Brunatny Bayern

Brunatny Bayern

Nazistowski rozdział w historii kultowego klubu piłkarskiego

Korespondencja z Monachium

Zwiedzając muzeum Erlebniswelt na stadionie Allianz Arena, wierny kibic Bayernu Monachium przeżywa ekstazę. Światło w pomieszczeniach jest zwykle nieco przyciemnione, za to w witrynach błyszczą liczne puchary, obok wiszą tablice informacyjne i ekrany, na których przesuwają się obrazki upamiętniające chwile chwały legendarnego klubu. Piłkarze Bayernu 26 razy zapewnili sobie tytuł mistrza Niemiec, 17 razy zdobyli Puchar DFB i pięć razy wygrali Ligę Mistrzów. Na każdym kroku widzimy zastygłych w heroicznych pozach bohaterów, bez których wszystkie te sukcesy byłyby niemożliwe: Franz Beckenbauer, Uli Hoeness, Sepp Maier, Gerd Müller, Thomas Müller, Roy Makaay, Robert Lewandowski. Lwia część wystawy skupia się na niełatwych początkach założonego w 1900 r. klubu. Bayern potrzebował bowiem jeszcze kilku lat, żeby się rozpędzić. Pierwsze krajowe mistrzostwo uzyskał w 1932 r., kilka miesięcy przed objęciem władzy przez Hitlera, a prawdziwy okres świetności piłkarzy znad Izary miał przypaść dopiero na lata 70., wraz z rosnącym potencjałem reprezentacji RFN.

Niepozorny kącik w stadionowym muzeum poświęcony jest także historii klubu w mrocznych latach 1933-1945. Widnieje nad nim czerwony napis „Gorzkie lata, trudne czasy”. Natomiast pod nim pyszni się krótki tekst: „Podczas gdy inne niemieckie kluby szybko szukały punktów zaczepienia w systemie nazistowskim, Bayern jako jedyny się temu sprzeciwił”.

Wybielanie historii

Niemiecki historyk Markwart Herzog mówi bez ogródek, że to kłamstwo. Naukowiec ten, dyrektor Schwabenakademie Irsee, brat reżysera Wernera Herzoga, od lat zajmuje się historią klubów sportowych. Według niego gruntowne kwerendy w archiwach sądowych nie pozostawiają złudzeń – gigant z Monachium wybiela swoją rolę w narodowym socjalizmie. Owocem dociekań Herzoga jest wydana przez niego praca zbiorowa „Ujednolicenie piłkarstwa w nazistowskich Niemczech”, przy czym obciążone historycznie określenie Gleichschaltung oddaje najpełniej istotę schorzenia systemu totalitarnego. Herzog zamieścił w książce również swój tekst o antysemityzmie w statucie monachijskiego klubu po 1933 r.

W oficjalnym przekazie FC Bayern dotąd nie miał sobie nic do zarzucenia. W przeciwieństwie do lokalnego rywala TSV 1860 Monachium, którego zarząd nie taił sympatii do führera, uchodził raczej za dywersanta opierającego się nazistowskiemu ujednoliceniu klubów piłkarskich. Ten okres kojarzony jest z nazwiskiem prezesa Kurta Landauera (1884-1961), który zapewnił swojemu klubowi pierwsze mistrzostwo. Landauer był Żydem. Rok później, po objęciu władzy przez Hitlera, lubiany prezes musiał ustąpić ze stanowiska i sprzedać swój dom, ponieważ został pozbawiony środków. W 1938 r. trafił do obozu koncentracyjnego w Dachau, po czym udało mu się zbiec do Szwajcarii. Jego rodzeństwo zostało zamordowane przez nazistów. W 1947 r. Landauer wrócił do Niemiec i ponownie został wybrany na prezesa Bayernu. Jego barwna biografia doczekała się dwa lata temu ekranizacji, która bez wątpienia utrwaliła wizerunek Bayernu jako klubu oporu.

Herzog obejrzał film i naniósł teraz pewne poprawki na ten chwalebny obraz. – Bayern nie odbiegał od nazistowskich wytycznych, przeciwnie, w sporządzaniu antysemickich paragrafów zarząd klubu był niekiedy szybszy od samego führera – przekonuje. Zdaniem historyka odnalezione protokoły z zebrań dowodzą niezbicie, że Bayern z zapałem przeprowadzał aryzację swoich członków. W pierwszym kwartale 1933 r., czyli tuż przed triumfalnym pochodem NSDAP po władzę, miał ich mniej więcej tysiąc, wśród nich ok. 50 Żydów. W kwietniu tego samego roku, zaledwie miesiąc po zwolnieniu Landauera, klub podpisał tzw. deklarację stuttgarcką, wysyłając sygnał chęci pozbycia się osób pochodzenia żydowskiego. Wyjątkiem byli żołnierze, którzy walczyli w I wojnie światowej, lecz wkrótce „paragraf aryjski” w statucie został zaostrzony. W 1935 r. do uruchomienia procedury wydalenia wystarczyło posiadanie w rodzinie jednej osoby pochodzenia żydowskiego, nawet jeśli była to np. prababcia. Co ciekawe, w tym czasie nie było jeszcze ze strony władz żadnych nakazów wymuszających na zarządzie Bayernu podobne zaostrzenia. – Robili to dobrowolnie, chcąc podlizać się Hitlerowi – utrzymuje Herzog. Na ironię zakrawa fakt, że niebawem führer istotnie zaczął naciskać… żeby prezes monachijskiego klubu złagodził swoje trzy paragrafy aryjskie. Wszak nic nie mogło zagrozić zbliżającej się olimpiadzie w Berlinie lub dać zagranicznym sportowcom pretekstu do bojkotu imprezy. – Należy wreszcie się przyznać do tego, że szefowie Bayernu przez jakiś czas traktowali niemieckich Żydów gorzej, niż przewidywały to hitlerowskie „ustawy rasowe” – wyjaśnia Herzog. W 1938 r. wszystkie antysemickie paragrafy zostały wykreślone ze statutu, przypuszczalnie przez prezesa Franza Nusshardta, który zauważył, że wcześniejsze władze klubu się zagalopowały. Jednak dwa lata później zapisy powróciły, tym razem już z nakazu Hitlera. Musiały je wprowadzić wszystkie kluby na terenie III Rzeszy.

Strony: 1 2

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy