Przebłyski
škoda Skowrońskiego na obczyźnie
Bardzo nas rozbawił Bernard Margueritte. Starsi czytelnicy pamiętają go z czasów PRL i ekranów telewizyjnych. Kapitalizm mu jednak za bardzo nie służy. Została mu tylko rubryka w „Tygodniku Solidarność”. I tam dzieli się swoimi (złotymi) myślami ze stoczniowcami i górnikami. Choćby tą, która nas szczególnie rozbawiła: „wyrzucenie z radia Krzysztofa Skowrońskiego, jednego z najwybitniejszych dziennikarzy europejskich i zastąpienie go tuzinkową redaktorką…”. Rozbawiło nas skojarzenie tej opinii z tekstem w tygodniku „NIE”, gdzie opisano, jak to ten wybitny Europejczyk służbową škodą bez pozwolenia
Jarosław Kaczyński jako parkingowy
Znany pogromca układów Zbigniew Ziobro szukał ich daleko, a przecież pod samym bokiem miał aferę za 165 mln zł. Wystarczyło tylko pochylić się nad szwindlem, w którym uczestniczyli politycy Porozumienia Centrum, pierwszej partii braci Kaczyńskich. Już w 1991 r. pokazali, że nie są gapami. Do dziś trudno pojąć, jak można było tak gładko wejść w posiadanie czterech budynków i kilku działek w centrum Warszawy. A jednak sztuka ta udała się Fundacji Prasowej „Solidarność”, w której szefem rady fundacji był nie kto inny
Męczeństwo Migalskiego bez granic
Marek Migalski znany jest z ogromnej miłości do PiS i z tego, że za tę miłość jest prześladowany tak okrutnie, że pogoniły go z pracą habilitacyjną aż trzy uniwersytety: Jagielloński, Wrocławski i Śląski. Męczeństwu Migalskiego towarzyszą media. Nie ma dnia, by ten najbardziej pazerny na szkło politolog nie stanął do bitki (słownej) o dobre imię PiS. Gorliwością i żarliwością przebił nawet posłów Brudzińskiego i Gosiewskiego. Migalski widzi w tej partii tyle zalet, że nawet paprotki reklamowe PiS nie są w stanie przebić go w tej miłości. Widzi niebywałe sukcesy, ooogromne zasługi
Fotyga – ofiara kryzysu
Pierwsza dama PiS-owskiej dyplomacji będzie reprezentować Polskę przy ONZ. Dlaczego? Bo Polski – jak powiedział premier Tusk – nie stać na marnowanie zasobów kadrowych. To bardzo ciekawa opinia. Jeszcze w sierpniu 2007 r. Tusk mówił bowiem „o bankructwie polityki zagranicznej i pani minister spraw zagranicznych”. Czy więc Fotyga jako bankrutka została zlicytowana i przejęta przez PO za grosze? Bogdan Zdrojewski zarzucał Fotydze w lipcu 2007 r. „indolencję w polityce kadrowej”. Czyżby pani minister po zlicytowaniu została przez rząd
„Fakt” przeprasza
Sąd nie dał się nabrać ani na „rzetelność dziennikarską”, ani na prawo do prowokacji dziennikarskiej. „Fakt” musiał przeprosić red. Andrzeja Kwiatkowskiego i uczynił to na pierwszej stronie sobotnio-niedzielnego wydania (21-22.02.09), zamieszczając nakazany przez sąd tekst oświadczenia. „Redaktor Naczelny i Wydawca »Faktu« uprzejmie przepraszają Pana Andrzeja Kwiatkowskiego za opublikowanie nieprawdziwych informacji godzących w jego dobre imię oraz uchybiających jego czci twierdzeń zawartych w materiałach prasowych zamieszczonych w numerach 155 i 156 »Faktu« z 2006 r.”. Ponadto „Fakt” musiał
„Bez wartości, bez zasad, bez sensu”
Kazimierz Marcinkiewicz przed miesiącem jednocześnie wrócił na okładki prasy brukowej i wyleciał ostatecznie z polityki. Wszystko za sprawą rozwodu i kochanki Isabel. Jeśli cofniemy się jeszcze kilka miesięcy, do listopada 2008 r., to zobaczymy Kazimierza biorącego udział w II Krajowym Zjeździe Oblatów Benedyktyńskich w Tyńcu. Oblatów – czyli osób świeckich żyjących według reguły św. Benedykta. Kazimierz wygłosił tam referat pt. „Analiza aktualnej sytuacji chrześcijanina w świecie w kontekście wyzwań i zagrożeń”. „Mam prawie 49 lat, dobrą
Kurtyka bez namaczania
„Rzeczpospolita” to ma fart! Jednym ruchem o sto procent zwiększyła redakcyjną pulę osób godnych zaufania, czyli bezpartyjnych fachowców, jacy jeszcze uchowali się przed siepaczami z PO. Do znanego z bezpartyjności Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, dołączył Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej. I o ile Kamiński jest dla „Rzeczpospolitej” bezpartyjnym fachowcem z urzędu jako działacz Ligi Republikańskiej i PiS, to Kurtyka sam się namaścił na apolitycznego urzędnika. Sam, bo chyba trudno było znaleźć kogoś, kto
„Dziennik” lustruje Niemena
Przed Grzegorzem Brzozowiczem z tej springerowskiej gazety nic się nie ukryje. Skorzystał z okazji, jaką są 70. urodziny Czesława Niemena, by przesłuchać jego żonę Małgorzatę. Długa jest lista przestępstw artysty. Brzozowicz ma za złe Niemenowi, że skomponował „Hymn do Matki Ziemi” na Festiwal Młodzieży i Studentów w Hawanie, „Symfonię dla kosmonauty” (po locie Hermaszewskiego). Że występował na Stadionie Dziesięciolecia podczas obchodów 35-lecia PRL. Że napisał muzykę do filmu „Polonia Restituta” (Bogdana Poręby). I tylko jeden epizod z życia Niemena Brzozowicz
Marcinkiewicz jako mąż i niemąż
Rok temu Kazimierz Marcinkiewicz zwyciężył w rankingu mężów stanu. Za takiego uważało go 55% ankietowanych przez GfK Polonia. W tym roku połowa głosujących oprzytomniała i były premier, znany ostatnio wyłącznie jako kochanek, spadł z hukiem na ósme miejsce z 27% głosów. Jak widać, trzeba być najpierw mężem, a dopiero potem można myśleć o byciu mężem stanu. A swoją drogą, miał Marcinkiewicz szczęście, że ranking robiono jeszcze przed przyznaniem się banku Goldman Sachs, w którym jest doradcą
Polak konspirator
Jan Rokita wyznał, że w swym bohaterskim starciu z niemiecką policją na pokładzie samolotu Lufthansy zachowywał się tak jak w trakcie kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa. No cóż, gdyby wszyscy byli konspiratorzy przyjmowali w stosunku do obcych funkcjonariuszy dawne swoje metody, bylibyśmy zakałą współczesnej Europy. Min. Czuma w trakcie zagranicznej wizyty zapewne usiłowałby wysadzić w powietrze jakiś pomnik, Lech Wałęsa zaproponowałby swoim rozmówcom „targanie po szczękach”, Antoni Macierewicz sporządziłby listę kapusiów w Parlamencie Europejskim, inni w dzień






