Bez przedawnienia

Bez przedawnienia

Zbrodnie przeciwko ludzkości oraz przestępstwa wojenne to jedyne naruszenia prawa, które nie podlegają przedawnieniu

I znów byliśmy świadkami burzy wokół afery FOZZ. Powód? Ostatnie zarzuty w tej sprawie przedawniają się w lecie przyszłego roku. Tymczasem postawa adwokatów oskarżonej Jadwigi Chim niebezpiecznie odwleka sądowy finał sprawy. Pytanie, czy FOZZ się przedawni, sprowokowało publiczną debatę na temat instytucji przedawnienia w ogóle. Czym jest i jak się ją stosuje?

Prawo wstecz

Zasadniczo rozróżniamy trzy rodzaje przedawnienia. Pierwsze to przedawnienie ścigania – mające zastosowanie, gdy postępowania karnego w ogóle nie wszczęto. I tak karalność przestępstwa ustaje, jeśli od czasu jego popełnienia minęło: 30 lat – w przypadku zabójstwa; 20 lat – gdy mowa o innej zbrodni; 10 lat – gdy czyn zagrożony jest karą przekraczającą trzy lata; pięć lat – przy zagrożeniu karą do trzech lat; trzy lata – w przypadku występku karanego ograniczeniem wolności i grzywną.
Kolejny rodzaj to przedawnienie wyrokowania – biegnie ono wówczas, gdy postępowanie karne zostało wprawdzie wszczęte, lecz nie doszło do wydania wyroku. Przestępstwo przedawnia się, jeżeli od czasu jego popełnienia minął okres przedawnienia ścigania, przedłużony o pięć lat. Ostatnio pojawiły się projekty PiS i LPR, by okres ten wydłużyć do 10 lat. Autorzy tych pomysłów nie ukrywali doraźnych celów, przyświecających postulatowi zmiany – miałaby ona uchronić sprawę FOZZ przed nierozliczeniem. Jednak zdaniem prawników, byłby to przykład niedopuszczalnego zastosowania prawa wstecz.
Ostatni rodzaj to przedawnienie wykonania kary. Mówimy o nim, gdy postępowanie karne zostało zakończone prawomocnym wyrokiem skazującym, ale kara z jakiejś przyczyny nie została wykonana. Okres przedawnienie biegnie od uprawomocnienia się wyroku i wynosi: 30 lat w razie skazania na co najmniej pięć lat; 15 lat w przypadku skazania do lat pięciu; 10 lat przy każdym niższym wymiarze kary. Kończąc wątek najcięższych występków, dodajmy, że nie ulegają w ogóle przedawnieniu zbrodnie przeciwko ludzkości oraz przestępstwa wojenne.

Mandat niepokwitowany

Tym, co zwykłego Kowalskiego interesuje najbardziej, są przedawnienia np. w odniesieniu do mandatów drogowych. W tym przypadku możemy mówić o dwóch scenariuszach. Po pierwsze, gdy osoba ukarana pokwitowała odbiór mandatu. Wówczas kara nie podlega wykonaniu, jeśli od daty jej uprawomocnienia (czyli pokwitowania) upłynęły trzy lata. Scenariusz drugi to taki, w którym odmówiliśmy przyjęcia mandatu. Wówczas organ, którego funkcjonariusz nałożył grzywnę, występuje do sądu z wnioskiem o ukaranie. Karalność wykroczenia ustaje, jeżeli od czasu jego popełnienia upłynął rok; jeżeli w tym okresie wszczęto postępowanie – po dwóch latach od popełnienia czynu. Wielu świadomych tych uwarunkowań kierowców odmawia przyjęcia mandatów. Oczekiwanie na okres przedawnienia, zwane „bujaniem w zawieszeniu”, skraca się wówczas z trzech lat do nawet roku. Cena ryzyka? Sądy, co prawda, toną, zawalone niezliczoną liczbą spraw, może się jednak zdarzyć, że tę akurat zdołają rozstrzygnąć. I wówczas, poza mandatem, kierowcę obciążą koszty postępowania, okres przedawnienia zaś wydłuży się do 10 lat.
Rzesze Kowalskich były w przeszłości karane za jazdę na gapę. I mimo przedawnienia nadal do ich drzwi pukają windykatorzy. W tych sytuacjach nie ma nic nadzwyczajnego, ponieważ przedawnienie nie powoduje wygaśnięcia zobowiązania. Te bowiem przekształca się w tzw. zobowiązanie niezupełne, co oznacza tyle, że wierzyciel nie może realizować go przy użyciu aparatu państwowego (komorników itp.). Może za to korzystać z usług firm windykacyjnych, które liczą na to, że dłużnik nie wie o instytucji przedawnienia i spełni świadczenie. Jeśli nie spełnia, a sprawa staje na wokandzie, sąd musi uznać przedawnienie na zarzut pozwanego. Czyni to jednak wyłącznie na jego wniosek – jeśli pozwany będzie milczał, sąd powództwo uwzględni.

Sądy bez pośpiechu

Wielu Polaków nie otrzymuje na czas wynagrodzenia. Nie brakuje również sytuacji, w których pensje w ogóle nie trafiają do kieszeni pracowników. Tymczasem roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat od dnia, w którym stały się wymagalne. By niepotrzebnie nie antagonizować, dodajmy, że roszczenia pracodawcy o naprawienie szkody wyrządzonej przez pracownika wskutek niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązków przedawniają się po roku. Ów rok liczony jest od dnia, w którym pracodawca dowiedział się o zaistnieniu szkody, nie później jednak niż z upływem trzech lat od jej wyrządzenia.
Zdecydowana większość z nas płaci podatki, choć zdarza się, że ciążące na nas zobowiązania ulegają przedawnieniu. Dochodzi do tego po pięciu latach, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym powstało zobowiązanie. O jakich sytuacjach mówimy? Np. gdy podatnik nie złożył deklaracji w terminie przewidzianym w przepisach prawa podatkowego bądź w złożonej deklaracji nie ujawnił wszystkich danych niezbędnych do ustalenia wysokości zobowiązania podatkowego. Innymi słowy, nie zapłacił w ogóle bądź zapłacił za mało podatku.
Na koniec wróćmy do dyskusji, do jakiej doszło przy okazji FOZZ. Pytano w niej, czy okresy przedawnienia nie są u nas za krótkie. Zaprzeczył temu prof. Marian Filar, karnista z UMK. Przewrotnie dodając, że zawsze możemy je wydłużyć. Pytanie tylko, czy dzięki temu naszym organom ścigania i wymiarowi sprawiedliwości nie będzie się przypadkiem jeszcze mniej śpieszyło.

 

Wydanie: 10/2005

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy