Blog
Mało muzyki w Krynicy
Festiwal im. Jana Kiepury rozczarował melomanów – Cały rok czekamy na ten festiwal, to jedyne wydarzenie artystyczne w naszym regionie i okazja, żeby zetknąć się z wielka sztuką „na żywo” – mówi Danuta Chrostowska, z zawodu biolog, z zamiłowania fotografik, kronikarz festiwalu. Impreza trwa tydzień, ale jest stale obecna w Krynicy. Kino, pijalnie wód mineralnych, kawiarnie, pensjonaty – wszędzie widać zdjęcia artystów. W gablotach „wiszą” takie znakomitości, jak: Giuseppe di Stefano, Andrzej Hiolski,
Chirurdzy nadziei
Decyzję o operacji podejmują w kilka minut – ratują, wycinają, zszywają Prof. Krzysztof Bielecki, kierownik kliniki chirurgii ogólnej w warszawskim szpitalu im. Orłowskiego, skończył operację. Pobity, skopany, młody mężczyzna. Mogło się skończyć gorzej, ale trzeba było tylko usunąć fragment jelita cienkiego. Co to znaczy gorzej? Gdyby byłoby uszkodzenie śledziony lub jelita grubego z jego zakażającą zawartością. Tym „gorzej” byłby także szósty, w sześciostopniowej skali, stopień uszkodzenia wątroby. Oznaczałoby to, że wątroba została oderwana
Tajemnica jasnowidza
Choć Krzysztof Jackowski pomógł odszukać już wiele zaginionych zwłok, nie dorobił się na swoich wizjach Po Pershingu została mu kurtka, którą schował tu po ostatnim spotkaniu. Przyjeżdżał co tydzień. Tego wieczoru, wychodząc, powiedział: „Niech zostanie u ciebie. Będę miał po co wracać”. Następnego dnia zginął. Po Gołocie zostało rozczarowanie, po Lepperze tęskne spojrzenie, gdy podsuwał zdjęcie z pytaniem „A ta kobieta?”, po politykach – złość, że go nie słuchają. Po rodzicach zaginionych dzieci, którym mówi „co łaska”, zostaje mu około 20 zł. Piotr Żak dziękował
80 lat w kolejce do metodystów
Historia najstarszej w Polsce szkoły języka angielskiego Pierwszy chętny przyjechał o drugiej w nocy. Na trzy dni przed rozpoczęciem zapisów. Usiadł na krawężniku i wyjął zeszyt. Wpisał swoje nazwisko. Z numerem jeden. W ten sposób powtórzył warszawski rytuał, którego nie zmienili ani Bierut, ani Balcerowicz. Na początku września powstaje lista społeczna tych, którzy będą walczyć o miejsce w szkole języka angielskiego prowadzonej przez metodystów. „Zmęczone, poszarzałe twarze wychylają się spod koców. W ruch idą termosy. Kandydaci na poliglotów
Biesiada po lidzbarsku
Tutaj laury zdobywali Krzysztof Daukszewicz, Maria Czubaszek, czy odkryty właśnie na tej imprezie mim – Ireneusz Krosny Na występie Maćka Stuhra pewien pan na widowni śmiał się, zanim padła puenta, a że śmiech miał donośny – zarażał nim innych widzów. Podczas XXII Lidzbarskich Biesiad Humoru i Satyry zaskakujących sytuacji było więcej, a najbardziej nieoczekiwany przebieg miał koncert laureatów, na którym nie pojawili się zdobywcy głównego trofeum turnieju – lubelski kabaret Ani Mru
Książka na początek
Kuchnia polska Im bliżej wyborów – tym więcej konkretnych pytań. Jednym z nich jest pytanie, co właściwie zwycięska lewica może zrobić dla kultury? Na oko wygląda, że niewiele. Nowy rząd będzie zakładnikiem wypracowanej przez Buzka, Bauca i Balcerowicza „dziury budżetowej” i będzie to paraliżować jego ruchy. Sam jednak na tym miejscu wyśmiewałem „myślenie okołobudżetowe” i nadal uważam, że równie ważne jak to, za ile można zrobić, jest to, co chce się zrobić. Myślę
Wkopać w asfalt
Z gadziej perspektywy Będąc młodym, jeszcze, kandydatem na posła, podlegam różnorakiej procedurze lustracyjnej. Można zajrzeć mi do kieszeni, bo majątek mój jawny jest. Do serca, a czasem nawet i umysłu. Niestety, ogół wystawionych niczym modelki na wybiegu kandydatów jawi się często jak kabaretowy skecz. Aby ułatwić potencjalnemu elektoratowi wybór, często jestem odpytywany: czy lubię zwierzątka i czy kocham swą małżonkę? Czasem, czy legalną małżonkę w ogóle posiadam, podobnie jak i dzieci z legalnego związku zrodzone. Czy mam ich
Notes dyplomatyczny
Jeszcze na początku lata Sylwester Szostak miał prawo być przekonany, że świat toczy się normalną drogą. Był konsulem w Grodnie od czterech lat i właśnie przedłużono mu pobyt o rok. Otrzeźwienie było brutalne. Nagle dowiedział się, że przedłużenie zostało cofnięte, że musi wracać do kraju. Dlaczego? Otóż, żeby zwolnić miejsce posłowi Platformy Obywatelskiej, Edwardowi Daszkiewiczowi. Tak, tak, to ten sam poseł, którego tygodnik „NIE” opisał jako gościa lokalu go-go „Feniks”, zasłaniającego się legitymacją
Nie jestem prorokiem
Nie będę ukrywał, że z „Quo vadis” wiążę duże nadzieje – jak wszyscy realizatorzy i chyba także polska publiczność Rozmowa z Pawłem Delągiem – Kiedy po raz pierwszy przeczytałeś „Quo vadis”? – W liceum. To nie była wprawdzie lektura obowiązkowa, ale zachęcił mnie do niej profesor historii. Dla mnie starożytność była jakąś nieokreśloną mieszaniną mitów, dat wielkich bitew i imion władców. Bez chronologii, ale przede wszystkim bez konkretnych bohaterów. Dopiero książka Sienkiewicza pozwoliła mi spojrzeć na starożytność
Po nas choćby „Quo vadis”
Teledelirka Wróciło bractwo pielgrzymujące ponad podziałami do Watykanu na oglądanie wraz z papieżem filmu. Normalnie zapijało się na bankietach klęskę albo sukces superprodukcji i stąd brała się obrzmiałość bądź oczy podbite fioletem jak kwiatki, nazywane w Poznaniu macoszkami. Wysłuchiwało się do ostatka, do szału, do dna nieszczerych pochwał, dopadało tych, co chowali się z kielichem i topili w znajdującej się w nim cieczy satysfakcję z klapy konkurenta albo zawiść, gdy mu się udało. Umykało się przed gwiazdą, a gdy cię dopadła, musiało






