Jerzy Domański
Uszanować kombatantów
Jak nazwać Kazimierza Ujazdowskiego, katolickiego polityka, gdy ogłasza, że wyjazd prezydenta Kwaśniewskiego i gen. Jaruzelskiego do Moskwy na obchody 60. rocznicy zakończenia II wojny światowej jest „antykonstytucyjnym zamachem stanu”. Można by pobłażliwie machnąć ręką, bo cóż znaczy jeszcze jedna brednia w powodzi tylu innych. Szkopuł jednak w tym, że mówi to wicemarszałek Sejmu, lider Prawa i Sprawiedliwości i były minister. Agresywna, poniżająca generała wypowiedź Ujazdowskiego w zaledwie kilka dni po śmierci Papieża to przykry dowód na to, jak
Papież i polskie grzechy
Przeczuwano, że odchodzi. Ciężko chory i cierpiący umierał na oczach świata. Tego świata, który przemierzył jak nikt wcześniej. Za życia, wszędzie gdzie się pojawił, gromadził tłumy. I dla tych ludzi, dla milionów, do których dotarł osobiście lub za pośrednictwem mediów, stał się kimś bliskim. Domownikiem, autorytetem, kimś, kto niesie nadzieję. A tej nadziei najbardziej łaknęli biedni, dyskryminowani, upośledzeni, pozbawieni pracy i szans na godziwe życie. Do nich nie docierali możni świata. Nie mieli na to czasu ani
Rewolucjoniści trzeciej zmiany
Jak kot śpi, to myszy harcują. Kot w państwie demokratycznym to system, na który składają się opiniotwórcze elity, reprezentatywny parlament, stabilna równowaga między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, prawdziwie niezależne media, silne partie polityczne i ich sprawni liderzy. By taki system stworzyć i by zaczął działać w miarę sprawnie, trzeba wielkiego wysiłku edukacyjnego i czasu na ugruntowanie pożądanych zachowań. My nie mieliśmy ani jednego, ani drugiego. Co więc mamy? Zręby demokracji w budowie. Demokracji słabej, nieokrzepłej, niepewnej poparcia
Liderzy bez elektoratu
Czy lewica w polskim wydaniu dożywa swoich dni? Czy potwierdzą się czarne scenariusze i po wyborach nie będzie już w parlamencie partii lewicowych? A może któraś się prześlizgnie z poparciem ledwo przekraczającym próg wyborczy? Tak oczywiście może być. To cena wielu kardynalnych błędów popełnionych przez SLD. Czy jednak tak musi być? Czy ludzie, którzy odwrócili się od lewicy, skazani są na głęboką pozaparlamentarną opozycję? Czy można choć częściowo odzyskać ich zaufanie? W życiu tych 40% głosujących w 2001 r. na SLD niewiele się
Platformie odpadła politura
Ostatnie tygodnie jeszcze raz potwierdziły, że kto przestaje szanować wyborców, ten popełnia polityczne harakiri. Cztery lata temu niektórzy liderzy SLD głosili, że niezależnie od tego, jak partia będzie działać, to zawsze można liczyć na tzw. żelazny elektorat. Zetknięcie z realnymi zachowaniami wyborców było niezwykle bolesne. Wydawało się więc, że naiwna wiara w to, że wyborca będzie wierny partii, mimo że czuje się przez nią opuszczony, będzie skuteczną nauką dla innych. Ale
Amnezja kandydatów
Im bliżej wyborów, tym większa nerwowość wśród polityków. Atmosfera jak w szatni przed pokazem mody. Poluje się na koszulki, które w tym sezonie mogą być najmodniejsze. Ważny jest tylko wynik. Komu tam w głowie jakieś wartości? Totalna amnezja. Nowe wybory, nowe hasła i programy. Nowe nazwy partii i nowe kolory koszulek. W nerwowych chwilach liczy się tylko własny, egoistyczny plan ratunkowy. Może warto byłoby pasażerom rozmaitych tratw ratunkowych przypomnieć słowa Conrada: „Człowiek
Dziś Urban, jutro…
Nie jest dobrze, gdy w sprawy dotyczące wolności słowa i prawa dziennikarzy do krytyki wkracza prokurator. Jeszcze gorzej, gdy uruchamia się wówczas organa sprawiedliwości, które angażują autorytet państwa i ferują w jego imieniu wyroki. I to opierając się na bardzo wątpliwych przesłankach. Felieton Jerzego Urbana w „NIE” „Obwoźne sado-maso” staje się, dzięki aktywności prokuratury i werdyktowi sądowemu, jednym z najgłośniejszych tekstów ostatnich lat. W ocenie tego wyroku środowisko dziennikarskie byłoby zgodnie przeciw, gdyby rzecz nie tyczyła
Huzia na Borrella!
Z Polakami nie ma żartów. Naród to nerwowy i niezwlekający z wyjmowaniem szabli, zwłaszcza gdy uzna, że szargane są jego godność lub zasługi dla świata. A że świat ciągle nie może się na nas poznać, to co i rusz jest okazja do tego, by komuś przetrzepać skórę. Ostatnio przekonał się o tym Josep Borrell, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, polityk, który mimo tej ważnej funkcji słabo był znany w Polsce. Do czasu. Tekst „Hiszpan kontra Polska” w „Gazecie Wyborczej” rozpętał burzę. I zanim Borrellowi udało się wyjaśnić,
Nowy Rok, stare podziały
Zaczął się rok, o którym wielu Polaków myśli z lękiem. Od lat nie byliśmy w takiej sytuacji. Oby nie było gorzej, życzyli sobie Polacy w sylwestrową noc. Skąd ten minimalizm w kraju, gdzie gospodarka się rozwija, inflacja maleje, złotówka trzyma się mocno jak nigdy w historii, a nawet bezrobocie minimalnie, ale maleje? Skąd aż tyle pesymizmu, beznadziei i ludzkich rozczarowań? Odpowiedź jest w głębokim, biegunowym podziale Polski. I w zależności od tego, którą część analizujemy, można się albo radować
W SLD nie ma drogi na skróty
Trzeba mieć ponadstandardową motywację, by ubiegać się o fotel przewodniczącego SLD. I to teraz, gdy nie ma prawie dnia bez oskarżeń ludzi z legitymacjami tej partii. Przecieki, podsłuchy, sensacyjne raporty to obraz SLD w mediach. Naturalny więc i zrozumiały byłby odruch albo rezygnacji i ucieczki od polityki, albo porzucenia tonącego okrętu i rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Przywołuje się tu przykłady PO i PiS, gdzie wystarczyła zmiana szyldu, by starzy wyjadacze zaczęli uchodzić za nowe byty polityczne. Ludzie to kupili. Pytanie tylko, na jak długo ten makijaż wystarczy.







