Roman Kurkiewicz
Policja jest polityczna zawsze
„Co to za interwencja?”. „Uczestniczy pan w nielegalnym zgromadzeniu”. „Ale przecież stoję sam, w promieniu co najmniej 5 m wokół mnie nikogo nie ma. Gdzie pan tu widzi zgromadzenie?”. „Nie są zachowane odstępy”. „Jedyną grupą, która tutaj nie zachowuje odstępów, jesteście wy, policja. Bierzecie udział w nielegalnym zgromadzeniu, to czego pan chce ode mnie? Jak się pan nazywa, jaki ma pan stopień, skąd pan jest, z jakiej jednostki, na jakiej podstawie odbywa się ta interwencja, gdzie
Tłumaczymy ten obłęd
Natrafiam na takie tytuły, podtytuły, podpowiedzi do tytułów prasowych. Głównie dotyczy to najrozmaitszych konstruktów propagandowych, pseudoteoretycznych, tez pojawiających się gdzieś na obrzeżach świata mediów i internetu (na końcu internetu). Przykład pierwszy z brzegu – Adam Leszczyński w portalu OKO.press w tekście „Intelektualiści prawicy o LGBT: nihilizm, bolszewia, hitleryzm. O co chodzi? Tłumaczymy ten obłęd” pisze: „Dyżurni intelektualiści prawicy w natarciu po wywieszeniu tęczowych flag na pomnikach. Mówią o »ideologii LGBT« i porównują ją do nihilizmu, bolszewizmu, hitleryzmu, a swoją homofobię
Wieszaj tęcze zawsze i wszędzie
Życie na obrzeżach świata, na marginesie Europy, na peryferiach energii i wyjątkowości to zajęcie i żmudne, i męczące, i nużące, i pozbawione poczucia sensu. Ale „taką przebodli nas ojczyzną”; wcześniejsze wersy z „Prologu”, wiersza Zbigniewa Herberta, brzmią: „Rów w którym płynie mętna rzeka / nazywam Wisłą. Ciężko wyznać: / na taką miłość nas skazali”. Nie przestanie mnie zdumiewać, że tak łatwo przychodzi tu ta cała filozofia cofki cywilizacyjnej, tego pseudotradycjonalistycznego w tył zwrot w wykonaniu narodowo-prawicowo-katolickich elit i skutecznie zaszantażowanych niemal wszystkich
Czy stać nas na wakacje od polityki?
Wakacje są pokusą, są potrzebą i oszustwem, iluzją i prawdziwą nagrodą zarazem. Są czymś, gdzie i kiedy nie obowiązują normalne zasady ani ograniczenia. W tym samoograniczenia. Są niekiedy lepiej zaplanowane niż zwykłe życie, praca zawodowa, kariera albo wychodzenie z kłopotów. Są – lub mogą być – beztroską i powrotem do dzieciństwa z jego fascynującym, inaczej płynącym czasem. Są niekiedy ziszczonym marzeniem lub tylko stosunkowo niewinnym oderwaniem się od codzienności, z jej prozą obowiązków, rytmów, wyzwań i bycia kontrolowanym. Są marzeniem. Oczywiście
Demokracja wygrała, państwo przegrało
Trudno uciec od oceny i zajęcia stanowiska w sprawie wyników wyborów prezydenckich w Polsce, jeśli się nimi (wyborami) i nią (polityką) żyje nadmiarowo i intensywnie. Odstawienie na bok, chwilowe zapomnienie, amnezja zdrowotna – wszystko to świetne pomysły, ale jak w każdym uzależnieniu nagłe odebranie źródła zmiany stanu psychicznego wiąże się z koniecznością oczyszczenia organizmu z toksyn, a potem powolnej, pełnej mozołu pracy nad odzyskaniem równowagi. Należę do tej grupy obywateli, którzy politykę uważają za ważną, godną zainteresowania, poświęcenia
Niepotrzebne skreślić
No i stało się. Wybraliśmy, wybraliście, wybrali. Ale co się stało? Kiedy piszę te słowa, jestem w o tyle lepszej/gorszej (odtąd możecie Państwo skreślać niepotrzebne) sytuacji, że nie znam wyników wyborów prezydenckich w Polsce Anno Domini 2020. A mówi się, sondaże głoszą, że idą łeb w łeb, równo, przy sobie blisko, równocześnie tak daleko jak nigdy dotąd od 30 lat. Blisko, bo różnice w badaniach opinii publicznej nie pozwalają czuć spokoju/lęku do końca. Do końca/początku. Stare odejdzie/nowe nastąpi? Niezależnie od tego,
Już za pięć lat wybory
Wiadomo, wiadomo – wybory tuż-tuż przed nami, decydujące starcie, cywilizacja prawicy najprawicowszej kontra cywilizacja prawicy cywilizowanej, ale nie chcę wchodzić w konieczność namawiania, tłumaczenia się, zachęcania. Mając z jednej strony – trudno nie mieć – gorzkie poczucie rozczarowania związane ze słabym wynikiem Roberta Biedronia, z drugiej strony – ta historia już za nami, elektorat lewicy, jak wiadomo, gotów pójść za jej postulatami w wyborach parlamentarnych, w prezydenckich kieruje się inną logiką niż identyfikacja,
Drzewa, głupcy!
Czasami myślę, w chwili zwątpienia i poczucia beznadziei, że nie mogąc oczekiwać od polityków wykonywania ich pracy („zawodu i powołania”) uczciwie, z odwagą, z rozmachem potrafiącym się zmierzyć z wyzwaniami przyszłości, kapitulując przed realpolitik, chciałbym jednak zachować prawo do żądania, by ponosili odpowiedzialność. I to nie na skalę zuchwałej kradzieży na sumę 70 zł, za co można teraz pójść do więzienia na 16 lat (Dudolino zdążył podpisać ustawę, która go po raz kolejny kompromituje, ośmiesza, marginalizuje politycznie), tylko surowiej niż obywatel, niż każdy/każda z nas. I żeby ta odpowiedzialność
Drugą turę racz nam dać, Polsko
Jak dotąd zawsze jest to „jakoś to będzie”. Historia i świat się nie kończą, nawet Polska się nie kończy, choć ma się nie najlepiej. Będzie tak i tym razem. Będzie raczej więc druga tura wyborów prezydenckich, choć jeszcze kilka miesięcy temu wyglądało na to, że najgorszy prezydent III RP ma reelekcję w kieszeni. Jednak pandemia koronawirusa zrobiła w kieszeni dziurę i dzisiaj już nie jest to oczywistością, a co dopiero oczywistą oczywistością. Władza, nie chcąc zdobytej władzy oddać, robi wszystko, żeby te wybory wygrać.
Policja plakatówkowa
Pomyśl tylko, na ministrach ciążą zarzuty korupcyjne, przy okazji pandemii w niejasnych okolicznościach ich znajomi i najbliższa rodzina natłukli miliony na zakupie nic niewartych maseczek, przepłacali za zakup respiratorów, promowali swoich. Równocześnie mamy stałe najwyższe wskaźniki zachorowań na koronawirusa. I sami przegłosowali prawo, że za przekręty w imię koronawirusa pozostaną bezkarni. Spróbuj o tym opowiedzieć. Spróbuj wywiesić plakat, który to nagłaśnia, ujawnia, wyraża niezgodę. E tam, dużo mniej – bądź podejrzana, że to ty wywiesiłaś, policja najdzie







