Bezpieka w speckomisji

Bezpieka w speckomisji

Komisja ds. Orlenu jako ekspertów zatrudniła autorów „sprawy Oleksego” oraz lustracji Wałęsy i Kwaśniewskiego

Gdy ktoś bierze do ręki siekierę, to wiadomo, że nie chce kroić chleba. Dobór narzędzi zdradza nasze zamiary. Jakie zamiary ma więc sejmowa Komisja Śledcza badająca sprawę Orlenu, jeśli jej głównymi ekspertami są byli oficerowie służb specjalnych, których pamiętamy przede wszystkim jako autorów prowokacji politycznych?
W ósemce ekspertów komisji jest trzech oficerów UOP: gen. Bogdan Libera, płk Zbigniew Nowek i płk Jerzy Kucharenko.
Gen. Bogdan Libera w czasach PRL był przeciętnym oficerem wywiadu, wtedy jego notowania poprawił tzw. donos na Jacka Kuronia. W III RP, gdy UOP kierował Gromosław Czempiński, został szefem wywiadu. I był jednym z najważniejszych architektów „sprawy Oleksego”. On, Zacharski, Fonfara i Jasik należeli do czwórki byłych SB-eków, którzy to wszystko zmontowali, posiłkując się spreparowanymi taśmami i źle przetłumaczoną notatką. Ta największa w III RP prowokacja służb specjalnych została wynagrodzona; Lech Wałęsa dał mu generalskie wężyki na tydzień przed oddaniem władzy. Później, w roku 2001, Liberę wynagrodziła AWS, awansując go na szefa wywiadu.
Szefem UOP był wówczas Zbigniew Nowek, który kierował tym urzędem w latach 1997-2001. Nowek zbudował z UOP „zbrojne ramię AWS”, o czym mogliśmy się przekonać przed wyborami prezydenckimi w roku 2000. Wtedy to UOP, przy okazji lustracji kandydatów na prezydenta, stał się głównym rozgrywającym. Najpierw próbował wyeliminować z prezydenckiego wyścigu Lecha Wałęsę, przedstawiając Sądowi Lustracyjnemu wyselekcjonowane materiały, przysyłając kopie, nie zaznaczając, czy istnieją oryginały. I co najistotniejsze, próbował ukryć dokument, który świadczył, że Wałęsa był niewinny i że materiały świadczące przeciwko niemu zostały sfabrykowane. Ten najważniejszy dokument UOP przysłał dopiero na wyraźne żądanie sądu.
Podobne manipulacje odbywały się przy lustracji Kwaśniewskiego. O nim mówiono z kolei, że jest agentem „Alkiem” pracującym w „Życiu Warszawy” (choć Kwaśniewski nigdy w tej gazecie nie pracował). Mające obciążyć prezydenta materiały, jeszcze zanim trafiły do Sądu Lustracyjnego, drukowane były w „Gazecie Polskiej”, a sam Nowek publicznie mówił, że „aktualnie urzędujący prezydent i kandydat w przyszłych wyborach jest w oryginalnym rejestrze SB wykazany jako tajny współpracownik”.
Te wszystkie oskarżenia zawaliły się przed Sądem Lustracyjnym, ale przez kilkanaście dni mieliśmy, wywołaną przez UOP, kampanię pomówień.
Obecność Nowka w Komisji Śledczej jest też o tyle dziwna, że to właśnie w czasach, gdy on kierował UOP, spółka J&S, która pośredniczy w sprzedaży ropy do Orlenu, przeżyła swój rozkwit. Spółka wcześniej prześwietlana przez wydział IIA Urzędu Ochrony Państwa, zajmujący się sprawami bezpieczeństwa ekonomicznego państwa. Tymczasem Nowek odebrał sprawę J&S wydziałowi IIA i przekazał ją do kontrwywiadu. Jak podała „Gazeta Wyborcza”, w opinii jednego z oficerów UOP oznaczało to najzwyklejsze „skręcenie” sprawy. A jeżeli tak było, to dlaczego?
Jest rzeczą niepodlegającą dyskusji, że Nowek powinien być (na tajnym posiedzeniu) w tej sprawie przesłuchany, a wszystkie okoliczności jego działań wobec J&S wyjaśnione. Tymczasem większość posłów zasiadających w komisji nie chce powoływać go na świadka. Jakby nie interesowały ich jego zeznania. I jakby nie dziwiła ich sytuacja, że osoba sama zamieszana w sprawę ocenia swoich poprzedników i następców.
Tak więc wizytówkami komisji, głównymi jej ekspertami, którzy mają dopuszczenie do wszystkich tajnych materiałów, są specjalista od „afery Oleksego” oraz specjalista od lustracji Wałęsy i Kwaśniewskiego. Na dodatek odgrywający ważną rolę w sprawie Orlenu i J&S, którą trzeba wyjaśnić.
Tę dwójkę uzupełnia płk Jerzy Kucharenko, który kierował Zarządem Śledczym UOP, a który – na razie – sprawia wrażenie przestraszonego. Oraz Piotr Woyciechowski. W sekretariacie komisji przedstawiają go jako specjalistę od prawa karnego. Tymczasem wszyscy pamiętają go nie jako prawnika, lecz astronoma, no i przede wszystkim jako szefa komórki, która w 1992 r. badała teczki bezpieki, które później Jan Olszewski, 4 czerwca 1992 r., rzucił na stół, a które, w dużej części, okazały się zwykłymi pomówieniami.
Woyciechowski został ekspertem komisji na wniosek Antoniego Macierwicza. Nowek i Libera na wniosek Konstantego Miodowicza.
Pozostała czwórka ekspertów to cywile, niemający dopuszczenia do informacji niejawnych. Mogą więc tylko czytać materiały jawne, no i uczestniczyć w jawnych posiedzeniach. To Ewa Gruza, specjalistka od prawa karnego, adwokaci Krzysztof Góralczyk i Artur Przybora oraz Piotr Woźniak, specjalista od prawa gospodarczego.
I koniec. Okazuje się, że politycy zasiadający w komisji nie potrzebują eksperta znającego się na prokuraturze, nie potrzebują też eksperta, który potrafiłby wyjaśnić tajemnicę rynku naftowego i kontraktów naftowych, a także osoby, która pokazałaby mechanizmy działania takich firm jak Orlen – w których skarb państwa ma dominujący wpływ i które działają w strategicznym dla państwa sektorze. Ta wiedza, patrząc na listę ekspertów, jest im zupełnie niepotrzebna. Za to w cenie mają inne umiejętności.

Wydanie: 45/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy