Wypłata to nie wszystko

Wypłata to nie wszystko

Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie otwiera parasol nad zjednoczonymi organizacjami ofiar nazizmu

To nie będą nowe ciepłe posadki, wygodne synekury – uprzedził w pierwszym słowie prof. Jerzy Sułek, przewodniczący Zarządu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, stojąc przed działaczami dwudziestu kilku organizacji skupiających poszkodowanych przez hitleryzm.
Zjechali z całej Polski, aby zjednoczyć się pod szyldem Polskiej Unii Ofiar Nazizmu. Inicjatywa wyszła od Ludwika Krasuckiego, prezesa Stowarzyszenia Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II Wojnie Światowej.
– Taka konstrukcja, w której twardym rdzeniem będzie fundacja, oznacza wyłącznie jedno – wyjaśnił bez owijania w bawełnę profesor – mianowicie to, że fundacja chce pomagać unii. Nie narzucając się nikomu. Jeśli się okaże, że nasz wkład będzie zerowy, wycofamy się.
Fundacja ma pieniądze i ludzi, nie ma potrzeby wyciągania ręki do nikogo. Ale nie jest to konstrukcja na zawsze. O kształcie unii zadecyduje również to, jakie miejsce uda się jej zająć w stosunkach polsko-niemieckich.

Ostatni świadkowie

Ci na sali – podparci laskami, czasem ramieniem kogoś młodszego, prawdę epoki komór gazowych, marszów śmierci, zadrutowanych bydlęcych wagonów i baraków koncentracyjnych znają nie z lekcji w szkole czy z książek. Wszystkiego tego doświadczyli na własnej skórze. I nie chcą już o tym opowiadać, bo ich starcza pamięć, wyostrzając obrazy z młodości, napełnia oczy łzami i zmusza serce do gwałtownego trzepotu, jakże niebezpiecznego z lekarskiego punktu widzenia.
Chowają się więc za pancerzem słów obojętnych, wyważonych. Mówią, że są ostatnimi świadkami okrutnej historii. Strażnikami pamięci o czasach, których prawda musi być chroniona. Wyciągają rękę do obywateli w zjednoczonej Unii Europejskiej, ale do końca życia będą przypominać, że po drugiej stronie zachodniej granicy Polski żyją jeszcze hitlerowscy oprawcy, którzy za swe zbrodnie nigdy nie ponieśli nawet symbolicznej kary.
Przy nazwiskach uczestników zjazdu inaugurującego powstanie Polskiej Unii Ofiar Nazizmu są nazwy różnych organizacji. Łączy ich wiele – przede wszystkim to, że w ostatnim dziesięcioleciu dostali odszkodowania za pośrednictwem Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Ale wypłaty, które trudno nazwać odszkodowaniami, choć przez stronę polską wywalczone w maksymalnej wysokości, są niewspółmierne do doznanej krzywdy.
Ta prawda daje o sobie znać coraz dotkliwiej w miarę starzenia się byłych więźniów obozów koncentracyjnych czy niewolników bauera. Przypominają o sobie nabyte w młodości choroby. Nawet te zaleczone zaraz po wojnie, jak gruźlica. Niezwykle ciężka praca wykonywana w czasach III Rzeszy za głodowe racje żywnościowe, bicie, poniewierka odzywają się na starość ciężkimi schorzeniami nóg, układu kostnego, zaburzeniami przemiany materii, chorobami serca. Wielu beneficjantów Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie cierpi na tzw. syndrom oświęcimski, wymagający psychoterapii, drogich leków psychotropowych i leczenia sanatoryjnego.
Większość z dnia na dzień coraz boleśniej odczuwa samotność. Nie radzą sobie z problemami codziennego życia. Nawet jeśli mogą się obyć bez opieki społecznej, z utęsknieniem wyglądają wizyty kogoś życzliwego, kto trochę posiedzi z nimi, przegoni złe myśli. Z takiego zadania na pewno wywiązałby się wolontariusz.
Dlatego obrady zjazdu organizacji reprezentujących półmilionową rzeszę ofiar nazizmu odbywały się pod hasłem: „Nie będziemy sami”.

Tyle szyldów
Od dawna próbowali łączyć się i wzajemnie sobie pomagać. Dobierali się zazwyczaj pod kątem miejsca ich kaźni albo charakteru doznanych cierpień. Międzynarodowy Komitet Oświęcimski powstał już w latach 50. Stowarzyszenie Więźniów Byłych Dzieci Hitlerowskich Obozów Koncentracyjnych zarejestrowano w 1989 r., w czasie wizyty kanclerza Helmuta Kohla w Polsce. Ale nie udało się stworzyć jednej reprezentacji tej szczególnej kategorii ofiar nazizmu. Ponad 3 tys. żyjących osób, które jako dzieci przeszły koszmar hitlerowskich obozów koncentracyjnych, zasiliło Stowarzyszenie Byłych Dzieci Więzionych w KL Auschwitz-Birkenau, na których Dokonywano Pseudomedyczne Eksperymenty, Krajowy Związek Dzieci Byłych Więźniów Obozu Koncentracyjnego, Stowarzyszenie Dzieci Holocaustu w Polsce, Stowarzyszenie Dzieci Ofiar Wojny.
– W 1994 r. powstało Stowarzyszenie Urodzonych w Niewoli Niemieckiej – opowiada obecny na zjeździe Józef Sutkowski. – Jako gniewna reakcja na decyzję rządu polskiego osób, które przyszły na świat na terenie III Rzeszy, w rodzinach wywiezionych przez Niemców do obozów albo na przymusowe roboty. Ówczesna koalicja AWS i UW przyznała świadczenia młodym sybirakom, a zapomniała o innych dzieciach ofiarach wojny.
W ślad za urodzonymi w niewoli zarejestrowały się Stowarzyszenie Dzieci Zamojszczyzny, Zrzeszenie Dzieci Polskich Germanizowanych przez Reżim Hitlerowski i jeszcze kilka efemeryd.
Po rozejściu się wieści o wypłatach odszkodowań z Niemiec wielu wprawionych w działaniu kombatantów dostrzegło potrzebę jednoczenia swych wysiłków.
I tak Stowarzyszenie Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę liczyło na początku aż 900 tys. członków. W staraniach o pieniądze z Niemiec zyskało poważny atut – opiniuje wnioski do głównej komisji weryfikacyjnej Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie. Ma powód do dumy – walnie przyczyniło się do uchwalenia przez Sejm w 1996 r. ustawy przyznającej stałe świadczenia pieniężne deportowanym przez III Rzeszę i ZSRR osadzonym w obozach pracy.

Zapora
Każda z 28 organizacji złączonych pod szyldem Unii Ofiar zachowa statutową osobowość. Fundacja stanie się organem wykonawczym unii. W takich ramach będzie łatwiej zabiegać o pieniądze (spoza budżetu państwa) i sprzymierzeńców. Powstaną też możliwości dokumentowania tego wszystkiego, co można jeszcze uzyskać od żyjących świadków zbrodni III Rzeszy. – Trzeba się bardzo śpieszyć – przypomina prezes Marian Nawrocki – z 900 tys. członków Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę żyje dziś tylko 250 tys.
Jest jeszcze jeden powód do stworzenia jednej silnej organizacji, opierając się na ekipie prof. Sułka. Dotychczasowe stowarzyszenia skupiające poszkodowanych w czasie II wojny kilkakrotnie były żerowiskiem dla chcących się dorobić kosztem starych, często bezradnych ludzi. Takim naciągaczem okazał się m.in. Mieczysław Janosz – prezes bielskiego Stowarzyszenia Ofiar Wojny. W katowickim Spodku ogłosił samozwańczy Międzynarodowy Trybunał Słowian. Zwabionym na to spotkanie 5 tys. starszych ludzi obiecywał po 50 tys. marek, inkasując przedtem od każdego 20 zł. Od kandydata do Stowarzyszenia Ofiar Wojny żądał poza wpisowym zrzeczenia się prawa dysponowania pieniędzmi, które Niemcy przyznają mu za pracę niewolniczą. Wielu ludzi dało się na to nabrać. Struktury fundacji są mocniejszą zaporą przed takimi hochsztaplerami.

 

 

Wydanie: 10/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy