Ciche odejście gwiazdy

Ciche odejście gwiazdy

Jeśli Ewa Demarczyk nie napisała czegoś o sobie, to chyba nigdy nie poznamy dramatu jej życia

Ostatni raz Ewa Demarczyk wystąpiła publicznie 8 listopada 1999 r. w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Potem miał być koncert w Kaliszu, który z winy artystki został odwołany. Nawet członkom swojego zespołu muzycznego nie powiedziała, dlaczego tak postąpiła. Do żadnego z nich nigdy potem nie zatelefonowała, nie podziękowała za współpracę. Żadnemu muzykowi nie przekazała swojego numeru telefonu. Na ponad 20 lat zamknęła się w domowej twierdzy.

Jak ognia bała się wywiadów i kontaktu z dziennikarzami. Nie wiem, jakich argumentów użył w 1998 r. Edward Miszczak z TVN, że zgodziła się z nim porozmawiać przed kamerą na krakowskim Rynku Głównym. Pożaliła się na wszystkich – to nie ona zerwała współpracę z kompozytorami, to nie ona sama odeszła z Piwnicy pod Baranami. To nie jej wina, że tak rzadko występuje, że nie ma już swojego teatru. To wina tych innych, którzy jej nie rozumieją.

Dziesięć lat temu, gdy zbliżały się 70. urodziny Ewy Demarczyk, podjąłem próbę jej odszukania. W Piwnicy pod Baranami, który to kabaret rozsławiła na cały kraj, nikt nie miał do niej telefonu, słyszano tylko, że mieszka pod Krakowem, chyba w Wieliczce. Powiedziano mi, że kontakt z nią mają dwie osoby: siostra Lucyna i impresario Paweł Rynkiewicz. Do siostry nie radzili dzwonić – nie da kontaktu do Ewy, a jeszcze okrzyczy. Paweł Rynkiewicz odpowiedział, że chętnie się spotka i porozmawia na temat piosenek Demarczyk, ale nie powie absolutnie nic o jej życiu prywatnym, nie umożliwi kontaktu. Numeru telefonu nie mieli też kompozytorzy jej najsłynniejszych piosenek, Zygmunt Konieczny i Andrzej Zarycki. Chyba łatwiej było rosyjskim youtuberom dodzwonić się do Andrzeja Dudy, niż mnie porozmawiać z Ewą Demarczyk.

Jarosz miał nosa

Tym, który odkrył wielki talent Ewy Demarczyk i namówił ją do śpiewania, był Rajmund Jarosz, dzisiaj emerytowany aktor krakowskich teatrów. W latach 1960-1965 grał w Teatrze Ludowym, potem w Rapsodycznym i do 2008 r. w Starym. Jarosz był też jednym z założycieli Piwnicy pod Baranami i reżyserem w kabarecie studentów Akademii Medycznej Cyrulik. Spotkałem się z nim kilka dni po wiadomości, że 14 sierpnia, w wieku 79 lat, zmarła legenda sceny estradowej.

– W 1961 r., na próbę w teatrzyku Cyrulik, w którym reżyserowałem spektakl, przyszedł grający w nim student medycyny Andrzej Truchliński, późniejszy chirurg, wraz z niepozornie wyglądającą 20-letnią dziewczyną. Powiedział, że jest na pierwszym roku architektury, skończyła średnią szkołę muzyczną, ma na imię Ewa i byłaby zainteresowana występami w kabarecie. Akurat rozchorowała się jedna ze studentek wygłaszająca monolog. Termin był krótki, bo spektakl był następnego dnia. Ewa nauczyła się tekstu przez noc i wyszła na scenę. Słuchając monologu w jej wykonaniu, poczułem, że coś w tej kobiecie jest, ma wielką ambicję, emocjonalnie podchodzi do treści. Potem, gdy zaczęła w naszym kabarecie śpiewać, zauważyłem, że ma piękny, dramatyczny głos, ale nieustawiony. Zasugerowałem, że gdyby zdała egzamin do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, to tam fachowcy jej głos wyszlifują. Ale powiedziała mi, że jej matka nie zgodzi się na zmianę kierunku studiów. Wraz z kolegą poszliśmy do jej rodziców. Ojciec, rzeźbiarz, absolwent ASP, zgodził się, matka, krawcowa, długo oponowała, ale w końcu ustąpiła.

Już po kilku miesiącach nauki w szkole aktorskiej Rajmund Jarosz zauważył ogromne zmiany w głosie Ewy Demarczyk. Czuł, że dziewczyna ma talent i trzeba ją pokazać publiczności. Taką okazją był zbliżający się koncert połączony z wyborem Miss Juwenaliów 1962 w Hali Gwardii, dzisiaj Wisły. Organizator imprezy, Hieronim Kubiak, przewodniczący Komisji Kultury Rady Uczelnianej ZSP, dzisiaj profesor, tłumaczył Jaroszowi, reżyserowi koncertu, że musi mieć same gwiazdy. Co do Joanny Rawik nie było wątpliwości, ale potem miała wystąpić Ewa Demarczyk z kabaretu Cyrulik, o której Kubiak nie słyszał. „Przekonasz się, że mam rację”, argumentował Jarosz i mimo wielkiej awantury nie ustąpił. Występ Joanny Rawik spodobał się publiczności, ale gdy na scenę weszła debiutantka Ewa Demarczyk i zaśpiewała po polsku przebój Adriana Celentana „24 tysiące pocałunków”, sala wstała z miejsc i bardzo długo klaskała. Narodziła się nowa gwiazda.

– Po koncercie podszedł do mnie Andrzej Truchliński i powiedział: „Rajmund, miałeś nosa”. Wtedy zdałem sobie sprawę, że w Cyruliku Ewa Demarczyk już się nie mieści. I rzeczywiście, na następny nasz koncert w Klubie Pod Jaszczurami przyszli moi koledzy z Piwnicy pod Baranami, Piotr Skrzynecki i Zygmunt Konieczny. Występem Ewy byli oczarowani, powiedzieli, że taki głos jest im potrzebny i chcą mieć Ewę w swoim kabarecie. Zgodziłem się na jej przejście, bo to był dla niej wielki krok w karierze. Ewa początkowo nie była przekonana, czy robi dobrze.

Polska Édith Piaf

W Piwnicy pod Baranami Ewa Demarczyk zadebiutowała 24 czerwca 1962 r. Premiera spektaklu „Siedem dziewcząt pod bronią” odbyła się w klubie literatów przy ulicy Krupniczej. Demarczyk została zapowiedziana jako dziewczyna z Cyrulika i zaśpiewała skomponowaną przez Zygmunta Koniecznego piosenkę „Karuzela z madonnami”. Publiczność była zachwycona.

W kabarecie kierowanym przez Piotra Skrzyneckiego Demarczyk śpiewała teksty Tuwima, Baczyńskiego, Leśmiana, Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, do których muzykę komponował Zygmunt Konieczny. To on był autorem jej największych przebojów, takich jak „Tomaszów”, „Groszki i róże” czy „Grande Valse Brillante”. Niektóre wcześniej śpiewali w tym kabarecie inni wykonawcy, ale dopiero dramatyczna i elektryzująca interpretacja spowodowała, że stały się znane. Demarczyk występowała zawsze w czarnej sukience, z oczami podkreślonymi czarną kredką, na tle czarnych dekoracji, dlatego zaczęto mówić o „Czarnym Aniele”
polskiej piosenki.

Wszyscy członkowie krakowskiego kabaretu pamiętają, że współpraca z Ewą Demarczyk nie należała do łatwych. Była bardzo wymagająca, próby muzyczne z jej udziałem trwały całymi godzinami, co chwilę przerywała granie, coś poprawiała. Wszelkie formy sprzeciwu kończyły się awanturą. Do tego była bardzo niepunktualna, i to nie tylko na próbach. Zdarzało się, że spektakl z jej udziałem był i o godzinę spóźniony.

Dzięki Demarczyk krakowska Piwnica pod Baranami zyskała opinię jednego z najlepszych kabaretów w kraju. W 1963 r. na festiwalu w Opolu za wykonanie „Karuzeli z madonnami”, „Czarnych aniołów” oraz „Takiego pejzażu” zdobyła prawie wszystkie główne nagrody. W 1964 r. na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie dostała drugą nagrodę za „Grande Valse Brillante”. Potem śpiewała w paryskiej Olympii, w Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre, Queen Elizabeth Hall w Londynie i Theatre Cocoon w Tokio. Czy to w Australii, Brazylii, czy w Kanadzie po jej koncertach dziennikarze pisali o zjawiskowej polskiej Édith Piaf.

Mimo tylu sukcesów w 1972 r. Ewa Demarczyk rozstała się z Piwnicą pod Baranami. Gdy w 1998 r. Edward Miszczak spytał, dlaczego odeszła z kabaretu Piotra Skrzyneckiego, odpowiedziała, że ona nie odeszła, sugerując, że to ci inni ponoszą winę.

Same odejścia

Najpierw Ewa Demarczyk rozstała się z Zygmuntem Koniecznym, choć wydawało się, że stanowią idealny duet. Poszło o ich debiutancką płytę, która odniosła wielki sukces, sprzedano 100 tys. egzemplarzy. Ale wcześniej artystce nie spodobała się okładka i 10 tys. kopert trafiło na makulaturę. Demarczyk skrytykowała też jakość nagrań, za wszystko obarczając winą Koniecznego. W wywiadzie dla TVN z 1998 r. mówiła, że to nie ona odeszła od Koniecznego. Czyli znów wina drugiej strony.

– Nie wiem, czy akurat ten debiutancki album był powodem rozstania – zastanawia się Rajmund Jarosz. – Znam Koniecznego i wiem, że jest bardzo dokładny w tym, co robi, punktualny i bardzo mu zależało, aby komponować dla Demarczyk. On tego nie powie, ale myślę, że miał już dosyć jej niepunktualności i fochów.

Potem Demarczyk rozstała się z kompozytorem Andrzejem Zaryckim, który napisał dla niej muzykę do takich utworów jak „Ballada o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego”, „Skrzypek Hercowicz” i „Na moście w Avignon”. Ale nie, ona od nikogo nie odchodziła, to oni ją porzucali.

– Zarycki to również człowiek bardzo spokojny – mówi Rajmund Jarosz. – Wielka szkoda, że się rozstali, bo to bardzo dobry kompozytor. Może nie chce o tym mówić, ale musiał mieć dosyć tej współpracy.

I wreszcie, po 10 latach, Ewa Demarczyk rozstała się z Piotrem Skrzyneckim. Też nie do końca wiadomo, o co poszło, żadna ze stron nie chciała o tym mówić. Gdy w 1997 r. Skrzynecki leżał w szpitalu i lekarze nie dawali mu szans, artyści Piwnicy pod Baranami, kierowanej teraz przez Marka Pacułę, postanowili zorganizować i dedykować mu wielki koncert. Gdy Pacuła spytał Skrzyneckiego, czyj występ sprawiłby mu wielką przyjemność, wymienił Demarczyk. Ale ona odmówiła, choć wtedy jeszcze występowała, nie przyszła także na pogrzeb dawnego szefa Piwnicy.

– Skrzynecki bardzo lubił sobie przypisywać wszystkie sukcesy – tłumaczy Rajmund Jarosz. – Tymczasem to o Demarczyk mówiła cała Polska, ona rozsławiała ten kabaret. Myślę, że tu chodziło o zazdrość.

W 1986 r. z pomocą artystce przyszły władze Krakowa i zafundowały jej własny Teatr Muzyki i Poezji Ewy Demarczyk, który najpierw mieścił się przy ulicy Floriańskiej, potem Królowej Jadwigi, a od 1995 r. w budynku dawnego kina Wisła przy Gazowej. Demarczyk dostała etat dyrektora, miasto płaciło za 12 etatów, Ministerstwo Kultury zakupiło kosztowny sprzęt nagłaśniający. Potem okazało się, że budynek przy Floriańskiej miasto przekazało Kościołowi i teatr musiał się wyprowadzić. Lokal przy Królowej Jadwigi nie nadawał się na spektakle, a ten przy Gazowej też należało opuścić, bo przejął go spadkobierca właścicieli. Władze Krakowa zaproponowały połączenie teatru Demarczyk z Teatrem Ludowym, na co artystka nie wyraziła zgody. Dlatego w 2001 r. podjęto decyzję o likwidacji Teatru Muzyki i Poezji Ewy Demarczyk. Ale to nie problemy lokalowe były powodem likwidacji. Przez 15 lat teatr organizował w ciągu roku ledwie od kilku do kilkunastu koncertów. Nie przygotowywano kalendarza imprez ani repertuaru. Radni obliczyli, że przez 15 lat działalności jej teatru Demarczyk pokazała się osobiście na scenie zaledwie 12 razy. Rozstała się więc z władzami Krakowa, też twierdząc, że to władze jej szkodzą.

Pomocną rękę wyciągnął burmistrz oddalonej o 50 km od Krakowa Bochni. Zaoferował nieodpłatne użyczenie nieczynnego przedszkola. Samorząd zgodził się na wyremontowanie budynku na koszt gminy, ale nie na jego utrzymanie – za to miało płacić Stowarzyszenie Miłośników Teatru Ewy Demarczyk. W Bochni teatr odbył kilkanaście prób, dał jeden występ na rynku i na tym skończyła się przyjaźń Ewy Demarczyk z władzami miasta.

Odejście ostatnie

Przy każdym odejściu Ewa Demarczyk paliła za sobą mosty, wszystkich uznawała za ludzi, którzy jej szkodzą, nie potrafią jej zrozumieć. Zrywała kolejno kontakty ze współpracownikami, muzykami, przyjaciółmi. Może dwóm lub trzem osobom zostawiła numer telefonu i pozwoliła dzwonić. Z początkiem 2000 r. zamknęła się dobrowolnie w domowym areszcie. Postanowiła całkowicie zniknąć z życia publicznego. Tak spędziła ostatnie 20 lat. Jeśli w tym czasie nie napisała czegoś o sobie, to chyba nigdy nie poznamy jej dramatu.

Odeszła wielka artystka, która, jak obliczono, w repertuarze miała nie więcej niż 30 piosenek, wydała zaledwie dwie płyty. Mimo że od lat nie śpiewała niczego nowego, wciąż była znana. Może tak bardzo uwierzyła w swój wizerunek „Czarnej Madonny”, że paraliżował ją strach przed ewentualnym niepowodzeniem nowego utworu? Nie wiem, czy kiedykolwiek poznamy przyczyny jej heroicznej wewnętrznej walki o wszystko i z wszystkimi.

Pogrzeb Ewy Demarczyk odbędzie się 26 sierpnia o godz. 14 na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Artystka spocznie w Alei Zasłużonych.

Fot. Andrzej Wiernicki/East News

Wydanie: 35/2020

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy