad nią w grupie.

Chyba różne są też oczekiwania publiczności. Na spotkaniu autorskim w małomiasteczkowej bibliotece ludzie pewnie oczekują, że przyjedzie dystyngowany „pan pisarz” w fularze, natomiast ci, którzy stoją pod sceną, chcą ekscesów.
– Wszyscy żyjemy wśród stereotypów. Być może trochę im się wymykam, ale nie dlatego, że jestem taki fantastyczny, po prostu idę gdzieś obok. Nie jestem tak rockandrollowy, jak chciałaby część publiczności, ani tak pisarski, jak być może chcieliby inni. Jestem człowiekiem z pogranicza tych światów. Staram się z tego uczynić oręż. Nie muszę być częścią jakichś establishmentów, mainstreamów. Wśród pisarek i pisarzy mogę być muzykiem, a między gwiazdami muzyki na jakimś festiwalu uchodzić za pisarza. To wygodna pozycja.

Za to masz roboty za dwóch. W ostatnich miesiącach odbyłeś dużą trasę koncertową, zagrałeś na kilku festiwalach i jeszcze wydałeś książkę.
– Pracuję dużo, ale nie muszę chodzić do biura. Byłem zdziwiony, kiedy nagle się okazało, że jestem quasi-zawodowcem i utrzymuję się z muzyki. Odbyłem długą rozmowę z samym sobą. Widząc, ilu koleżankom i kolegom, często bardziej utalentowanym, los poskąpił możliwości życia z pasji, obiecałem sobie, że nie będę się lenił. Skoro są ludzie zainteresowani moją działalnością, to mówiąc językiem judeochrześcijańskim, byłoby grzechem odpuścić. W światku literackim lub muzycznym wiele zależy od przypadku, od tego, że książka lub płyta wyszła w odpowiednim momencie.

Opowiadania z tomu „Nieradość” różnią się od debiutanckich „Mikrotyków”.
– Trudno oceniać własną książkę. Tym bardziej że niedawno ją skończyłem. Nie chciałem napisać drugiej części „Mikrotyków”. Nużyłoby mnie to i czułbym, że poszedłem na łatwiznę. A lubię sprawdzać, co jeszcze mogę zrobić, ryzykować. W muzyce też. Dziś wystąpimy jako Pablopavo i Ludziki z Naprawdę Dużym Zespołem. Podejrzewam, że oczekiwano od nas zestawu przebojów w nowych aranżacjach. Zrobiliśmy zupełnie nowy materiał. Nie ma sensu przerabiać starych piosenek, choć z merkantylnego punktu widzenia tak byłoby łatwiej.

Tak samo mam z opowiadaniami. Chciałem się zająć nowymi bohaterami. W „Nieradości” są nowe zamysły. Ciekawe, czy będą czytelne. Mam wrażenie, że słuchacze przyzwyczaili się do zmian. Zobaczymy, jak będzie z czytelnikami.

Wkroczyłeś na poziom metaliteracki. Jest opowiadanie – monolog bohatera, surrealistyczna anegdota o ramionach tak szerokich, że obejmują całą ulicę. Twoi bohaterowie „wychodzą z książki”, są nadświadomi.
– Rzeczywiście, w nowej książce trochę więcej jest ucieczek od linearnej opowieści. Jednym z pierwszych czytelników był mój przyjaciel Marceli Szpak, tłumacz i redaktor. Powiedział, że w tych opowiadaniach jest mniej natury, a więcej kultury niż w debiucie. Lubię być blisko życia, ale tym razem starałem się sięgać dalej, jak ten facet z opowiadania. Mam wrażenie, że te nowe teksty odsyłają w nieco inne rejony kultury. A najbardziej bym chciał, żeby ta książka pozwalała na lekturę na dwóch poziomach. Żeby można było śledzić fabuły, ale też szukać w innych rejestrach. Taki miałem zamysł. Czytelnicy ocenią, czy mi się udało.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 37/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Paweł Sołtys – ur. w 1978 r., jeden z najpopularniejszych i najbardziej oryginalnych polskich tekściarzy. Laureat Paszportu „Polityki”. Nagrał 13 płyt, solo i wspólnie z zespołami Vavamuffin, Ludziki i Praczas. 18 września ukaże się jego druga książka „Nieradość”.


Fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta

Wydanie: 37/2019

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy