Walickiego Polska niebezsporna

Walickiego Polska niebezsporna

Kiedy umiera ktoś taki jak Andrzej Walicki, profesor, filozof, historyk filozofii, współtworzący realny fenomen intelektualny w historii Polski – warszawską szkołę historyków idei – powracają stare pytania o znaczenie tego typu postaci i ich dzieła w naszym borykaniu się z codziennością. Walicki, czyli de facto jego książki i teksty (w tym publicystyczne, wywiady polityczne, bieżące komentarze), przez całe lata były tuż obok, na wyciągnięcie ręki, w odległości przeczytywalnej. Ale to nie jego rozpoznawalny na świecie głos, głos człowieka znającego i rozumiejącego Rosję, liberalizm, marksizm, mesjanizm i rewolucję, Polskę z jej skatolicyzowanym nacjonalizmem, wybrzmiewał w pełni, był głosem stanowiącym o debacie. Nie jego sposób myślenia otwierał nasze oczy na „przeklęte problemy” bliskiego, odległego imperium. Nie jego antyrusofobiczne, mądrościowe, wgłębne rozumienie świata politycznych idei wyznaczało poziom polskiej debaty, kształtowało stanowiska.

David Ost, amerykański socjolog, który zachował w życzliwym wspomnieniu recenzję Walickiego – ona najprawdopodobniej doprowadziła do polskiego wydania książki „Defeat of Solidarity” („Klęska Solidarności”) – uznał, że został w Polsce zrozumiany. Został przez Walickiego zrozumiany. Bo i sam Walicki był i osobny w myśleniu, i osamotniony w polemicznym dystansie do Polski przetransformowanej po 1989 r. przez neoliberalizm. Niestrudzenie odkrywał meandry poromantycznych figur politycznego myślenia w Polsce i Rosji, porządkował pojęcia, usiłował wprowadzić ład w aintelektualnych dyskursach politycznych toczonych na łamach gazet. Ale to nie jego głos, choć słyszalny, dominował, wyznaczał ton. Był w najgłębszy i merytoryczny sposób antymainstreamowy. A za to dzisiejszy czas wystawia rachunek okrutny i natychmiastowy – przemilcza.

Miał nam tymczasem do powiedzenia bardzo wiele ważnych, bo trudnych prawd. Zapewne dlatego nie do przyjęcia. Adam Leszczyński wspomina swój wywiad o patriotyzmie z Walickim gdzieś za tzw. pierwszego PiS, w którym zapytał: „Dziś polityk PiS, partii rządzącej, mówi bez skrępowania o patriotyzmie genetycznym. Co się stało, że dyskurs wykluczenia powrócił do publicznego języka? Gdzie zwolennicy liberalnej koncepcji narodu – według Pana definicji – popełnili błąd?”.

Książka Andrzeja Walickiego o Rosji

Walicki: „Zwykle masy zwracają się ku tego typu poglądom z powodu wielkiej frustracji. W »Znicestwieniu narodu« Norwid pisał, że nieoświecony konserwatyzm i nieoświecony patriotyzm są najlepszą formułą do skompromitowania i zniszczenia patriotyzmu. Że pojawia się zwykle najpierw upokorzenie z powodu porażki, potem reakcja w postaci poczucia dumy – które jest uzasadnione, ale przybiera formy zdegenerowane, śmieszne, pyszałkowate.

Dla znacznej części społeczeństwa polskiego transformacja była traumatycznym doświadczeniem. Liberałowie niedostatecznie brali pod uwagę sytuację tych ludzi, nawet na poziomie retoryki. Głosili niemal darwinizm społeczny: na wolnym rynku najlepiej poradzą sobie najlepiej przystosowani i co więcej, to tak właśnie powinno być, to jest słuszne i moralne. Łączyli to z koncepcją modernizacji, która jest nieunikniona i której koszty trzeba ponieść. Tym, którzy je ponosili, liberałowie nie okazywali współczucia – nawet werbalnie. To diagnoza, którą stawia amerykański politolog David Ost w tłumaczonej właśnie na polski książce o latach 90. Całkowicie się z nim zgadzam.

Byłoby lepiej, gdyby powstała wówczas jakaś wiarygodna partia socjaldemokratyczna – która nie byłaby pod nieustannym atakiem, że zbudowali ją komuniści, którzy dążą do restauracji. Ta część ludzi, która traciła na modernizacji, wiedziałaby, że ma sprawdzonych przyjaciół, którzy potrafią jej bronić.

Niestety – i mówię to jako liberał – zaniedbana została wspólnota narodowa, która nie powinna zgadzać się na wykluczenie jakiejś swojej części. W czasach romantyzmu Henryk Kamiński nazwał to »historyczną misją polskiej niedoli«. Pisał, że nie wolno dopuścić do straszliwej sytuacji ludu. Solidaryzm narodowy nie polega na tym, żeby gniewać się na roszczeniowe postulaty tych opuszczonych i wykluczonych. Przeciwnie: wymaga od warstwy panującej, żeby się trochę odsunęła, zrobiła miejsce dla tych, którzy w tej wspólnocie nie są uprzywilejowani, tylko pokrzywdzeni.

W czasach romantyzmu niemal wszyscy sobie z tego zdawali sprawę, że szlachta zawiniła i za wykluczenie ludu trzeba było zapłacić polityczną klęską. Potem takie myślenie zostało zdyskredytowane przez retorykę systemu komunistycznego, który je uznał za własne”.

Można dalej i na zawsze Walickiego czytać; za jego zgodą mamy darmowy dostęp do wielu jego najważniejszych książek na portalu Polona.pl. Nie oddajmy ich niepamięci tylko dlatego, że autor po 90 latach tytanicznego życia i pisania zmarł. Walicki, wbrew nawykom, czynił z Polski, polityki, liberalizmu i komunizmu – spór. To bezsporne. Toczmy go dalej albo choć poznajmy.

Wydanie: 35/2020

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy