Cicho sza, cicho sza, tajemnica zła

Młodzieńczy wygłup wieszcza Adama „Oda do młodości” czeka na reżysera, który zrobi z niej film oraz serial. Widzę „goniących za żywiołkami drobniejszego płazu”: Gajosa, Lindę, i Stenkę, jak ścigają Pazurę, Figurę i Buzek Agatę. Żartuję, ale jak znam życie w jego różnych przejawach, to obawiam się, że jakiś reżyser cierpiący na syndrom połamanych skrzydeł może, „chyląc ku ziemi poradlone czoło”, nakręcić coś na kanwie.
Jest w „Odzie” jeden kawałek wart uwagi: „Jednością silni rozumni szałem, razem drodzy przyjaciele”. Nadmierna jedność rzeczywiście daje objawy szaleństwa. Jeśli nie mogę mieć innego zdania niż partia, rząd, NATO, Unia, Kościół, związek zawodowy lub małżeński, to czniam wszystkie wyż. wym. instytucje.
Ponad wszystko zaś nienawidzę Zorganizowanej Potęgi niszczącej jednostkę. Teraz, gdy przeczytałam notkę o leku powstrzymującym AIDS, wyprodukowanym w Indiach przez firmę Cipla z Bombaju, zaczynam lepiej rozumieć antyglobalistów. Dzienna kuracja firmy Cipla kosztuje mniej niż dolara dziennie, 285 dolarów rocznie. A wiecie ludzie, ile wyrywają za taki sam lek koncerny farmaceutyczne? Dziesięć tysięcy dolarów na rok. Myślę, że podobnie wygląda sprawa z innymi lekami. Przeklinam te giganty, co dla zysku poświęcają życie innych, w imieniu swoim i tych, co ziemię gryzą, bo nie stać ich było na drogi lek.
TRZEBA ROZBIĆ MONOPOL JEDNOŚCIĄ ZMOWY SILNY, ROZUMNY SZAŁEM ZYSKU. Demokracja daje obywatelom prawo dochodzenia indywidualnej słuszności w sprawie. I owszem, możesz dochodzić, ale nie dojdziesz. Łudzisz się, dopóki nie spotka cię coś takiego jak panią Renatę Śliwkę z Mysłowic, której chirurg przez roztargnienie pozostawił w brzuchu kleszcze długości 21 centymetrów. Po wyjściu ze szpitala kobieta cierpiała dantejskie boleści, więc wycięto jej pęcherzyk żółciowy, jak rozumiem bez prześwietlenia, bo gdyby je zrobiono, rzeczone szczypce musiałyby zostać zauważone nawet przez półślepą małpę. Protokół pooperacyjny mówił, że liczba narzędzi się zgadza.
Gdy doszło do sprawy sądowej, wypowiedziała się korporacja biegłych, którzy stwierdzili, że „operacje zostały przeprowadzone prawidłowo, a pozostawione w ciele pacjentki kleszcze nie spowodowały żadnego uszczerbku na zdrowiu i nie stwarzały zagrożenia dla życia”. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, znów jednością silni rozumni szałem przeciw chorej kobiecie z kleszczami w brzuchu. Lekarze, co tę operację przeprowadzali, ulotnili się jak dobry, stary eter do narkozy wziewnej. Na szczęście w Krakowie wyjęto kobiecie przerdzewiałe narzędzie.
W wyniku „połyku” gwoździa więźniowie zostają natychmiast odesłani do szpitala, ponieważ zagraża to zdrowiu i życiu. Pani Renata nie połknęła, a została potraktowana gorzej niż kryminalni. Wiem, co mi powiedzą biegli: co innego połknąć, a co innego mieć fachowo zaszyte! A ja na to: piórkuj się jeden z drugim sam!
Możemy domagać się sprawiedliwości w sądach albo smarować do gazet, ale globalnej solidarności i tak nie przeskoczymy. Jeśli trafisz na korporację, która stanie murem za swoimi, nomen omen, członkami, to nie poradzisz sobie z tą globalizacją.
Jeżeli młody kleryk poskarży się na arcynamiętnego biskupa, bo nie pragnie nosić czerwonych gatek, które mu do czarnej sutanny nie pasują, albo mała dziewczynka powie, że nie lubi, jak ksiądz jęzor do jej buzi pakuje – nawet jeżeli kleryków jest wielu i dziewczynek też niemało – nic nie poradzą, bo monopol na moralną czystość trzyma się mocno. Wyśle się kleryków do Afryki, dziewczynki się zastraszy, a tych, którzy stanęli w ich obronie, odsądzi się od czci i wiary, szczując na nich chóry chłopięce męskie i dewoty żeńskie. Światłych katolików w typie Józefy Hennelowej Kościołowi nie trzeba.
Papież w Wielki Czwartek nazwał powyższe przypadki uleganiem „tajemnicy zła”. Kościół wyraził „swą troskę o ofiary i czyni wysiłki, by zareagować zgodnie z prawdą i sprawiedliwością”. W Ameryce pewna archidiecezja wypłaciła 10 milionów dolarów 50 ofiarom księdza pedofila, Johna Geoghana. Ofiar było ok. 130, wielu chłopców zostało zgwałconych, o czym wiedział bostoński kardynał. U nas jeszcze nikt nikomu nie płacił, bo nasz biedny kraj nie jest rajem kauzyperdów, czyli papug, którzy by się podjęli obrony kleryka przeciw Kościołowi jako monopolowi. Boję się, że komputer mi od tych bluźnierstw wysiądzie, musicie więc, moi drodzy Czytelnicy, przeczytać to, co pomiędzy wierszami zostało napisane niesympatycznym atramentem.
Prefekt z Watykanu wyjaśnił, że księża „dopuścili się tych grzechów w warunkach libertynizmu seksualnego stworzonego przez dzisiejszy świat”. No i masz babo placek. Znów postmodernizm i relatywizm moralny zawinił. To, że przez 20 lat nikt w Kościele na rozmaite igraszki nie reagował inaczej niż przeniesieniem służbowym na nowe, dziewicze tereny, to nasza, świeckich ludzi wina. My jesteśmy odpowiedzialni, bo bzykać się lubimy bez ślubu i bez umiaru. Wasza autorka też nie jest bez winy, owszem, przyznaje się bez bicia, ale do kroćset czerwonych i czarnych gaci, ani ona, czyli ja, ani jej mąż i partner nikogo siłą do łóżka nie ciągnęli, zwłaszcza zaś kleryków i nieletnich. Dlatego co najwyżej wyspowiadać się z grzechu lubieżności byśmy mogli, gdybyśmy chcieli, ale tego nie zrobimy, bo ulegania chuci, oczywiście, gdy dwoje chce naraz, za grzech nie uważamy.
Grzechem śmiertelnym jest godzenie się na ludzkie cierpienie dla zysku, albo ukrywanie brzydkiej prawdy po to, by nie zmącić wizerunku dwutysięcznego starca.

 

Wydanie: 13/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy