Przebłyski
Gróbarczyk na kursie
Ciekawe jest życie Marka Gróbarczyka, z łaski PiS ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Już jako malutkie dziecko słuchał Wolnej Europy, jednak nie dał się ogłupić. I góral z Nowego Sącza trafił na studia do Wyższej Szkoły Morskiej. A nie znamy przypadku, by rekrutowali tam opozycjonistów. Pływał więc sobie Gróbarczyk po Atlantyku „Darem Młodzieży”, ulubionym żaglowcem Świrgonia, sekretarza KC PZPR. Do czasu, bo słodkie życie młodego marynarza skończyło się z upadkiem PRL. Trzeba było iść
Skazani na dobrą zmianę
A na deser przypominamy fragment piosenki „Kiler”, dodany do starego tekstu przez Kubę Sienkiewicza z Elektrycznych Gitar na festiwalu w Opolu: „Już tylko Kiler / Polska w ruinie / Siedzę na minie / Kiedy to minie? / Same zakręty / Kiler wyklęty / Kiler skazany / Na dobre zmiany / Czy to dla sportu / Lepszego sortu / w tej kategorii / nowej historii / jak naród Polan / powstaje z kolan / i łuk triumfalny”. I wszystko
Droga tatusia prezydenta. Od 13 dolarów do 434 tys. zł
Łzy nam polały się nad biedą, której zaznał w dzieciństwie pan prezydent Duda. Pożalił się ostatnio, że jego tatuś Jan, pracownik naukowy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zarabiał w 1986 r. równowartość 13 dol. Zgrozą wieje. Ale kiedy nam łzy obeschły, zaczęliśmy kombinować, jak ta rodzina dotrwała do wolności. Miesięcznik „Kraków” wziął się do wyliczeń i wyszło, że gdyby oprzeć się na słowach syna, to licząc po cenach czarnorynkowych, tatuś zarabiał 10,5 tys. zł. A to nie zgadza się ze średnią płacą
Turystyczna paranoja
Kiedy myśl jest prosta, to i recepta na patriotę piechura też jest prosta. Wybierz co najmniej 15 obiektów wskazanych przez oddziały PTTK w Warszawie i Jaworze, pomaszeruj tam, zapłać 10 zł i już jesteś jak kawałek „żołnierza wyklętego”. Masz na to dowód. Odznakę turystyczno-krajoznawczą PTTK „Śladami żołnierzy wyklętych 1945-1963”. To pierwszy szczebel odznaki. Za skromny. Następny powinien objąć lata do 1989 r. A kolejny resztę: 1989-2015. I ten będzie na pewno związany z ofiarami transformacji. Miejsca po zaoranych zakładach,
Zbadać kameleona
Koń trojański PO, ciągnący tę partię na dno, nie narzeka na brak apetytu. Michał Kamiński czuje się tak pewnie pod parasolem Ewy Kopacz, że w przerwach między posiłkami niemiłosiernie młotkuje Schetynę. A na wszelki wypadek zaczął się też podlizywać Tuskowi. Ogłosił nawet, że czeka na jego powrót z Brukseli, bo tylko on może pociągnąć opozycję. Ten sam Tusk, o którym, całkiem niedawno Kamiński mówił, że „wszystko, czego dotknie Tusk, zamienia się w g…”. Jako że powszechnie znana jest skłonność Tuska
Malinowski szuka tratwy
Dawno nie pisaliśmy o Andrzeju Malinowskim, prezydencie Pracodawców RP. Rekordziście Europy pod względem tabunu wiceprezydentów. Co wcale nie oznacza, że dobra zmiana dobrze mu wróży. Wręcz przeciwnie. Malinowski ma duże problemy. Bo co to za prezydent, którego nawet prosty dyrektor z pisowskiego zaciągu w najmniejszym ministerstwie nie chce przyjąć? Po co komu taki gość? Komu może się przydać? Malinowski przycichł więc i zaczął szukać tratwy ratunkowej. Nie chodzi na salony, ma więc dużo czasu na… pisanie. I podlizywanie się dobrej zmianie w dodatku do „Rzeczpospolitej”. Zaczął słusznie, bo od podstaw, czyli
Tylu drwali na jednego szwagra
A to ci dopiero historia. Scenariusz jak z filmu o włoskiej rodzinie. Tyle że zamiast romansu i sycylijskich piorunów pojawili się przaśni drwale z toporami. Przez prawicę obsadzeni w roli krytyków literackich. Bo te pacholęta tak bardzo kochają poezję, że w lekturze wierszy przeszkadza im nawet szelest kartki. Można więc sobie wyobrazić, jak ich musiało zirytować przyznanie Nagrody im. Wisławy Szymborskiej właśnie jemu. Człowiekowi, który skalał honor rodziny. Bratu Agaty Dudy-Kornhauser, żony wiadomo kogo. Czyli, aż strach to powiedzieć, szwagrowi rzekomego
Frankowicze do odstrzału
Ta historia mogłaby się zacząć tak. Był sobie kraj, w którym uczciwe i chętnie wspierające biednych banki stały się ofiarami bezwzględnych i pazernych bogaczy, którzy nie chcą płacić ratek od kredycików frankowych. Mogłaby też być wstępem do podręcznika reklamy. Traktującym o tym, ile kasy banki muszą wydać na obronne kampanie, czarny PR i inne podchody, by przekonać Polaków, że frankowicze to milionerzy, którzy bezczelnie chcą oskubać banki z „naszych” pieniędzy. Ale najlepsza jest najnowsza historia. O tym, że frankowicze to grupa
Cyrk prezesa Bogusia
Jak nie obrzydliwy transparent, to cyrk ze zmianą trenera. Za Leśnodorskim z Legii nie da się nadążyć. Ma facet tupet. Po tym, jak mu trener Czerczesow uratował posadę, zdobywając dla klubu z Łazienkowskiej mistrzostwo i Puchar Polski, zaproponował szkoleniowcowi i pracującym z nim asystentom… obniżkę kontraktów. I musiał mieć szczególnie głupią minę, gdy Czerczesow się zgodził. Asystenci nie. Ale nie o to chodziło. Legia ma za słaby zespół, by myśleć o awansie do Ligi Mistrzów. Czerczesow chciał więc wzmocnienia zespołu, a to przecież kosztuje. I tym musiał mocno
Marszałek Bredzisz
Że co? Że nie ma takiego marszałka? Jak to nie ma, jak jest. Stały gość programów telewizyjnych. Joachim Bredzisz-Brudziński we własnej osobie! Wicemarszałek Sejmu. Desant z Nowego Sącza do Szczecina. Plaga, na którą to piękne miasto niczym sobie nie zasłużyło. Człowiek, przy którym nawet Marek Kuchciński uchodzi za mędrca. U Brudzińskiego, który zawsze mówi takim tonem, jakby za chwilę miał kogoś złapać za gardło, ulubionym słowem jest wyraz bredzisz. Używa go na okrągło. „Pan/Pani bredzi”. „To są jakieś






