Wsiąść do pociągu…

Wsiąść do pociągu…

Czyli o podróżowaniu koleją w wakacje

Podróże pociągiem to dla wielu osób codzienność, nie zawsze kolorowa. Pasażerowie mogliby przymknąć oko na pewne niewygody, gdyby nie duże opóźnienia składów wiozących ludzi na wakacje i z powrotem. Największe wynosiło 239 minut (1 lipca) na trasie Przemyśl-Szczecin. Pasażerowie na stacji Szczecin Główny zamiast 1 lipca o godz. 22.33 wysiedli rankiem następnego dnia. Nieco tylko mniejsze to 234 minuty (30 czerwca) na trasie Olsztyn-Szczecin i 230 minut na trasie Kołobrzeg-Katowice (3 lipca). Dodać do tego można opóźnienia na trasie Kołobrzeg-Wrocław, Kraków-Gdynia czy Poznań-Szczecin. Patrząc z perspektywy roku, to i tak nieźle, bo najbardziej opóźnionym pociągiem był skład relacji Berlin-Budapeszt w styczniu. We Wrocławiu opóźnienie wynosiło ponad 15 godzin.

W roku 2018 do pociągów w całej Polsce wsiadało codziennie średnio 850 tys. osób. Największy udział w rynku przewozów pasażerskich miały Przewozy Regionalne (PolRegio, wydzielone z PKP) oraz PKP Intercity (PKP IC). Głośno mówiło się o modernizacji kolei, nowych składach, o tym, że zamiast tkwić w aucie w upale, w kilometrowych korkach nad morze, warto skorzystać z połączeń kolejowych. Szybkość, wygoda i klimatyzacja, sieć wi-fi, gniazdka elektryczne – to udogodnienia w wybranych pociągach. Oczywiście te luksusy, a także specjalne przedziały dla matek z dziećmi czy strefy ciszy, dostępne są w klasie premium, czyli Pendolino, które mknie po torach od 2014 r. Wielu uważa jednak, że kilkaset złotych za przejazd w obie strony dla dwóch osób to zdecydowanie za dużo jak na nasze realia płacowe.

Internauci nie zostawiają suchej nitki na PKP Intercity. „Zepsuł się termostat i od Wrocławia miałem taką saunę w gratisie, że poezja”, skomentował na forum jeden z niezadowolonych pasażerów. Inna osoba żaliła się na źle oznaczony numer pociągu oraz brak informacji i przeprosin za spore opóźnienie na trasie do Krakowa. Na dworcu rozmawiałem z Anną, studentką i turystką, która przyjechała nad morze. – Jechałam z Lublina z przesiadką – opowiada. – Podróż pociągiem w nocy to był dramat. Nie dość, że było chłodno, to jeszcze podczas jazdy otwierało się zepsute okno. Na moje pytanie, czy można coś z tym zrobić, konduktor tylko wzruszył ramionami.

Konduktorzy w PKP w ogóle są na wagę złota. Co rusz widać ogłoszenia o wakatach. A jak już pracują, to nie zawsze chętnie sprzedają bilet w pociągu, chociaż powinni to robić. Do tego nieraz są uroczo bezradni. – Jechaliśmy z dzieckiem i mężem do Gdańska. Wykupiłam bilety na przedział, gdzie niby miały być miejsca dla matek z dziećmi. Na drzwiach widać było to oznaczenie. Okazało się, że siedzą tam już trzy osoby, w tym matka z niemowlakiem. Wózki trzeba było trzymać między kolanami na podłodze, bo nie było gdzie ich schować. Ciasno, mało miejsca, brak klimatyzacji. Podobno wcześniej dosiadały się tam osoby z wykupionymi biletami. Gdy przyszedł konduktor, zapytałyśmy, dlaczego nie ma miejsca na wózki. Powiedział, że nie wie, nie może pomóc. A poza tym dostał niedawno naganę, bo na jego zmianie był niepełnosprawny i uznał mu ulgę, a nie zweryfikował orzeczenia. I potrącili mu coś z pensji. Tak jechaliśmy w ścisku prawie trzy godziny – opowiada Agnieszka, mieszkanka nadmorskich okolic.

Warto przestudiować regulamin przewozów oraz prawa i obowiązki pasażera PKP. Jest tam zapis, że matki z dziećmi zajmują wydzielone miejsca i mają prawo do przechowywania złożonych wózków w obrębie swojej przestrzeni. Jednak to tylko teoria, bo jak w praktyce położyć wózek na wąskiej półce u góry, nie ryzykując, że spadnie komuś na głowę?

U progu sezonu wakacyjnego PKP musiały opracować nowy rozkład jazdy ze względu na linie objęte modernizacjami. Wstrzymanie sprzedaży biletów na pociągi w okresie 9 czerwca-31 sierpnia spowodowało zamieszanie wśród pasażerów. Do tego dochodzą problemy natury technicznej. Inspektorzy Urzędu Transportu Kolejowego prowadzą latem wzmożone kontrole. Sprawdzane są zestawy kołowe, hamulce, stan techniczny drzwi, monitoring i kwalifikacje personelu. Kontrolowana jest też czystość składu, toalet, klimatyzacji, stan okien. Do końca czerwca UTK przeprowadził 186 kontroli pociągów pasażerskich. Efekt? Równo połowa kontrolowanych składów została wyłączona z ruchu albo zapadła decyzja o ograniczeniu ich eksploatacji. Najczęstsze przyczyny to zły stan techniczny drzwi, brak nadzoru nad dokumentacją dotyczącą pojazdów, niesprawne urządzenia grzewcze i klimatyzacja. W 2014 r. głośno było o „piekielnym pociągu na Hel”. Bez prądu, bez wody w toaletach, w upale sięgającym 29-30 stopni, do tego z zablokowanymi oknami i bez klimatyzacji – tak PKP Intercity woziło pasażerów nad morze. Urząd Transportu Kolejowego stwierdził wtedy złamanie prawa i skończyło się to wysoką karą dla przewoźnika.

„Zrobiłem PKP w konia. Kupiłem bilet i nie pojechałem” – to jeden z popularnych memów krążących po internecie. Jest dość celny, ale fakt, w pociągach zdarzają się różne sytuacje. Sam byłem świadkiem scen niemal żywcem z „Dnia świra”. Na przykład chłopak z matką, którzy uprzyjemniali mi drogę, chrupiąc chipsy, a wysiadając, nie powiedzieli nawet do widzenia. Nie wspomnę o kobiecie, która co rusz ładowała i odłączała swój telefon – pech chciał, że akurat obok mojego siedzenia było czynne gniazdko. Część pasażerów przymyka oko na mankamenty podróży, ale są tacy, którzy walczą o swoje i składają na przewoźników kolejowych skargi.

Niezwykle pomocna jest w tym instytucja Rzecznika Praw Pasażera Kolei. Rozstrzyga spory, kiedy pasażer zwraca się z konkretnym roszczeniem, np. wypłaty odszkodowania za opóźnienie pociągu. W ubiegłym roku do rzecznika wpłynęły aż 253 wnioski. Głównie dotyczyły one opóźnień w podróży, odwołania pociągów i odwołań od wezwania do zapłaty. Całe postępowanie nie może trwać dłużej niż 90 dni i jest to droga polubownego załatwienia sporu, która wydaje się szybsza niż pójście do sądu.

Rzecznik jest tą instancją, do której należy się zgłosić, gdy przewoźnik nie rozpatrzy naszej reklamacji lub zrobi to w sposób niezadowalający. W regulaminach największych przewoźników kolejowych można wyczytać, że podróżnemu przysługuje w wypadku opóźnienia pociągu zwrot 25% (od 60 do 119 minut) lub 50% ceny biletu. Przewoźnik może dokonać zwrotu należności lub przyznać odszkodowanie w postaci bonów na swoje usługi. Wypłata następuje w ciągu miesiąca. W przypadku opóźnienia pociągu wynoszącego ponad 60 minut przewoźnik ma obowiązek udzielenia pomocy podróżnym. Mogą to być posiłki, napoje oraz zakwaterowanie czy zastępczy środek transportu. W teorii brzmi pięknie. Ale trudno o taką szczodrość na kolei.

Nie można potępiać w czambuł PKP i przewoźników regionalnych, gdyż zdarza się uprzejmy personel, schludny tabor i wygodne miejsca – zwłaszcza na krótkich dystansach. Są również nowoczesne dworce kolejowe z windami dla osób z niepełnosprawnościami czy wózków. A w sezonie łatwiej też dojechać do Kołobrzegu czy Mielna pociągiem niż samochodem. Podróż koleją wynosi tylko kilkadziesiąt minut, podczas gdy kilkukilometrowa trasa Koszalin-Mielno to ponad godzina jazdy samochodem w korkach.

Niestety, często jako podróżni mamy wrażenie, że polska kolej nie jest nam przyjazna. Chyba daleko nam do europejskich standardów, a hasła z materiałów promocyjnych PKP Intercity: „Podróż pociągiem jest niezwykłą przygodą” wolałbym nie traktować dosłownie.

Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 33/2019

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy