Tomasz Jastrun
Trzy plagi
Jadę na rowerze do Lidla. Pustą ulicą sunie samochód policyjny, przez megafon orwellowskim głosem ostrzega, że czas zarazy, nie wychodzić z domu. Wieje grozą. Zamknięte restauracje i sklepy, drzewa puściły pąki, ale wiosna nie ma takiego zapachu jak zwykle. Wiatr porywa białe i niebieskie plastikowe rękawiczki. Idzie bezdomny w strasznym stanie, ma jednak maseczkę, ona też w strasznym stanie. Już w sklepie uderza mnie dziwność, kupujący poruszają się jak na zwolnionym filmie. I nagle widzę, że wszystkim, dosłownie
Czy leci z nami pilot?
Dzisiaj w naszym ogrodzie obserwowałem, jak synogarlica z pobliskiego drzewa obrywała suche gałązki i fruwała z nimi, by budować gniazdo. Krążyła wytrwale tam i z powrotem. Robiła to w milczeniu, jakże jednak było ono wymowne. I po raz pierwszy od czasów dzieciństwa pomyślałem, że może jednak Bóg istnieje. W dzieciństwie był on cielesny, więc naiwny, teraz poczułem istnienie rozumnej kosmicznej siły. Ale to była tylko chwila. Ptak już się nie pojawił, pewnie skończył budować gniazdo, i mój Bóg też odleciał. Ale nawet gdybym uwierzył,
Krajobraz po bitwie
Już legalnie jadę leśną ścieżką na rowerze. Kolejka przed pocztą. To czas zarezerwowany dla seniorów. Jakaś kobieta pyta mnie podejrzliwie, czy mam 65 lat. Traktuję to jako komplement, by nagle uświadomić sobie, że jestem w maseczce, w ciemnych okularach i w czapce. Całą twarz mam zakrytą, nawet broda mi nie wystaje, więc jestem bez wieku, mogę być nawet nastolatkiem. Maskę mam zresztą specyficzną. Odkryłem, że majtki, koniecznie bokserki, znakomicie się do tego nadają. Naciągam na głowę i wyglądam naprawdę
Bal maskowy
Rowerem do sklepów, ścieżką przez las, co jest nielegalne, co z kolei jest surrealistyczne. W takim lesie głośniej śpiewają ptaki. A potem puste ulice, puste sklepy, wiatr podrywa do lotu jednorazowe rękawiczki wymiecione z kosza na śmieci. Fruną koślawo jak chore ptaki, po czym siadają niezgrabnie na pustej jezdni. Przed pierwszą w nocy jadę do Lidla. Czynny teraz przez całą noc. Mimo późnej godziny kolejka przed sklepem, zgodnie z nakazem bardzo rozciągnięta. Wszyscy w maseczkach i w rękawiczkach. Ludzi dzielą dwa
Czas łaski czy płaczu
By oderwać się od przygnębienia wywoływanego zarazą, krzepię się nową biografią Leonarda da Vinci napisaną przez Waltera Isaacsona. Potężna objętościowo, a ten geniusz, niemal półbóg, i tak w niej się nie mieści. Przy okazji trafiam na trop wielkiego poprzednika Leonarda w naukowej wizji, franciszkanina Rogera Bacona, żyjącego w XIII w. Czy ktokolwiek kiedykolwiek lepiej przewidział odległą przyszłość? W „Epistola de secretis operibus artis et naturae” Bacon pisał: „Mogą być zbudowane okręty poruszające się bez wioślarzy, mogące
Noc wielka, noc smutna
„Były to czasy najlepsze i były to czasy najgorsze”, pisał Charles Dickens, rozpoczynając „Opowieść o dwóch miastach”, która obrazuje świat w XVIII w. Lepiej to pasuje do naszych czasów. To „czasy najlepsze”, bo troszczymy się o każde życie. Kiedyś było oczywiste, że starzy i chorzy marli jak muchy, umierały masowo dzieci, co przyjmowano naturalnie. „Czasy najgorsze”, bo w naszej epoce utraciliśmy poczucie sensu życia. Przyszła mi do głowy myśl: w jakimś sensie nas nie ma, bo „teraz” znika, gdy tylko się pojawi. A przeszłość
Ludzie ze szkła
Jak miliony Polaków dzień zaczynam od wysłuchania informacji, ilu chorych przybyło, ilu zmarło. Trochę się ruszam, więc żona narzeka, że zawlokę do domu tego wirusa, bo jestem niechlujny i nierozsądny. Od tego gadania mój synek Franio zaczął się mnie bać i przez jakiś czas nie dawał się przytulić, a jak żyć bez przytulania? Koronawirus sięga do zasobów ludzkich lęków, a to ogromny ukryty zbiornik. W pobliskiej Radości jeszcze czynne korty, bodaj jedyne w Warszawie. Świat jakby stopniowo zamierał.
Trwoga
Myślę o pacjencie 0 w Chinach, który zadał się z nietoperzem lub z innym zwierzakiem i zainicjował pandemię. Jaki to „zaszczyt” tak wpłynąć na historię świata. Rola przypadku w historii. I widać wady globalizacji. Ma też rację mój przyjaciel z Kanady, kiedy mi pisze: „Najgorsze jest to, że z powodu tego wirusa uległa zakryciu większość łajdactw tego świata”. To jak najbardziej dotyczy Polski. Epidemia ujawnia ludzką twarz PiS. Na razie nie kłamią, mało manipulują, podejmują racjonalne decyzje. Część ludzi uwierzy,
Spotkania w czasie
Spotkanie promocyjne wokół mojej książki „Opiłki i okruszki”. Przyszło sporo osób, to miłe, bo epidemia i lęki z nią związane czają się po kątach. Spotkanie w Klubie Księgarza, lubię to miejsce na Rynku Starego Miasta, też dlatego, że niezmieniany od lat wystrój wnętrza przenosi mnie w czas, gdy byłem o wiele młodszy. Klub działa od 1955 r., teraz niemal bez dotacji. A uparcie żyje. To cud w kraju, gdzie rwane były wszystkie tradycje. Wpisał się w panoramę miasta, ma swoją dużą i stałą publiczność.
Reakcja łańcuchowa
Dostaję sporo listów od nieznajomych. Uderza mnie, jak powszechne jest teraz w Polsce poczucie oburzenia, odrazy, niezgody na stan rzeczy. Jak to dolega ludziom. Cytuję: „Jako młody chłopak zacząłem karierę zawodową jako konstruktor w kopalni »Wujek« i od razu stan wojenny, strajk, pacyfikacja kopalni, zwłoki młodych górników wystające z zakrwawionych kufajek. Traumatyczne przeżycia. Potem euforia – Mazowiecki, nasz rząd, Unia Europejska. Skończyłem informatykę. Nowe perspektywy. Późno żona, ukochane







