Przebłyski
NIK oskarżyła Banasia już w 2017 r.
„Niespotykanie uczciwy członek”, czyli Marian Banaś, to ten sam gość, o którym Andrzej Sikorski pisał już w 2017 r. Tygodnik „NIE” tropił wtedy tzw. aferę spirytusową. Banaś między listopadem 2005 r. a styczniem 2008 r. był wiceministrem finansów i szefem Służby Celnej. I to za jego rządów do Polski wjechały tysiące cystern rzekomo wypełnionych płynem do spryskiwaczy szyb samochodowych, a faktycznie spirytusem. Straty szacuje się na 65 mld zł. To wszystko działo się pod bokiem Banasia. I za jego wiedzą.
Dziadek Cenckiewicza zlustrowany przez Giertycha
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Chociaż Sławomira Cenckiewicza trudno zaliczyć do tego pięknego gatunku. Sądząc po jego obyczajach, bliżej mu do hieny. Przebrany za rycerza z wypraw krzyżowych walił przeciwników na odlew. No i doczekał się tego samego. Paskudny atak na Jędrzeja Giertycha sprowokował jego wnuka, Romana, do przypomnienia, że Mieczysław Cenckiewicz, dziadek Sławomira, był „zbrodniarzem i kanalią, trudniącą się torturowaniem i zabijaniem ludzi za poglądy”. Nie oceniamy ludzi po życiorysach rodziny. Ale dla Cenckiewicza robimy wyjątek.
Na pastwiskach „dobrej zmiany”
Oj, dzieje się, dzieje na pisowskich pastwiskach. Żerowiska to bogate, bo pieniądz płynie jak ścieki do Wisły. Ale ile by Sakiewiczowi spółki skarbu państwa wpompowały kasy i tak szeregowi żołnierze „Gazety Polskiej”, organu… Macierewicza, dostają ochłapy. I to z opóźnieniem. Nic dziwnego, że nastroje w organie fatalne. A najbardziej ludzi wkurza dobrostan Sakiewicza i jego dworu. I to, że ta ekipa nawet nie ukrywa, gdzie ma pisowskich wyrobników. Prawdziwe paniska. Mocno przekarmione. Modelowi kandydaci na dietę wege. Po wyborach.
Na ratunek Napieralskiemu
Polityk, któremu kończy się życie na koszt podatników, zawsze może liczyć na ustawkę w „Super Expressie”. Ustawka to taki cud medialny najczęściej przydarzający się właśnie temu tabloidowi. Tym razem jego ekipa, oczywiście całkowicie przypadkowo, ocieplała wizerunek Grzegorza Napieralskiego, senatora PO. Tego, który kiedyś przez parę minut rozdawał jabłka przed bramą stoczni. Teraz jabłka droższe, więc Napieralski zaprosił obchodzącą urodziny matkę na obiad. I wręczył jej kwiaty… w doniczce. Niestety, sondaże wyborcze nawet
Emilewicz w kosmosie
Ma czas na skoki spadochronowe. Jadwiga Emilewicz w objęciach zawodowego instruktora – taka pokazówka dla wyborców. W kampanii każdy trik jest dobry. Szkoda, że na kogucie nie poleciała na Księżyc. Byłby światowy hicior. Dlaczego na Księżyc? Bo Polska Agencja Kosmiczna podlega właśnie minister Emilewicz. Pechowcy do kwadratu. Wszyscy przecież wiedzą, że jak się Emilewicz uprze, to i z koguta zrobi prezesa PAK. A co! Uparła się, że będzie nim Michał Szaniawski – i jest! No, prawie jest. Choć
Z Opus Dei, a niezły figlarz
Kto by pomyślał, że ten facet jest z Opus Dei? Choć wygląda jak wizytówka Opus Dei, to Marcin Romanowski, wiceminister sprawiedliwości, sypie dowcipami jak z filmów Barei. Aż żal, że taki talent się marnuje. I to u Ziobry. Choć tam co drugi to niespełniony komik. Romanowski bije ich dowcipem. Przynajmniej o trzy Piebiaki. Szczególnie rozbawił nas oświadczeniem, że „Opus Dei nigdy nie wpływało, nie wpływa i nie będzie wpływać na decyzje swoich członków”. Dlaczego? „Bo zasady Dzieła wprost tego
Tchórzliwe łachudry
„Pomnik gen. Zygmunta Berlinga zniszczyła faszystowska menda, spokrewniona ideowo z tą hitlerowską zarazą”. Tak to barbarzyństwo ocenił „Dziennik Trybuna”. Lapidarnie i trafnie. Bo tylko tchórze wyżywają się na pomnikach. A te łachudry wybrały sobie pomnik, bo Berling nie mógł ich walnąć. Popieramy apel „Trybuny”, by składać kwiaty i zapalać znicze pod cokołem dowódcy, którego armia wyzwoliła Polskę od faszystów.
Od etyki mają Kanię
Nie mamy nic wspólnego z etyką, głosi pisowskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. I to prawda. Bo kiedy mówią, że nie mają nic wspólnego z Radą Etyki Mediów (REM), to kłamią. I dotknięci jakimś szaleństwem plują na własny rodowód. Wiedzą przecież, że wieloletnią szefową SDP była Krystyna Mokrosińska. Wybitna reporterka, która teraz jest honorowym prezesem SDP. I członkiem REM. Prawdomównym i etycznym. Czego władzom SDP trudno życzyć, bo z pustego i Salomon nie naleje. A wyznaczenie do opluwania REM Doroty Kani potwierdza, że są to fachowcy
Mądrala z Krakowa
Przypomniał o sobie niedoszły premier z Krakowa Jan Maria Rokita, kiedyś zagorzały prywatyzator. Teraz na łamach „Wprost” poznajemy socjalistę. Rokita chłoszcze „niemądrych naczelnych” za to, że od firm monitorujących prasę chcą kasę za wykorzystywane teksty redakcyjne. Rokita uważa, że naczelni powinni produkować dobre gazety i cieszyć się, że są przedrukowywane. A z czego mają żyć redakcje? To Rokity nie interesuje. A szkoda! Bo to Rokita przez lata słynął z horrendalnych wymagań płacowych. Okradanie zaś redakcji z ich pracy cnotą może być






