Białaczka jak znarowiony koń

Białaczka jak znarowiony koń

Jesteśmy na trzecim miejscu w Europie pod względem liczby zarejestrowanych potencjalnych dawców szpiku

Prof. Aleksander B. Skotnicki – kierownik Katedry Hematologii UJ CM Oddziału Klinicznego Hematologii Szpitala Uniwersyteckiego

Diagnoza: ostra białaczka jeszcze 40 lat temu oznaczała szybką śmierć, dzisiaj siedmiu na dziesięciu zapadających na nią chorych przywraca się do zdrowia. Jednak pozostałych nie udaje się uratować. A co roku diagnozuje się w Polsce ok. 3 tys. przypadków ostrych białaczek. Na czym polega ta choroba i jak się ją leczy? Jak przywracać do zdrowia więcej dotkniętych nią osób?

W przeszło 45-letnim życiu zawodowym z coraz lepszym efektem zmagał się pan z białaczką. Mówiąc o tej chorobie, używa pan liczby mnogiej, dodając czasem określenia „ostra” albo „przewlekła”.

– Jest wiele podtypów białaczek, zarówno ostrych, jak i przewlekłych. Białaczki to, najogólniej mówiąc, grupa nowotworów złośliwych polegających na patologicznym rozroście komórek szpiku kostnego. Białaczka ostra przebiega gwałtownie, jej objawy są następstwem nagromadzenia się bardzo dużej liczby komórek nowotworowych, ich ogólna masa wynosi wówczas ok. 1 kg. Są rozprowadzone po całym organizmie, tym właśnie białaczka różni się od innych chorób nowotworowych – raka piersi, skóry, płuca czy jelita, w których występują guzy lite, zlokalizowane w określonym miejscu.

A co charakterystyczne w tej chorobie, liczba patologicznych krwinek białych, czyli białaczkowych, wzrasta bardzo szybko do nieprawdopodobnej wartości.

– Norma krwinek białych wynosi 5 tys./ml, w białaczce ich liczba rośnie do 50 tys./ml, a nawet do 100 tys./ml i więcej. Na początku choroby, dopóki istnieje bariera między szpikiem kostnym a krwią obwodową, komórki nowotworowe nie przechodzą na obwód do krwi, ale po przełamaniu tej bariery z nurtem krwi dostają się do wszystkich narządów, do całego organizmu, stąd uogólniony charakter tej choroby.

W jakim stanie chorzy przyjeżdżają do waszej kliniki?

– Zwykle w stanie zagrożenia życia, a nierzadko są przynoszeni na noszach. Osłabieni, z wysoką gorączką, bladzi, z wybroczynami, z krwawieniem z nosa, dróg rodnych, przewodu pokarmowego, z owrzodzeniem w jamie ustnej. Mamy bardzo mało czasu, by postawić diagnozę, stworzyć plan terapii i ją podjąć. Bo gdy rozpoznajemy białaczkę, stan chorego bywa już ciężki na skutek niewydolności wielonarządowej – nie tylko szpiku, ale i układu odpornościowego, oddechowego, nerek, krążenia, także wieńcowego, wątroby. W jego organizmie następuje istna lawina niekorzystnych procesów, które postępują w szalonym tempie, jak znarowiony koń, który wyrwał się spod kontroli.

Jak usiłujecie pohamować te procesy, okiełznać znarowionego rumaka?

– Tą uzdą jest chemioterapia, hamujemy nią szybkie procesy grożące choremu śmiercią. Jest to tzw. chemioterapia antyproliferacyjna, polegająca na stosowaniu kilku leków o różnym mechanizmie działania, w cyklach pięcio-siedmiodniowych. Jej celem jest zmniejszenie liczby komórek białaczkowych, odblokowanie prawidłowego tworzenia krwi i uzyskanie remisji laboratoryjnej – zwiększenie liczby prawidłowo dojrzewających krwinek białych oraz czerwonych, a także płytek krwi. W następstwie ustępują groźne objawy – anemia, powikłania infekcyjne, małopłytkowa skaza krwotoczna, słowem – uzyskujemy remisję kliniczną. Tak jest dzisiaj, ale gdy ponad 40 lat temu rozpoczynałem pracę w krakowskiej klinice kierowanej przez prof. Juliana Aleksandrowicza, przed erą chemioterapii, chorzy przeżywali zwykle, od rozpoznania ostrej białaczki, nie dłużej niż trzy-cztery tygodnie. A byli to często ludzie młodzi. Jako początkujący lekarz przeżywałem bardzo ich śmierć i marzyłem, by móc im skutecznie pomóc.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 28/2016

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy