Bracia Czesi

Bracia Czesi

Po 1989 r. elity polityczne Polski latami tłumaczyły wszelkie bolączki, niepowodzenia i słabości nowego systemu polityczno-gospodarczego spadkiem po „komunie”. To ten zły duch PRL miał być powodem jawnych kompromitacji nowego ładu. Było to oczywiście tłumaczenie nie tylko prymitywne, ale też nieprawdziwe. Wspólne dziedzictwo „realnego socjalizmu” spowodowało bowiem w minionych dwóch dekadach różne formy przekształceń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Były elementy wspólne, ale i dość mocne różnice w poszczególnych krajach byłego bloku wschodniego. Ilustracją tej tezy mogą być południowi sąsiedzi Polski.

Kiedy w Polsce po 1989 r. likwidowano zakłady przemysłowe, które mogły być lokalną marką polskich produktów, Czechom udało się zachować i rozwinąć markę Škody. Kiedy polscy decydenci rzucili się do zakupów amerykańskich F-16, Czesi zachowali rozsądek i nie trwonili pieniędzy na niepotrzebne wydatki militarne. Kiedy polskie elity władzy chciały wymachiwać szabelką w stronę Rosji i namawiały wszystkich w Europie do sankcji, Czesi znowu zachowali się pragmatycznie, myśląc o swoich interesach, i nie dali się wciągnąć w tego typu awantury.

Dzięki temu to w Czechach bogaci Rosjanie inwestują w nieruchomości i ożywiają tamtejszy rynek mieszkań. To w Karlovych Varach, a nie np. w Polanicy-Zdroju, tysiące kuracjuszy z Rosji spędzają czas i wydają grube pieniądze. W Karlovych Varach, ale także w Pradze i w wielu innych miejscowościach, można wszędzie (w hotelach, w restauracjach, na ulicy) porozumieć się po rosyjsku. Aby zachęcić turystów z Rosji do przyjazdu, nie można jednak tworzyć obrazu największego rusofoba w Europie – a tak niestety wielu obserwatorów ocenia Polskę.

Jak się okazuje, nie jest to tylko problem stosunku Polski do Rosji. Również inne nacje nie traktują Polski jako atrakcyjnego i przyjaznego miejsca urlopów czy kuracji. O ile Karlovy Vary można nazwać „małą Rosją” w Czechach, o tyle czeskie Teplice, znane ze swoich łaźni i różnych kuracji rehabilitacyjnych, zalane są przybyszami z Bliskiego Wschodu. Po ulicach tego 50-tysięcznego miasta spacerują niczym po Stambule kobiety w burkach i w chustach muzułmańskich. Towarzyszą im mężczyźni o arabskich rysach i całe rodziny z krajów Bliskiego Wschodu. Są to masowo przyjeżdżający kuracjusze z Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oprócz języka czeskiego, niemieckiego czy rosyjskiego głównym językiem napisów w sklepach czy informacji w hotelach Teplic jest arabski – rządy arabskich państw chętnie finansują kuracje swoich obywateli w czeskich uzdrowiskach. I znowu pojawia się pytanie: czemu czeskie Teplice, a nie np. uzdrowiska Kotliny Kłodzkiej? To kwestia nie tylko kiepskiej reklamy czy marketingu turystycznego, ale również wizerunku kraju. Czesi, którzy sprzedają marihuanę w aptekach, unikają chodzenia po kościołach i generalnie nie są zbyt przywiązani do dogmatów religijnych, sprawiają wrażenie ludzi otwartych, spokojnych i przyjaznych.

Skąd te różnice kulturowe między środkowoeuropejskimi sąsiadami i odmienne wizerunki? Warto o tym pomyśleć teraz, kiedy zaczynają się wakacyjne podróże. Najprostszą odpowiedzią będzie wskazanie różnic historycznych. I wcale nie tych związanych z doświadczeniami z drugiej połowy XX w., ale z dalszej przeszłości.

Już w XV w. ruch husycki w Czechach mocno wpłynął na reformowanie czeskiego społeczeństwa i wyrwanie go ze skostniałych dogmatów ówczesnego Kościoła katolickiego. Ruch społeczny zapoczątkowany przez profesora uniwersytetu w Pradze Jana Husa, choć pierwotnie miał charakter reformatorskiego ruchu religijnego, szybko zamienił się w radykalny ruch polityczny, który nie tylko dążył do ograniczenia wpływów funkcjonariuszy Kościoła, ale także atakował feudalne struktury władzy. Husyci zapoczątkowali mocny ferment intelektualno-kulturowy, którego owocem było wiele ruchów społecznych funkcjonujących przez kolejne wieki. Wśród nich jednym z bardziej interesujących byli Bracia Czescy, którzy głosili radykalny egalitaryzm, odrzucali nierówności społeczne i tradycję Kościoła oraz gardzili przemocą, wojną i służbą wojskową.

Dzięki takim zjawiskom społecznym ze swojej historii Czesi dziś wiedzą, że lepsze od święconej wody jest piwo – „Gdzie się piwo pije, tam się dobrze żyje”, głosi czeskie przysłowie. A Jaroslav Hašek, autor „Dobrego wojaka Szwejka”, na początku XX w. mógł głosić jak najbardziej racjonalne stwierdzenia na temat różnych dziwactw tego świata. Na przykład: „Czytając prasę katolicką, czy to prozą, czy wierszem, dochodzimy do wniosku, że siedmioletnie dziecko potrafiłoby redagować całą prasę katolicką”.

Wydanie: 28/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy