Oferta last minute

Oferta last minute

Cała Polska dogadza seniorom

TVP 1 pokazała niedawno pierwszy odcinek programu „Sanatorium miłości”, gdzie państwo zaawansowani wiekowo dobierają się w pary. A przecież to tylko kropelka w oceanie ofert z dopiskiem 60+.

Do finansowego rozporządzenia senior nie ma wiele. Emerytura najczęściej wypłacana przez ZUS w 2018 r. to 906 zł netto, choć statystycznie rzecz biorąc, emeryt dostaje na rękę dwa razy więcej. Pieniądze wprawdzie marne, ale stałe i pewne. Nic dziwnego, że mnóstwo instytucji występuje z propozycją, by nawet te niewielkie kwoty zagospodarować z obopólną korzyścią.

Pielgrzymkowycieczka do Nowej Huty

Senior dysponuje nadwyżką wolnego czasu. Dlaczego więc nie wyprawiać się w podróże, do których zapraszają wyspecjalizowane biura? Ci, którzy odłożyli najwięcej, mogą się przelecieć na dwa tygodnie choćby do Nowej Zelandii czy Australii za przeszło 20 tys. zł. Znacznie taniej (3 tys. zł) kosztuje tydzień w Gruzji, Norwegii, a nawet na Wyspach Kanaryjskich. Seniorzy wczasują się chętnie także po linii religijnej. Przyzakonne, np. pallotyńskie, czy przyparafialne biura podróży oferują tygodniowy Izrael i Palestynę (3,2 tys. zł). Pielgrzymkowycieczka do Gruzji i Armenii „śladami św. Nino” to ok. 4,5 tys. zł (w tym „degustacja koniaku w Erewaniu”). Za ok. 1,5 tys. zł można już wyruszyć „szlakiem Trylogii”: od Przemyśla przez Lwów, Zbaraż po Kamieniec Podolski i Chocim. Zwiedzanie rozpoczyna lub wieńczy codzienna msza. To zupełnie jak na trasie pielgrzymkowycieczki „śladami św. Siostry Faustyny, św. Jana Pawła II i św. brata Alberta”. Tu „piękny krajobraz” Jury Krakowsko-Częstochowskiej bywa dosmaczany koronką do Miłosierdzia Bożego w sanktuarium w Łagiewnikach i zwiedzaniem domu św. Jana Pawła II w Wadowicach (plus kremówki). Dla chętnych jest też Nowa Huta i spacer po placu Reagana (do niedawna Lenina), bo część pielgrzymów ma jednak miłe wspomnienia z OHP…

A może senior w wolnym czasie wolałby postudiować? Ależ nic prostszego! W samym Poznaniu działa aż pięć „uniwersytetów trzeciego wieku”. Sekcji i kierunków – zatrzęsienie. Od aquagimnastyki i slow flow (cokolwiek to znaczy) przez witraż, filc i plecionkarstwo po brydż i genealogię. Łódzkie centra aktywnego seniora dokładają do tego „akademię robotyki” z występami „Cheerleaderek 60+” czy „Latających Babć” oraz wykłady, np. „Komunikacja miejska podczas II wojny światowej”. Są one co najmniej tak ciekawe jak te z Akademii Seniora w Bielsku-Białej, np. „Gdzie dawniej śpiewał ptak. Czy warto osuszyć i zaorać łąkę?”.

Seniorka under cover

Osobną ofertę dedykowaną seniorom mają zawodowi naciągacze. Plądrowanie mieszkania pod pretekstem wizyty wysłannika opieki społecznej, rady parafialnej, spółdzielni mieszkaniowej, kominiarza czy hydraulika wprawdzie nieco spowszedniało, ale ciągle działa. Poza tym, gdy tylko błyśnie nadzieja na uczestnictwo w jakiejś popisowej akcji policyjnej wymierzonej w świat przestępczy, seniorzy idą w to jak w dym. W Legnicy do takiej koronkowej misji wybrał pewną 80-latkę działający under cover pan nadkomisarz. Do współpracy pozyskał ją drogą telefoniczną. Do wykonania zadania niezbędne okazały się fundusze operacyjne (15 tys. zł), które „agentka” z ochotą wypożyczyła z własnego konta. Widocznie operacja trwa, bo udostępnione fundusze na razie do legniczanki nie wróciły.

Nadal sprawdzają się akcje mistyczno-teatralne. Oto całkiem niedawno w Koninie przed drzwiami starszej pani (lat 74) stanęła nieznana w okolicy mistyczka, zawodząc pieśni nabożne. Religijna niewiasta wpuściła rozmodlonego gościa pod swój dach, z ochotą dołączyła do pień, zwłaszcza że miały one jakże altruistyczny cel: pomnożyć jej zaskórniaki przechowywane na czarną godzinę. No ale przecież forsa nie rozmnoży się sama – tłumaczyła jak dziecku przybyła pani. Trzeba nad nimi odprawić specjalny rytuał.
I już wkrótce gospodyni zgodnie z poleceniem rozesłała na podłodze banknoty na sumę 43 tys. zł, przyniosła wodę święconą, jajko i ściereczkę. Niezbędne do wywołania finansowego cudu. Jajko okazało się jednak częściowo nieświeże i mogłoby fatalnie wpłynąć na ceremonię. Należało je więc co rychlej zakopać pod blokiem, a pieniądze tymczasem zebrać i wsunąć pod materac. W czym owa kapłanka finansów z serca i gorliwie pomagała. Jajko zostało zakopane, pieniądze wsunięte. Ale przy ich wysuwaniu, gdy wysłanniczki niebios już nie było, okazało się, iż nastąpił tzw. cud ujemny. To znaczy, z uskładanych 43 tys. ostało się zaledwie 11. Wszystko zapewne przez to fatalne nieświeże jajko!

A trafiają się seniorom okazje wręcz brylantowe! Starszy pan Kowalski spod Piły, Kalisza czy Jarocina pewnego dnia dostaje niespodziewanego mejla z Nigerii, który miał dotrzeć do Kowalskiego o imieniu, powiedzmy, Makumba, gdzieś w Lagos, czyli w tejże Nigerii. Ale poczta pewnie źle przekierowała, więc nadawca przeprasza i tłumaczy, że to wszystko dlatego, że Kowalski spod Kalisza to jakaś rodzina tego Kowalskiego z Lagos. Stąd pomyłka i jeszcze raz przepraszamy. Koniec sprawy? Otóż nie, a wręcz przeciwnie. Bo teraz Kowalski z Pniew powoli nabiera przekonania, że ma w Nigerii dalekiego kuzyna. Że on sam jest biały, a ten Kowalski z Lagos pewnie czarny jak smoła – to wcale mu nie daje do myślenia. Ostatecznie w kwestii koloru skóry Michael Jackson nie takie numery wywijał. Może więc ów Makumba Kowalski zaprosiłby kuzyna z Kalisza do Lagos na jakieś wakacje pod palmą?

I właśnie wtedy, kiedy nasz Kowalski już widzi się w hamaku, w sercu Afryki, z drinkiem w ręku, spada na niego hiobowa wieść. Otóż nadawca pechowego mejla zawiadamia ze smutkiem, że kochany i nieodżałowany Makumba Kowalski z Lagos opuścił ten padół łez. Z tym że zanim zszedł był, zostawił jedynemu żyjącemu krewnemu, mianowicie Kowalskiemu Janowi z Kalisza, niemałą fortunę w dolarach. I ten spadek do mister Kowalskiego jak najbardziej dotrze, ale warto rzecz nieco przyśpieszyć i posmarować, bo przecież wiadomo, jaka korupcja panoszy się w Nigerii. Te parę tysięcy dolarów na łapówki to doprawdy śmieszna suma wobec milionów, które niebawem spłyną na konto Kowalskiego z Polski od śp. Kowalskiego z Nigerii. I jest tak, jak się państwo domyślają. Kilka tysięcy dolarów Kowalski wydostanie spod ziemi i prześle, ale w zamian nie dostanie nie tylko ani dolara z obiecanych milionów, ale nawet marnego Thanks! od skorumpowanego nigeryjskiego urzędnika.

Superbonusy typu pro-eco

To w sumie drobni oszuści, ale pełen wachlarz atrakcji roztaczają przed gronem emeryckim także iluzjoniści od kosmicznych garnków, patelni („patent z NASA”) lub hiperodkurzaczy. Łączonych zwyczajowo z „programem ochrony zdrowego kręgosłupa”. Wszystkie usługi i towary oczywiście „pro-eco” i „pro-harmony”. Badania (Instytut ARC Rynek i Opinia) precyzują: aż 91% badanych emerytów otrzymało zaproszenie na prezentację drogich towarów, a 48% zdecydowało się z niego skorzystać.

Przed mityngiem już na wejściu działa door selection – jak przed wejściem do klubu czy na dyskotekę. Seniorzy młodsi, bardziej krytyczni i skorzy do zadawania niewygodnych pytań są obdarowywani „prezentami” i serdecznie żegnani. Właściwy pokaz jest dla starszych, zwłaszcza tych, którzy nałogowo polują w marketach na towar objęty choćby cieniem promocji. To jeden z ok. 500 takich eventów rocznie w przeciętnym województwie. Oferta jest bajeczna. Można się wzbogacić o nadajnik, który emituje fale gwarantujące „spokój & happiness” za doprawdy śmieszne 300 zł. To na rękę, bo jak się podpisze umowę kupna-sprzedaży, okaże się, że nie za 300, lecz za 1 tys. zł, za to w dogodnych ratach. Niby otrzeźwiały senior ma prawo odstąpić od umowy w ciągu 14 dni od zakupu, ponieważ wedle prawa umowa została zawarta poza siedzibą firmy… Otóż nie poza siedzibą, bo firma właśnie zarejestrowała swoją siedzibę w motelu, gdzie odbył się kosmiczny pokaz – oczywiście tylko na kilka dni.

Kiedy los się do seniorów uśmiechnie, mogą wylosować superbonus zupełnie za darmo. Jak pani Regina z Lublina, która wygrała cenny zestaw i podpisała – cała w skowronkach, że pod koniec życia i do niej uśmiechnęło się szczęście – podsunięty formularz. Dopiero w domu doczytała, iż m.in. urządzenie do masażu stóp oraz odkurzacz piorący, owszem, dostanie za darmo, pod warunkiem że za nie zapłaci. Na to pani Regina, że ona już nie chce tych dobrodziejstw i nie zapłaci. Ależ to nie możliwe! – tłumaczy jej firma.
Pani Regina „wygrała i podpisała”, a to nie działa wstecz. Trzeba odkurzać, masować, prać, płakać i – płacić!

Emerytura. Nie poczekalnia!

W palecie dóbr oferowanych emerytom przez szemranych sprzedawców na poczesnym miejscu lokują się „biostymulatory”. Nic dziwnego – podwoje otwierają przed tą kategorią wiekową kluby. „Seniorze! Gdy rozmowy na klatce schodowej to za mało, pomyśl o członkostwie w klubie seniora”. Korzenioplastyka, brydż, wycieczki krajoznawcze (dla członków zniżki), kółka recytatorskie, joga, zumba, grzybobranie, kurs komputerowy, robótki ręczne i szachy. Wszystko za jedyne 5-10 zł na miesiąc. Przykładowe nazwy klubów: Wigor, Druga Młodość, 82.

W karnawale senior ma w karnecie liczne bale, czasem nie byle gdzie, bo choćby w nowoczesnym Centrum Kongresowym przy wrocławskiej Hali Stulecia. W menu śledzie pod pierzynką cebulową, meksykańskie chili con carne i makaron penne z pikantnym sosem pomidorowym, chrupiącym boczkiem, parmezanem i pietruszką. Warszawski Pałac Kultury kusi z kolei „Wieczorkami tanecznymi” (wymagany strój wieczorowy, barek do dyspozycji). Rzeszów wyspecjalizował się w „Potańcówkach miejskich dla Seniorów”, oficjalnie bezalkoholowych, choć organizatorzy dopuszczają trunki własne.

Coraz więcej seniorów rusza na łowy na „dancingi międzypokoleniowe”. Nie przeszkadzają zastawki, bajpasy, chemioterapia czy cukrzyca, najwyżej ktoś się spóźni, bo koronarografia się przeciągnęła… Zdarza się starszym państwu zakręcić na dancingach, które prowadzi najstarsza w Polsce (a pewnie i na świecie) didżejka Wirginia Szmyt, znana jako DJ Wika (rocznik 1938), wdowa po dyplomacie, matka i babcia. W karcie chorobowej ma operację biodra, wszczepienie endoprotezy, nawet zapalenie ucha środkowego (praca w słuchawkach wcale nie sprzyja leczeniu). A przecież kiedy staje za konsoletą pubu Bolek na warszawskim Polu Mokotowskim (wstęp 12 zł), parkiet wypełnia się seniorami już po 20 sekundach. Gra Lady Gagę, Shakirę, Madonnę, „Talkinga”, ale też muzykę typu house. Seniorzy pokręcą się i wracają do stolików pokrzepić się ciastkiem i ćwiarteczką żubrówki. Ci, którzy w takiej zabawie zasmakują, kształcą się w Senior DJs Academy lub Senior Casting Agency. Ostatecznie filmy i programy telewizyjne poszukują statystów także w starszym wieku, często również wynajmują ich mieszkania na plany filmów retro.

Ale na taki podryw czy casting trzeba się odpowiednio wystroić. Magazyny modowe prześcigają się więc w poradach dla seniorów płci obojga. Paniom sugerują odejście od kwiecistych deseni typu „babcina łączka”, cekinów, kokardek czy falbanek (wyjątek: lamparcie cętki, które odwracają uwagę od niedoskonałości figury). Doradzają śmiałe plamy kolorystyczne z „jadowitą czerwienią” i „nasyconą żółcią”. Nie należy się bać czerni na poziomie talii i ud – czarne wyszczupla! Jeżeli zdarzy się grill albo praca na działce, to obowiązkowo komplet w stylu safari. Przy tym spodnie koniecznie podtrzymywane w pasie mocno rozciągliwą gumą. Dekolt tylko w kształcie litery V, na nim korale, ewentualnie perły, a choćby i z Jablonexu. Delikatne marszczenie bluzki na karczku pomaga zatuszować zgarbienie. Jeżeli pani decyduje się na bluzkę „transparentną”, pod spód winna włożyć bieliznę w kolorze cielistym. Z dodatków – okulary słoneczne niemal na każdą pogodę: pomagają ukryć kurze łapki.

Elegancja na użytek starszego pana jest znacznie prostsza i sprowadza się do unikania najbardziej rażących gaf. Nie należy więc opinać koszuli na dobrze zaprowadzonym brzuszku piwnym, zwłaszcza gdy krawat sięga tylko do jego połowy. Przed wzuciem sandałów raczej natrzeć stopy oliwką, niż pakować je w skarpety. Inne buty powinny harmonizować od biedy kolorem z resztą i być wypastowane.

Stary człowiek i może

Bale i kluby to idealna okazja, by zapoznać panią lub pana. Ale można to uczynić i zdalnie, na jednym z wyspecjalizowanych portali randkowych dla seniorów, np. SamotneSerca.pl (w „Strefie seniora”) czy na Swatce.pl. Tylko wybierać, przebierać – najpierw wśród panów. Roman (79) „dobrze się prowadzi, jest zmotoryzowany i zdecydowany”; Witold (73) „uprawia jogę i ma tyle zainteresowań, że trudno zliczyć”; Dionizy (90) „walczył o wolność Polski”; Stefan (75) „twardo stąpa po ziemi. Pani może być z całej Polski, gdyż miłość nie ma granic”; Kazimierz (72) „nie ma wygórowanych oczekiwań, byle Partnerka była miła”; Józef (70) „pomimo rozwodu może zawrzeć ślub kościelny”; Bernard (80) „posiada wyższe wykształcenie, ale nie należy do osób, które się wywyższają”; Jan (81) to „uczciwy romantyk na emeryturze, raczej skromny, choć czasami szalony”.

Panie też objawiają sporo zalet. Wanda (73) „ma kilka pomysłów na rozweselenie samotności, potrzebuje do tego ochotnika”; Jolanta (68) „może wyleczyć swojego adoratora z samotności, ponieważ jest lekarzem”; Brygida (70) „szuka Pana, który zechce takiego jak ona pulpecika do przytulania”; Teresa (77) okazuje się z kolei „spokojna, ale z pazurem (nie da się zagłaskać, ani podeptać)”.

Zainteresowania płcią przeciwną nie dziwią, skoro badania pokazują, że 41% emerytów przyznaje się do aktywnego życia seksualnego, a 15% właśnie poszukuje partnera. Przy tym co czwarty mężczyzna po 70. roku życia jest sprawny seksualnie, a zdarza się, że panie doznają pierwszego orgazmu w wieku 75 lat. Wiedzą o tym sporo sprzedawcy z sex shopów. Przed premierą „50 twarzy Greya” zaawansowani wiekowo klienci pytali o gadżety typu dildo, kulki gejszy i wspomagacze erekcji (tzw. błękitny lewarek). Teraz domagają się również kajdanek, pejczy i ball-gagów. Zdarzył się emeryt, który wreszcie uskładał na dmuchaną lalkę Azjatkę, o jakiej marzył od lat. A inny z analogicznym obiektem współżył tak intensywnie, że w szale namiętności urwał mu głowę. Zrozpaczony próbował reklamować, tłumacząc, że nabył towar „z wadą produkcyjną”…

Bądź wola twoja…

Patriarchom rodziny stukają kolejne latka i należą się im rocznicowe prezenty, niekoniecznie z sex shopu. Niektóre są z gatunku eksperymentalnych. Seniorowi można sprezentować wydanie gazety (lokalnej, ale nie tylko), gdzie na stronie tytułowej będzie figurował bogato ilustrowany materiał z okazji np. jego siedemdziesiątki. A w numerze pojawią się dziesiątki listów od czytelników z gratulacjami. Oczywiście gazetę preparuje się w Photoshopie, potem powiela na domowej drukarce. I nie zawsze warto to staruszkowi wyjawiać… W licznych miastach można także delegować seniora na zajęcia w ramach Tygodnia Pisania Testamentów, aby zawczasu (i zgodnie z oczekiwaniami rodziny) rozporządził masą spadkową. Dla rodziny to też często okazja, by zasugerować nestorowi rodu przenosiny do domu opieki, który kusi już samą nazwą: Dom Pomocy Społecznej im. Marii Kaczyńskiej, Jesienny Azyl, Bursztynowe Zacisze, Liliowy Dworek czy wreszcie Senior Residence. Czy można sobie wymarzyć piękniejszą stację przesiadkową?

Fot. Justyna Rojek/ East News

Wydanie: 5/2019

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. amelie2
    amelie2 28 stycznia, 2019, 09:32

    Na wstępie można powiedzieć, że w sprawach omawianych poniżej
    a obejmujących odczucia osób starszych wszystko jest rzeczą względną. Wszelkie uogólnienia z pewnością spotkałyby się z krytyka ze strony tych, którzy swoją starość widzą i przeżywają inaczej niż ujął to badacz tematu. Dlatego, moim zdaniem, należy podjąć próbę dokonania pewnych podziałów – oddzielić choćby zniszczonych przez życie i alkohol byłych „pegeerowców” od ludzi świadomych swego dorobku i dyskontujących wszelkie życiowe doświadczenia.
    Jednym z ważniejszych czynników wpływających na samopoczucie ludzi starszych jest zdrowie – postrzegane we wszelkich jego aspektach. Brak problemów finansowych z pewnością czyni starość łatwiejszą w akceptacji – zarówno dla zainteresowanego jak dla jego otoczenia. Najistotniejsza jest jednak „attitude” – słowo oznaczające postawę, ale jako pojęcie trudno tłumaczące się na język polski a przez to niedoceniane. Aby zakończyć wstęp dokonam jednak pewnego uogólnienia, z którym chyba każdy się zgodzi:, jakie było życie taka jest i starość. Kto wkracza w starość, pojmuje wspaniałość życia głębiej niż kiedykolwiek wcześniej, gdyż już wie, że jego czas jest ograniczony. Także, dlatego że nie wie, jak długo śmierć pozwoli na siebie czekać. Moim zdaniem przeprowadzanie badań nad ludźmi w wieku podeszłym, – gdy nie przyświeca nam jakaś szczytna idea jest z gruntu amoralne. Przypomina to badania zachowań szympansów lub wilków. Tyle, że badacze tych zwierząt żyją wśród nich, poznają ich obyczaje i odkrywają przed innymi ludźmi jak te zwierzęta są moralne i zgodne z naturą.
    Natomiast „starym” przedstawia się do wypełnienia mniej lub bardziej zrozumiałe ankiety i na podstawie przypadkowych odpowiedzi wysnuwa nieprawdzie wnioski – jak na przykład ten: „Wykształcenie i stan cywilny istotnie różnicują uczucie zadowolenia z życia wśród kobiet i mężczyzn w okresie przekwitania”. Równie dyskusyjny jest wniosek: „kobiety w okresie przekwitania, częściej niż mężczyźni przejawiają niezadowolenie z życia”. Jakie kobiety: Amerykanki czy Niemki, które mąż pozostawił z dużym majątkiem, którym wreszcie mogą dowolnie dysponować? Kurorty Tunezji, Karaibów i wielu innych krajów pełne są kobiet „w okresie przekwitania”, które radują się życiem jak nigdy przedtem.
    Oczywiście badania psychomotoryczne dają wartości bezwzględne (też jednak zależne od cech osobniczych u badanych). Na przykład „osiągnięcie wielkości szczytowych (maksymalnych, najlepszego wyniku) stanowi, więc jednocześnie moment, od którego faktycznie rozpoczyna się regres danej cechy (zdolności) motorycznej.”
    (J. Jopkiewicz)
    Dlatego różni osobnicy różnie się starzeją. Jedni mają pełną sprawność umysłową aż do śmierci, przy całkowitym braku sprawności fizycznej (jak np. Jan Paweł II), inni są fizycznie względnie zdrowi, a rozpadła się psychika i umysł odmawia posłuszeństwa. Dla jednych jak dla Cycerona seks był uciążliwym balastem i rad był się go na stare lata pozbył, inni jak Pablo Picasso mieli dzieci po 80-tce i czerpali radość z seksu prawie do końca swoich dni. Jeśli więc badania mają pomóc ustalić jak żyć, aby umrzeć (naturalnie) w stanie akceptowalnej sprawności umysłowej i fizycznej – to takie badania są pożyteczne i celowe. Natomiast udowadnianie – czy kobiety czy mężczyźni czują się lepiej w okresie przekwitania????.
    Istotne w wieku podeszłym jest: ”nie pozwolić się wodzić za nos przez młodych. Oni mówią o starości jak ślepi o kolorach. Oczywiście niektórzy już odkryli, że można na naszej starości zarabiać pieniądze, szczególnie, gdy słowo „starzy” zamieni się na „seniorzy”. Podróże dla seniorów, rezydencje dla seniorów, kuracje, odzież, aparaty, podpory, programy dietetyczne czy programy odnowy tkanek – wszystko to i interesujące, i pewnie czasem pożyteczne. Jednak stary człowiek to nie jest problem renowacji. On jest po prostu stary.” (Sybir hr.Schönfeldt )
    On jest podwójnie stary, gdy starość dotyka człowieka, który żył jak w kieracie. Pobudka o 5ej, praca w firmie (np. PGR lub fabryka) później praca na własnym gospodarstwie, później piwo lub wódka z kolegami przed kioskiem i nagle to wszystko się załamało – ta starość staje się tragiczna. Nie ma pracy, dzieci wyjechały za chlebem, żona w kościele, nie ma na piwo. Jest tylko czekanie na śmierć, lub na kogoś, kto postawi butelkę. Chwilę wytchnienia daje im tylko pobyt w szpitalu. Niezależnie od swej dolegliwości wreszcie są dla kogoś przedmiotem zainteresowania. Mogą z kimś rozmawiać, skarżyć się na wszystko i na wszystkich. Żadnych wspomnień, żadnych perspektyw i charakterystyczny dla ludzi o niższym od przeciętnego poziomie kultury – strach przed śmiercią.
    Gdy tymczasem w starości można być nareszcie wolnym. „Dar życia, zakosztowany podwójnie, gdy ktoś w jarzmie swego kieratu, w jarzmie obowiązków rodzinnych cierpiał długo i przez śmierć swego partnera nie utracił zdolności radowania się życiem. A przede wszystkim ktoś, kto zatroszczył się o to aby czas pomiędzy własną starością a śmiercią nie był wypełniony troską, lecz przyjemnościami.” (Sybir hr.Schönfeldt)
    Tak, to brzmi logicznie, ale dla wypełnienia tego czasu przyjemnościami, (co robi większość ludzi w cywilizowanym świecie) niezbędne są dwa warunki:
    – pierwszy warunek to zdrowie, o które należy dbać od wczesnej młodości – a wtedy przy siwych włosach można mieć płaski brzuch, sprężyste mięśnie, można skakać, biegać i podrywać nie tylko starsze panie. Oczywiście pomijam tu przypadki przypadłości zdrowotnych niezależnych od wieku, których znoszenie też zależne jest od „attitude”.
    “ATTITUDE”: postawa – stosunek do otoczenia, do ludzi i wydarzeń
    „Im dłużej żyję tym bardziej zdaję sobie sprawę z wpływu “attitude” na życie. Stosunek do otoczenia jest ważniejszy od faktów. Jest ważniejszy od przeszłości, wykształcenia, pieniędzy, rożnych okoliczności, wzlotów i upadków. Jest ważniejszy od tego, co ludzie myślą, mówią lub robią. Jest ważniejszy od talentu, wyglądu czy umiejętności. “Attitude” może zbudować lub zniszczyć firmę, przyjaźń i rodzinę. Najważniejszym jest, że każdego dnia możemy dokonać wyboru “attitude”, którą na ten dzień przyjmiemy. Nie możemy zmienić przeszłości … nie możemy zmienić zachowań innych ludzi. Nie możemy zmienić tego, co nieuniknione. To, co możemy to jest grać na jedynej strunie, jaką mamy, i tą struną jest właśnie nasza “attitude”. Jestem przekonany, że życie to dziesięć procent tego, co mnie spotyka i dziewięćdziesiąt procent tego jak ja na to reaguję. Tak samo jest w twoim przypadku.”(Longman Dictionary)

    Dlatego jeśli ktoś w samym sobie nie znajduje podstaw, by żyć dobrze i szczęśliwie, to każdy okres życia jest dla niego ciężki. Jeśli jednak nasza postawa życiowa pozwoliła nam odnosić się do innych ludzi pogodnie i życzliwie – to wtedy, gdy nam to będzie najbardziej potrzebne – życzliwość i pogoda ducha wrócą do nas i będą naszym towarzyszem przez całą starość.
    – drugim warunkiem, niestety, jest posiadanie niezbędnych środków finansowych. Nie oznacza to konieczności bycia bogatym. Można żyć skromnie i oszczędnie. Niemniej jednak trzeba być wolnym od codziennej troski o to czy wystarczy na utrzymanie domu
    i czy wystarczy na urlopy i inne drobne przyjemności.
    W ramach „attitude” mieści się nasz stosunek do śmierci. Opowiadał mi ktoś kiedyś o pogrzebie swego szefa i przyjaciela w USA. Człowiek ten w sile wieku, na stanowisku, szanowany przez podwładnych i akcjonariuszy, posiadający dobrą, kochającą się rodzinę zginął nagle w wypadku samolotowym. Część formalna pogrzebu była krótka, później zaczęły się wspomnienia o zmarłym; co chwila cały kościół trząsł się ze śmiechu, gdy po kolei przyjaciele opowiadali anegdotyczne historie z jego życia. Byłem tym zszokowany, tymczasem wyjaśnienie tych zachowań było bardzo proste – jesteś chrześcijaninem? Wierzysz w życie po śmierci? Nie chcesz pogłębiać smutku rodziny? Chcesz zachować Georga w pamięci takim, jaki był za życia, czy też takiego jak leży w trumnie? Czy akceptujesz, godzisz się z tym, że i ciebie czeka śmierć? Czy wolisz, aby twoi najbliżsi pogrążali się w rozpaczy, czy też mają wierzyć, że znalazłaś się w lepszym świecie i spotkałaś tam wszystkich dawno utraconych przyjaciół? Te pytania i dane samym sobie odpowiedzi pozwalają lepiej przygotować się do tego, co nieuniknione i do przeżywania wieku dojrzałego („przekwitania”) w spokoju i zadowoleniu.
    Niestety w religii katolickiej pokutują do dziś średniowieczne poglądy o grzeszności ludzkiego ciała i stąd wiek starczy pozbawia się prawa do normalnego ubioru, dbania o swoją skórę, zęby itd. Widać to szczególnie na polskiej wsi – stare kobiety ubrane byle jak, ale na czarno, mężczyźni nie myci od poprzedniej Wielkanocy – są na łasce swoich dzieci, tak jak oni sami z łaski utrzymywali swoich rodziców. Można to nazwać „attitude”, albo ogólnie kulturą traktowania wieku dojrzałego. Z pewnością jednak w przypadku tych ludzi nie może być mowy o jakiejkolwiek satysfakcji okresu przekwitania. Jest tylko beznadziejna starość i oczekiwanie (w strachu) na śmierć jak na wybawienie.
    A jak do starości podchodzili starożytni? Jak pisze Cyceron: „A czyż nie jest wielkim szczęściem, żeśmy już wysłużyli nasze lata na żołdzie zmysłowości, ambicji, rywalizacji, waśni i wszelkiego rodzaju namiętności, – że wreszcie możemy należeć do siebie samych i być, jak to mówią, wreszcie u siebie? A jeśli mamy jeszcze do tego zamiłowanie do nauki i wiedzy, które są jakby pokarmem umysłu – to cóż może być milszego nad wolną od przymusowych zajęć starość? (….) Tyle o zajęciach umysłowych. U ludzi rozumnych i wykształconych z wiekiem przybierają one jeszcze na sile. Świadczyć o tym może (…) wiersz Solona, że starzejąc się, uczy się codziennie czegoś nowego, co jest na pewno najwyższą duchową rozkoszą, jaką osiągnąć można. (….) Ale nie zapominajcie, że chwalę tu w ogóle tylko taką starość, której podstawą jest dobrze przeżyta młodość. Toteż mogę powtórzyć tutaj to, co kiedyś powiedziałem z wielkim aplauzem wszystkich słuchających, że nędzna to starość, która się słowami bronić musi, bo ani siwe włosy, ani zmarszczki nie są w stanie nagle zdobyć dla siebie poważania. Jest ono ostatnim owocem godnie przepędzonego życia. Wydaje się rzeczą mało ważną i zwykłą, gdy nas pozdrawiają, szukają naszego towarzystwa, ustępują miejsca, wstają przed nami, przeprowadzają, odprowadzają, radzą się nas.” Cycero (cyt. Sybir hr. Schonfeldt).
    Wniosek, jaki się teraz sam nasuwa jest taki: poczucie satysfakcji życiowej u ludzi
    w okresie przekwitania w bardzo dużym stopniu zależy od stosunku otoczenia do tych ludzi. Minęły tysiące lat a ta prawda nie straciła nic ze swej aktualności. Jest taka bajka braci Grimm o dziadku coraz bardziej niedołężnym i coraz bardziej uciążliwym dla swych dzieci. Kazano mu jeść w kącie i z drewnianej miski, gdy stłukł szklaną. Jego wnuczek zaczął strugać korytko, zapytany przez rodziców co robi odpowiedział: to dla was gdy będziecie tacy starzy jak dziadek. Zawstydził ich, rozpłakali się i stary powrócił do stołu. Sybir hr.Schönfeldt tak to komentuje: ”Bajka tylko opowiada. Nie ma własnego zdania ani światopoglądu. Opowiada o ludziach i ci ludzie, którzy jej słuchają, mogą sobie myśleć po swojemu. Usłyszeli opowieść, która się dobrze kończy, i mogą jak np. politycy, wynaleźć ubezpieczenie opiekuńcze i to wszystko. Stary człowiek znów siedzi przy stole. No cóż, czego jeszcze chcecie?
    My chcemy tych łez. Chcemy pokolenia średniego, „które przez moment popatrzy na siebie”. To jest ten moment, o który chodzi w tej bajce i w rzeczywistości, dzisiaj i przez wszystkie dni. Moment, w którym mężczyzna i kobieta, przyszli starzy, otworzą oczy
    i pojmą, co czeka każdego człowieka.”
    Znam taką historię, gdy dwoje starych ludzi spędziło swe ostatnie lata w wielkim zadowoleniu z życia, mimo iż nie było ono wcale nadzwyczajne. Niezwykłe było to, że oboje jako małżeństwo zostali rozdzieleni, on został wysłany do łagru w Workucie ona do Kazachstanu. Spędzili tam długich 12 lat i dane im było doświadczyć wiele, zbyt wiele. Ich powrót do Polski po 1956 roku uznali wszyscy za cud, oni także. Cieszyli się sobą, rodziną, Polską i życiem, życiem ponad wszystko. Byli pogodni, przyjacielscy, życzliwi wszystkim i w najlepszej kondycji psychicznej i fizycznej do końca dni swoich.
    Wniosek następny jest więc taki, że siła charakteru i nagrodzona wola przetrwania pozwalają, po ustąpieniu niewoli, radować się życiem w stopniu nieporównanie większym niż wtedy, gdy żyło się spokojnie i dostatnio a lata przekwitania są latami socjalnie i finansowo gorszymi od poprzednich.
    Bardzo istotne dla przeżywania okresu przekwitania i starości jest stosunek do śmierci. Jak pisze x.prof. Tischner; „„istnieją – jak się wydaje – dwa powody „śmierci człowieka”: śmierć w celu uwolnienia innego od ciężaru, jakim dla niego jestem, i śmierć podjęta w celu ofiary za innego. W obu przypadkach „jeden umiera, aby inny mógł żyć”. Bycie-dla –siebie staje się byciem-przeciwko –sobie. Człowiek przestaje istnieć, bo „nie ma prawa do istnienia”. A „nie ma prawa do istnienia”, dlatego, że uważa, że jest albo może być winny złu, jakie się wokół niego dzieje. Świadomość tej winy będzie jego nieszczęściem. Człowiek może jednak mieć prawo do istnienia, jeśli odkryje, że „nie cały jest zły”. Może odzyskać pewność bytu – „pewność siebie” – dzięki udziałowi w tym, co dobre. Poprzez ten udział człowiek może „zgodzić się na siebie” i poczuć szczęśliwy z tego powodu, że jest „człowiekiem”.
    Zgoda człowieka na siebie jest drogą pośrednią między ucieczką w nicość
    a ucieczką w Boga – między anihilacją a deifikacją. Zgoda taka nie byłaby jednak możliwa bez jakiegoś doświadczenia dobra””.
    Analiza powyższych przemyśleń prof. Tischera dałaby wiele materiału do tematu tego opracowania. Ja w skrócie rozumiem to następująco: ludzie samokrytyczni a jednocześnie dbający o swoją „ludzką postawę” przeżywają okres przekwitania i starości nadal troszcząc się o innych, „sterują momentem swej śmierci” – tak, aby odejść w spokoju, w przeświadczeniu, że dobrze pokierowali swym życiem i że na starość dla nikogo nie byli ciężarem.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy