Bitwa o międzymiastową

1033, 1044… Operatorzy walczą, a abonenci czekają, kiedy konkurencja przyniesie obniżkę cen

Od niedzieli 1 lipca, chcąc połączyć się z osobą, która ma telefon w innym mieście, trzeba do dotychczasowego numeru kierunkowego wstawić, po cyfrze „0”, jeszcze cztery dodatkowe, które oznaczają wybór sieci pośrednika. Jeśli ktoś o tym nie wie, w trakcie łączenia się „po staremu” z zamiejscowym numerem odezwie się automatyczna informacja o wprowadzonych zmianach, doradzająca rozmówcy, aby wybrał numer „na przykład 1033”. Właśnie o tę radę w słuchawce toczy się bój między wielkimi potentatami rynku łącznościowego i… finansowego.
nCzterech właścicieli
W ramach demonopolizacji największego operatora telefonii stacjonarnej, czyli Telekomunikacji Polskiej SA, dopuszczono na rynek sieci innych, niezależnych operatorów międzymiastowych. Są to NOM (Niezależny Operator Międzystrefowy, firma zbudowana na kapitale i infrastrukturze technicznej Polskich Sieci Elektroenergetycznych oraz Orlenu – d. CPN), Netia, która stworzyła własną sieć, oraz Energis Polska, opierająca się na kapitale dwóch firm brytyjskich oraz 2,5-procentowym wkładzie PKP, też mających sieci światłowodowe. Każdej z firm przydzielono odpowiedni prefiks (1044, 1055, 1066), aby abonenci mogli sobie wybierać, ale nie dano im jednakowych szans. Poszło o informację, która zachęcała do wybrania tylko jednego numeru prefiksu, a więc była reklamą jednej firmy – TP SA. Drugi dopuszczony do działania od 1 lipca operator, NOM, poczuł się dyskryminowany i oszukany. Marcin Gruszka, rzecznik prasowy tej firmy, zapowiedział już skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i wyraził nadzieję, że Telekomunikacja Polska „szybko naprawi błąd” w informacji, zwłaszcza że są obietnice ministra łączności. Z kolei Michał Potocki, rzecznik TP SA, nie robi w tej kwestii nadziei. – Nie ma powodu, by informacja wyglądała inaczej – powiedział „Przeglądowi”. – Ta, którą słychać, jest zgodna z naszymi obowiązkami i prawem i nie jesteśmy zobowiązani do tego, aby reklamować prefiksy innego operatora. Naszym abonentom wysłaliśmy zresztą ulotkę z numerami wszystkich prefiksów, można też zapoznać się z nimi w biurach obsługi klienta TP SA.

Miało być taniej
Można jeszcze zapytać, po co zwykły posiadacz telefonu ma wybierać sobie nowego operatora? Po to, by mniej zapłacić. NOM obmyślił sobie np., że będzie pobierał za rozmowy międzymiastowe o 10% mniej niż TP SA, tj. od 40 gr netto za minutę w zwykły dzień do 20 gr w świąteczny wieczór i noc. Telekomunikacja Polska jednak wprowadziła w 22 miastach tzw. programy pilotażowe z tymi samymi opłatami co NOM i w ten sposób cena przestała być czynnikiem motywującym.
Pozostali operatorzy rozmów międzymiastowych, Netia i Energis, którzy wejdą na rynek dopiero pod koniec roku, na razie negocjują z TP SA warunki dostępu do rynku i ukrywają ceny. Klienci wątpią, czy konkurencja szybko przyniesie obniżenie opłat. Może, gdy rozbudują się oferty operatorów, którzy wprowadzą upusty, np. dla stałych klientów, sprawa stanie się opłacalna dla użytkowników telefonów.

Podział tortu
Cała akcja przełączania się na prefiksy nauczyła ludzi czterech dodatkowych cyfr. Zresztą pierwszy, który skorzystał z konkurencyjnego numeru 1044, dzwonił z Krosna już 5 sekund po północy 1 lipca.
Na razie gra toczy się jednak nie o klienta, ale o podział tortu. Operatorzy, którzy za koncesje na rozmowy międzymiastowe zapłacili spore kwoty (ponoć 24 mln euro), starają się te pieniądze odzyskać. Ale przecież nie po to, aby obniżyć ceny. Zresztą przekonamy się o tym, ile nas kosztowała walka potentatów rynkowych, gdy otrzymamy pierwsze rachunki. Bruksela, bacznie obserwująca to, co dzieje się na tym wrażliwym i dochodowym rynku, mówi jednak – tak trzymać! Nie mamy więc wyjścia – uczmy się nowych numerów!

Wydanie: 28/2001

Kategorie: Wydarzenia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy