Policja jest polityczna zawsze

Policja jest polityczna zawsze

„Co to za interwencja?”. „Uczestniczy pan w nielegalnym zgromadzeniu”. „Ale przecież stoję sam, w promieniu co najmniej 5 m wokół mnie nikogo nie ma. Gdzie pan tu widzi zgromadzenie?”. „Nie są zachowane odstępy”. „Jedyną grupą, która tutaj nie zachowuje odstępów, jesteście wy, policja. Bierzecie udział w nielegalnym zgromadzeniu, to czego pan chce ode mnie? Jak się pan nazywa, jaki ma pan stopień, skąd pan jest, z jakiej jednostki, na jakiej podstawie odbywa się ta interwencja, gdzie jest dowódca?”. „Nie ma dyskusji, do radiowozu z nim”. „Ale to dziennikarz…”.

Tym razem legitymacje dziennikarskie tygodnika PRZEGLĄD i Halo Radia okazały się skuteczną tarczą przed policyjnym bezprawiem. Byłem pod komendą na ulicy Wilczej w Warszawie, kiedy odbywała się spontaniczna demonstracja solidarnościowa z zatrzymaną Margot i innymi osobami, które stawały w jej obronie i protestowały przeciwko aresztowi za rzekome zniszczenie homofobicznej furgonetki nienawiści i szarpaninę z jej kierowcą. Decyzją gdańskiego sądu manifestacyjne przejazdy takich pojazdów są naruszeniem prawa. Ale nikt ich nie ściga, nie zatrzymuje, nie kontroluje. Ale jeśli tylko zrobi to aktywista/aktywistka, cały aparat przemocy państwa rusza do akcji z determinacją nieznaną podczas burd kibicowskich czy manifestacji skrajnej prawicy.

Byłem pod tą i innymi komendami na takim proteście dziesiątki razy, ale takiej brutalności i bezpardonowości oraz przypadkowej przemocy policyjnej nie widziałem w podobnych sytuacjach nigdy. To nie był wypadek przy pracy, jednostkowe zapędzenie, błąd pojedynczej osoby. To były rozkazy, to było polecenie. To była polityczna decyzja. Dzisiaj nie wiemy, czyja. Kiedyś się dowiemy. Interweniujący policjanci nie mieli odznak z numerami, dystynkcji, naszywek z nazwiskiem, mieli maski albo kominiarki. Wiedzą, co robią, kryjąc swoją tożsamość. Wiedzą, że działają poza prawem i wbrew prawu, a działania obecnej formacji policji pokazały, że władza jest w stanie rozliczać na ślepo nawet po kilkudziesięciu latach, jak to się dzieje za PiS wobec funkcjonariuszy MO i SB za rzeczywiste czy urojone przewiny, wystarczy pretekst. Policjanci nie chcą ryzykować. Interweniują. Niektórzy z oddaniem i bezkompromisowo. Cóż, łatwiej przewrócić, przygnieść, wykręcić rękę, zakuć w kajdanki kogoś, kto nie ucieka, jest lekki, nie stawia oporu, ma kilkanaście lat, jest dziewczyną czy nastolatkiem. Te konfrontacje, gdyby nie były brutalne, czasem krwawe czy kończące się złamaniami, naruszeniem intymności, samym zatrzymaniem na policyjnym dołku, byłyby czymś radykalnie ośmieszającym. Opisuje to słowo nadmiar. Nadmiar siły, nadmiar przemocy, nadmiar złej woli, nadmiar bezprawia.

Policjantów formalnie chroni przepis zawieszający jawność takich interwencji, powołujący się na działanie w szyku zwartym. Co to znaczy? A to, co dowództwo chce lub tak nazwie. To ślepa ścieżka policji. Te zakryte twarze policjantów (a nawet nie wspomnę o jeszcze brutalniejszych popisach tajniaków czy, jak się podejrzewa, użyciu jednostki antyterrorystycznej do interwencji wobec pokojowo demonstrujących) to jawna deklaracja skrajnego upolitycznienia policji. Niby nie dziwi, ale jednak miałem nieodparte wrażenie, że biorę udział w politycznym przesileniu. Ktoś decydujący, nadzorujący policję wydał rozkaz: ma być mocno, ma boleć, ma być chaos i przypadkowość, ma być poczucie, że policja się nie patyczkuje. I tak było. Zły bardzo prognostyk, kiedy policja jest tak wykorzystywana. Bo, że się daje tak wykorzystywać, to nic nowego pod słońcem. Poza tym jeden ze związkowców policyjnych wyznał: „Kupili nas”.

Policja jest zawsze polityczna. Innej policji niż polityczna nie ma. Drogówka, obyczajówka, kryminalna, gospodarcza, prewencja. Wszystkie formacje działają wedle reguł politycznych, teoretycznie wedle prawa, które jest polityczne. Oczywiście prawo z różną intensywnością i jawnością kieruje swoje polityczne ostrze. W największym skrócie można powtórzyć to, co krzyczą manifestanci: prawo broni bogatych przed biednymi, prawo nie broni kobiet, prawo broni uprzywilejowanych, prawo przymyka oko, prawo broni silnych i tych w wielkich grupach. A policja tylko takie prawo egzekwuje. Przyjdzie jej za to zapłacić.

Bycie policją nigdy nie może jednak oznaczać bycia polityczną bojówką z legitymacją państwa. A taką polska policja w ostatnich dniach się okazała. Policja musi sama sobie powiedzieć: stop policyjnej przemocy.

Wydanie: 34/2020

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy