Biesiada po lidzbarsku

Biesiada po lidzbarsku

Tutaj laury zdobywali Krzysztof Daukszewicz, Maria Czubaszek, czy odkryty właśnie na tej imprezie mim – Ireneusz Krosny

Na występie Maćka Stuhra pewien pan na widowni śmiał się, zanim padła puenta, a że śmiech miał donośny – zarażał nim innych widzów. Podczas XXII Lidzbarskich Biesiad Humoru i Satyry zaskakujących sytuacji było więcej, a najbardziej nieoczekiwany przebieg miał koncert laureatów, na którym nie pojawili się zdobywcy głównego trofeum turnieju – lubelski kabaret Ani Mru Mru – ponieważ jeden z wykonawców śpieszył się… na własny ślub.
Dzięki niezmiennemu zaangażowaniu i energii pracowników miejscowego Domu Kultury na Lidzbarskie Biesiady –

najstarszy konkurs kabaretowy w Polsce –

co roku przyjeżdżają największe gwiazdy polskiego kabaretu, a turniej o Złotą Szpilkę gromadzi młodych adeptów sztuki estradowej. Jak twierdzi Jolanta Adamczyk, komisarz Biesiad, zawsze gościli u nich najlepsi. Tutaj laury zdobywali Krzysztof Daukszewicz, Maria Czubaszek, czy odkryty właśnie na tej imprezie mim – Ireneusz Krosny. W tym roku wszyscy znaleźli się w jury. Rola przewodniczącego przypadła Zenonowi Laskowikowi, którego młoda widownia Biesiad witała ogromnymi owacjami, mimo iż jest – jak mówił konferansjer, Piotr Bałtroczyk – “satyrykiem w stanie spoczynku”. Zanim rozpoczęły się występy 13 kabaretów, młodzież ustawiała się w kolejkach po autografy do gwiazd zasiadających w komisji, głównie do Piotra Szwedesa i Ireneusza Krosnego.
Jacy są młodzi kabareciarze? Na pewno wrażliwi na absurdy rzeczywistości. Wyśmiewają stereotypy kreowane przez telewizję i reklamę. Nie interesuje ich polityka.

Wolą raczej “opary absurdu”

i najwyraźniej tego oczekuje także młoda widownia. Kilka kabaretów zaprezentowało programy nie będące składanką skeczy, ale przemyślaną opowieścią. Na przykład kabaret Du Du przedstawił swoją wersję kilku wydarzeń z historii Polski, a kabaret Widelec – nagrodzony za najlepsze teksty satyryczne – zainspirowała… Biblia.
Kabaret Ani Mru Mru, zwycięzca turnieju, podbił nie tylko serca jurorów, ale także publiczności, która po raz pierwszy przyznawała swoją nagrodę. Trójka wykonawców wykazała się tak dobrymi umiejętnościami aktorskimi i wspaniałym poczuciem humoru, że do reszty zawojowała młodą widownię, która nie chciała wypuścić ich ze sceny.
W tym roku w Lidzbarku telewizja powinna filmować ciekawe zmagania turniejowe zamiast rejestrować koncerty z udziałem znanych kabaretów. Podczas koncertów w malowniczej scenerii lidzbarskiego zamku gwiazdy na estradzie świeciły bowiem raczej blado. Po raz kolejny

większość kabaretów przedstawiła znane programy.

Do wyjątków od tej reguły należeli jak zwykle rewelacyjni – Grupa Mo Carta i Ireneusz Krosny.
Wspaniale bawili publiczność konferansjerzy: Piotr Bałtroczyk i prowadzący pierwszy wieczór – Artur Andrus, który bardzo dobrze poradził sobie z zadaniami kabaretowymi w koncercie Big Daukszewicz Brother. Program ten rozpoczął przezabawny monolog Krzysztofa Daukszewicza, ale w dalszej części artyści – poza świetnym Czerwonym Tulipanem – wyglądali na niezdecydowanych, co chcą wyśmiać: nadchodzące wybory czy Wielkiego Brata.
Tegoroczne Biesiady już za nami, ale zapewne urok Lidzbarka Warmińskiego i nie słabnący entuzjazm organizatorów przyciągną także w przyszłym roku gwiazdy i turystów. Znów zobaczymy, na co stać polski kabaret, a publiczność lidzbarska przyjmie wszystkich artystów gorąco i będzie śmiać się z ich żartów, często tak donośnie i szczerze, jak ów wspomniany na początku widz.

 

Wydanie: 37/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy