Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Nie czarujmy się, to jest wojna na wyniszczenie. Nie, nie chodzi nam o wojnę na Kaukazie, ale o zimną wojnę między Kancelarią Prezydenta a MSZ. Co prawda, już parokrotnie gazety ogłaszały, że właśnie Sikorski dogadał się z Kaczyńskim, że ułożyli się, że na trzech wysyłanych ambasadorów dwóch będzie z poręki MSZ, a jeden z poręki Kancelarii Prezydenta, ale nie miejmy złudzeń – jeżeli do takich dealów dojdzie, będzie to raczej rodzaj krótkiego rozejmu niż pokoju. Bo chyba nikt nie wierzy w to, że jak Sikorski wyśle do Watykanu Fotygę, to Kaczyński się wzruszy i zacznie mu na wszystko pozwalać…
Efekt tego jest opłakany.
Rośnie liczba ambasadorów, którzy mają agrément kraju przyjmującego, mają nominację ministra, ba, mają pozytywną opinię sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, ale siedzą w kraju, bo prezydent nie chce podpisać im nominacji.
Posłowie PiS więc podczas posiedzeń komisji, zanim kogokolwiek wysłuchają, najpierw pytają, czy kandydatura tego pana jest uzgodniona z prezydentem. Bo jak nie, to nie mamy o czym rozmawiać.
Tak było podczas jednego z lipcowym posiedzeń komisji, kiedy to prezentujący kandydatów na ambasadorów (Krzysztof Olendzki, były PiS-owski wiceminister kultury – Tunezja, Jacek Perlin – Kolumbia, już o nich wcześniej pisaliśmy) mówił: jestem tylko posłańcem. Kilka dni wcześniej Greka udawał Witold Waszczykowski, który rekomendował Tomasza Niegodzisza jako ambasadora w Libanie. Co śmieszne, Niegodzisz pracuje w Bejrucie już od roku, ale dopiero teraz sejmowa komisja rozpatrywała jego kandydaturę. I co jeszcze śmieszniejsze – Waszczykowski mówił o nim, że to prawnik. A potem, przyciśnięty przez posłów, mówił, że chyba można tak nazywać magistra prawa kanonicznego po KUL. Pewien poseł PiS z kolei dopytywał się o możliwości organizowania wycieczek po Libanie: „Czy Liban jest teraz państwem bezpiecznym z punktu widzenia turystycznego? Czy istnieją lądowe przejścia graniczne pomiędzy Libanem a Izraelem i innymi państwami? Czy turystyka mogłaby wyjść poza jedno państwo, czy można by oferować szersze programy turystyczne?”.
No faktycznie, mamy tuzów w komisji.
Ale wracając do wojny MSZ z Kancelarią Prezydenta. MSZ gorzej na niej wychodzi, ale – trzeba to powiedzieć głośno – to także efekt pewnej niezborności organizacyjnej ministra Sikorskiego. Obecnie pięć departamentów nie ma dyrektora, pracują na pół gwizdka. I chodzi tu o tak ważne komórki jak Departament Europy, Departament Unii Europejskiej, Departament Polityki Bezpieczeństwa, Departament Strategii i Planowania Polityki oraz Biuro Kadr. Kilka innych nie ma wicedyrektorów. W kolejce czekają następne departamenty, których szefowie szykują się do wyjazdu, oraz wiceministrowie, z których jeden okazał się skłócony z Kaczyńskimi na śmierć i życie, a drugi – wręcz przeciwnie… I nie widać jakiegoś pomysłu ministra, by przeciąć ten stan. Nie ma trzonu kierowniczego. I nie wiadomo, kto ma nim być. Bo chyba nie pułkownicy, których minister do MSZ sprowadza.

Wydanie: 33/2008

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy