Felietony
Rzekomy konsensus
Władysław Bartoszewski jest autorem aforyzmu “opłaca się być przyzwoitym”. Powtarzał to wiele razy, aż wreszcie znudziła mu się ta przyzwoitość i ta opłacalność. Gdy krzaklewszczycy przed wyborami prezydenckimi 8 października chcieli oszukać wyborców, mówiąc im, że zawetowanie ustawy uwłaszczeniowej było na rękę niemieckim rewizjonistom z organizacji Eriki Steinbach, obowiązkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych było natychmiastowe wyjaśnienie sprawy. Milczenie ministra nie mogło być inaczej rozumiane niż jako potwierdzenie insynuacji skierowanej przeciw Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Bartoszewski
Infernalne stulecie
WIECZORY Z PATARAFKĄ W poprzednim felietonie omawiałem nieco “Historię piekła” Georges’a Minois i zapowiedziałem, że wrócę do tematu. Otóż piekło było katolicką domeną (zresztą nie tylko) aż do początku XX wieku, po czym raptownie zniknęło nieomal bez śladu z pism i kazań egzegetów. Zdaniem Minois, po prostu przeniosło się na ziemię, przy czym koronnymi świadkami są dla niego egzystencjaliści. To prawda, że “Piekło to są inni” Sartre’a zrobiło pół wieku temu zawrotną karierę, że diabłem dla człowieka może po prostu być
Dlaczego wygrał?
ZAPISKI POLITYCZNE W obliczu klęski pan Marian stoi samotnie i żałośnie na pobojowisku. Jego dwór mówi cynicznie – nie ma go co żałować, zasłużył sobie na swój podły los. Wpierw próbowali pomóc Krzaklewskiemu. Nie szczędzili nawet różnych mniejszych i większych świństw, byle tylko piękny Maryjan wygrał. Natomiast teraz, gdy już definitywnie przegrał, okazał się jedynym winnym. Pastwią się więc nad nim jego wczorajsi adoratorzy i czynią go odpowiedzialnym za totalną klęskę prawicowego obozu rządzącego – bo to nie sam pan
O sobie
KUCHNIA POLSKA W wyborach parlamentarnych byłoby ogromnym błędem przejęcie postawy niezmąconego optymizmu i nieostrzeganie przed nadchodzącymi kryzysami. W niespełna dziesięć dni od wyborów prezydenckich zanalizowano już prawie wszystko, co społeczeństwo polskie poprzez akt głosowania chciało powiedzieć o ubiegających się o ten urząd kandydatach. Warto jednak zastanowić się przez chwilę, co przy tej okazji powiedziało samo o sobie. Ta druga opinia właśnie wydaje mi się bardziej pouczająca, a czasem bardziej zaskakująca niż ta pierwsza. Miażdżącą przewagę Aleksandra
“Niewygrani” przegrani
Nawet dzieci wiedziały, iż większość startujących w prezydenckich wyborach to kandydaci z góry “niewygrani”. Występujący przed kamerami telewizyjnymi i nierzadko na wiecach wyborczych tylko dlatego, aby wypromować siebie i program swej partii. Nabić procentów przed kampanią parlamentarną. Wśród z góry “niewygranych” sukces osiągnęli nieliczni. Przegrał kandydat Pawłowski. Sromotny jego wynik jest jawnym zaprzeczeniem tezy o antysemityzmie obywateli RP. Kandydat opierający swą kampanię na ujawnianiu zawartości rozporków i drzewek genealogicznych został ostatnim. Co nie znaczy, że w Polsce nie ma ksenofobii,
Klipy Konradów Wallenrodów
W Polsce najchętniej rozdaje się cudze. Stąd mamy opłacaną przez obywateli telewizję publiczną, która jest obligowana przez polityków do świadczenia im usług w ramach tzw. misji. W okresie wyborów misja owa polega na wielomiesięcznym zamulaniu dzienników telewizyjnych obrazkami kameralnych spotkań potencjalnych kandydatów z przypadkowym społeczeństwem albo swymi poplecznikami partyjnymi. A także cytowaniu ich dramatycznych apeli, na ogół na nutę — Polska ginie! Jeszcze gorzej jest w okresie tuż przedwyborczym, gdy pretendenci dostają szansę pojawiania się za darmo w specjalnych,
Po Krzaklewskim… Krzaklewski
Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Ta stara maksyma chyba najlepiej oddaje sytuację, w jakiej po wyborach prezydenckich znalazł się Marian Krzaklewski. Paszkwilancka i bardzo brutalna kampania wyborcza, przygotowana przez Wiesława Walendziaka, nie pomogła szefowi AWS. A nawet wręcz odwrotnie. Okazało się, że nie ma takiego sposobu, by w krótkim czasie z najbardziej nie lubianego polityka zrobić faworyta narodu. Że można wydać ogromne pieniądze na spoty reklamowe, billboardy, ogłoszenia i ulotki, a efekt będzie żałosny. Marianowi Krzaklewskiemu
O naszym papieżu
Propagandowe wykorzystanie papieża Jana Pawła II w kampanii wyborczej skłania zapewne nie tylko mnie do chwili zastanowienia się nad tą niewątpliwie wielką postacią. Żadna krytyka historyczna, żadna polemika publicystyczna nie pomniejszy ani osobistej wybitności, ani historycznej roli tego arcykapłana. Również kult otaczający tę postać w Polsce nie osłabnie, choćby jakieś potężne siły tego chciały. Podstawy tego kultu nie mają nic z pozoru, są rzeczywiste i oczywiste. Nie wiem, co piszą autorzy licznych ksiąg o roli Jana Pawła II w odwróceniu
A może do piekła?
Wielkiej, wydanej przez PIW „Historii piekła” Georges’a Minois po prawdzie wcale nie przeczytałem wychodząc z założenia, że niczego nowego tam nie znajdę. I chyba mniej więcej miałem rację, ale przecież sumienie mnie gryzło, sumienie eseisty naturalnie. Toteż, gdy trafiłem na skrót tego samego dzieła, napisany dla serii „Que sais je?”, takie piekło w pigułce, przeczytałem bez większej straty czasu. Rzeczywiście były tam głównie starocie z Sumeru, Tybetu i Grecji antycznej. Trzeba rzec, że to nie tyle o piekło
Następcy
Kończy się nareszcie okres wyborczych polemik. Za kilka dni wszystko już będzie jasne i nie sądzę, by się mogło wiele zmienić. Wielka zadyma, przygotowana przez byłego i nieszczęsnego prezesa telewizji, pana Walendziaka, przyniosła bezpośrednią korzyść kandydatowi niezbyt lubianemu przez obóz AWS, czyli Andrzejowi Olechowskiemu, który wdarł się samotnie na polityczny Parnas prawem kaduka, lecz całkiem skutecznie i gdyby teraz doszło do drugiej tury wyborów, czego 5 października jeszcze nie można wykluczyć, byłby konkurentem pana






