Reportaż

Powrót na stronę główną
Reportaż

Ludzie z wikliny

Kiedy w Rudniku czuć lekki zapach ni to czerwonego barszczu, ni zupy owocowej, to znak, że parzą się pęki wikliny. Dla koszykarzy będzie robota nawet w zimę Czesław Pleśniarski o wiklinie wie wszystko. Umie ją sadzić, chronić przed szkodnikami, kosić, układać w sztample, przeciągać i suszyć, bo fach koszykarza zna od dziecka. – To, co przywożę z pola do domu, to zwykły patyk, dobry najwyżej, by wyłoić skórę nieznośnemu dziecku. Każdy biorę do ręki, patrzę, czy zdrowy, nie zjedzony przez robaki, nie zbutwiały, sortuję

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Bezrobotni rozebrali fabrykę

Z zakładów w Lubsku,które padły po prywatyzacji,biedacy wynieśli już wszystko, pozostał tylko komin Mężczyzna na klęczkach zbija młotkiem resztki zeschniętej zaprawy murarskiej z cegieł wydobytych z gruzu. Oczyszcza je i starannie układa, jedna obok drugiej, na drewnianym wózku. Co jakiś czas zakurzonym rękawem ociera pot z czoła. Kilkadziesiąt metrów dalej dwaj inni, z wyglądu ojciec z synem, usiłują przesunąć stalową sztangę, opartą o ścianę jednego ze zburzonych budynków. Bez skutku. Szyna ma ponad osiem metrów długości i waży 600 kilogramów. Ustępuje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Światowy Zjazd Suwałczan

Stanisław Tym wymyślił spotkanie rodaków urodzonych nad Wigrami. Na przynętę – kartacze, sękacze i chłodnik litewski Przyjechali tu z całej Polski, skrzyknięci przez rodziny, namówieni przez przyjaciół, wezwani przez znajomych. Krążą teraz po mieście z charakterystycznym niebiesko-zielonym znaczkiem Światowego (co jest określeniem trochę na wyrost, chyba nie ma ani jednego polonusa) Zjazdu Suwałczan w klapie. Wyraźnie podnieceni. W większości starsi, schorowani, na rentach, emeryturach przedstawiają sobie nawzajem swoich synów, córki, wnuków. Wielu mężczyzn ubranych ze staromodną trochę elegancją,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Koncert na klekot i skrzypce

Co roku o tytuł Europejskiej Bocianiej Wioski walczy Pentowo z Żywkowem. Wszystko zależy od ptaków Gospodarzy co rano wita klekot. Ten dźwięk, jak przypadkowo włączony samochodowy alarm, na początku denerwuje przyjezdnych, ale stopniowo staje się niezauważalny. Jeśli bociany dostrzegą zbyt duży ruch na swoim terenie, ich „rozmowy” milkną, jak ucięte nożem. Zaszczycają gospodarzy swą obecnością, ale w zamian oczekują spokoju i poczucia bezpieczeństwa – nie przyleciały tu na wczasy. W każdym z gniazd siedzą bezbronne młode,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Diabeł przychodził coraz częściej

Dyrektorka szkoły w Sanoku postawiła na szkolnym placu krzyż, aby odstraszał złego Z lokalnej prasy: „Krzyż, który stanął przed budynkiem Zespołu Szkół Ekonomicznych w Sanoku dzięki staraniom i zaangażowaniu jego dyrektorki, mgr inż. Janiny Sadowskiej, ma odwrócić fatum, od wielu lat ciążące na tej placówce. Szkołę bowiem wybudowano na ruinach cerkwi i greckokatolickiego cmentarza. W ostatnich kilku latach zginęły tragicznie cztery pracownice szkoły”. „Idea postawienia krzyża zrodziła się w zeszłym roku, w grudniu. Janina Sadowska znalazła życzliwych ludzi,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Dzieci pijanych ojców

„Jakbym miała nalepkę na czole: »zgwałcona przez ojca«”, pisze Basia do poczty zaufania w Rudzie Śląskiej „Gdy miałam 13 lat, mój tata zginął pod kołami samochodu. Nienawidziłam go, bo pił. Gdy wpadł pod auto, też był pijany. Nie poszłam go pożegnać do szpitala, gdzie konał trzy dni. Cały czas miałam przed oczami te pełne awantur wieczory, gdy wracał półprzytomny, zwalał się zarzygany pod drzwiami, a mama wciągała go do łóżka, rozbierała i myła. W zamian bił ją i kopał. Mnie w ogóle nie zauważał. Wstydziłam się

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Sieci na letników zarzucone

Na Półwyspie Helskim z ryb już się nie wyżyje. Teraz żywicielami Kaszubów są letnicy Przed kościołem w Jastarni od rana stoi maluch z gdańską rejestracją. Mężczyzna zza uchylonej szyby raz po raz nawołuje przechodniów: „Tania farba olejna, ostatni kubeł, niech ja stracę, za pół ceny!”. Po południu do akwizytora podchodzi stary Kaszeba. Czarny pulower, czarna czapka szyprówka z wytartym daszkiem, gumiaki po kolana. W rękach kilka pustych skrzynek na ryby. – U nas, panie – spokojnie tłumaczy przybyszowi –

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Nieznane słowo „tata”

Jest dumny, bo w Dniu Ojca dostanie osiem prezentów.Najpiękniejsze od dzieci, które przyszły zimą W dolnej szufladzie, tuż za talerzami, stoi paczka z filiżankami, które w baranki i kwiatki wymalowała Monika. W Dzień Ojca wręczy je Robertowi. Ojcem zostawał osiem razy, choć w różnych okolicznościach. Kuba, samotnik, ma osiem lat, czarnowłosy Krzysio – cztery, płowy Jaś – dwa. To były porody rodzinne, męczył się razem z Katarzyną, widział wrzeszczące niemowlę, które od początku, od zawsze jest jego.

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Bezrobotny spłonął u wójta

Dwa o pół roku był bez pracy. Podpalił się w Urzędzie Gminy To był wtorek. W drzwiach gabinetu sekretarza gminy Sułów na Zamojszczyźnie pojawił się Stanisław D. Urzędnicy poczuli zapach benzyny. Mężczyzna trzymał w dłoni zapalniczkę. – Jak mnie nie przyjmiecie do roboty, to się podpalę – powiedział do wchodzącego wójta. – To trwało ułamki sekund – twierdzi Tomasz Pańczyk, wójt gminy Sułów – nagle ten człowiek zaczął płonąć. Benzynę zamiast papierosów Stanisław

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Reportaż

Tajemnica plebanii

Katolicki ksiądz oskarżony o molestowanie dzieci. Prawda, czy pomówienie żony popa? Sprawa jest taka, że Bisia ojcu nie opowie, bo się wstydzi i boi. Matka wie wszystko, ale mężowi nie mówi, bo chłop, jak chłop, napije się i na dziecko warknie albo i uderzy. Matka zapytała Bisię, gdy wszyscy wyszli z domu, jak było tam – u księdza na plebanii. Szczególnie, czy ją albo Agatkę nieprzyzwoicie dotykał. – Trzy razy przychodził, bo mnie noga bolała i tak mi robił, to znaczy masował i wkładał palce do majteczek. A potem

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.