Kara wymierzana nie wprost

Kara wymierzana nie wprost

Richard Dawkins, sławny uczony i głosiciel ateizmu, potrafi być boleśnie dokuczliwy dla kleru wszystkich wyznań. Tym bardziej więc księża powinni cenić sobie jego zdanie w sprawie tsunami oskarżeń o pedofilię, jakie zalewa ich profesję. „Histeria antypedofilska – pisze on – bardzo mocno uderzyła w Kościół katolicki. Jest wiele powodów, dla których bardzo nie lubię rzymskiego katolicyzmu. Jeszcze bardziej jednak nie lubię nieuczciwości, a nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w tym akurat wypadku odium, jakie spadło na tę instytucję, zwłaszcza w Irlandii i Stanach Zjednoczonych, nie jest do końca zasłużone”. Po części winien może być sam stan księżowski, którego działalność w dużej części polega na wzbudzaniu poczucia winy. Oskarżanie księży na tej podstawie, że pewne osoby przypomniały sobie po wielu latach, iż były molestowane seksualnie, budzi uzasadnione wątpliwości. „Wiemy przecież dobrze (albo przynajmniej powinniśmy wiedzieć), że ludzki umysł świetnie sobie radzi z produkowaniem najzupełniej fałszywych wspomnień, zwłaszcza gdy zachęca go do tego pozbawiony skrupułów terapeuta albo wyrachowany i chciwy prawnik. (…) Ludzie łatwo tworzą fałszywe wspomnienia, których są przy tym absolutnie, i to w najdrobniejszych szczegółach pewni”. Sędziowie pod wpływem panującego nastroju często dają wiarę nieprawdopodobnym, fałszywym zeznaniom. Osoby, które w dzieciństwie były bite, nie dochodzą w sądach zadośćuczynienia jak osoby seksualnie molestowane, mimo że molestowanie, choć moralnie odrażające, przecież nie boli. (Cytaty z książki „Bóg urojony”, s. 423 i 424). Dawkins wprowadza pojęcie molestowania umysłowego, by dowodzić, że to, czego uczy się na lekcjach religii, jest gorsze od molestowania fizycznego. Jednakże z tego pojęcia można wyprowadzić też inne wnioski. Sytuacją, w której dzieci są najbardziej narażone na seksualne molestowanie umysłowe, są oczywiście lekcje edukacji seksualnej. Granica między powiedzeniem dzieciom czegoś wartościowego a dokonywaniem inicjacji seksualnej za pomocą słów jest tu bardzo cienka i trzeba wielkiej kultury osobistej i wysubtelnionych pojęć, aby ją widzieć. Nauczyciele o takich kwalifikacjach należą do rzadkości. Teoria wychowania seksualnego w ostatnich dziesięcioleciach niezwykle wzbogaciła pojęcia i przypomina swoim wyrafinowaniem słownym scholastyczne spory na temat płci aniołów. Jednocześnie znikają pewne stare pojęcia, jak wspomniana właśnie słowna inicjacja, uchodząca kiedyś za coś tak zdrożnego jak dziś molestowanie, a teraz zaliczana do liberalnego złamania słownikowego tabu.
Zarówno konserwatyści, jak liberalni zwolennicy nowości już się zgadzają, że na naszych oczach dokonuje się epokowa przemiana, wprost rewolucja kulturowa. Nie obejmuje ona jednak całego świata. Jak Marks zapanował jedynie na Wschodzie, tak Freud panuje tylko na Zachodzie i nie można wykluczyć drugiej zimnej wojny motywowanej ideologicznie. Kwestia homoseksualizmu już zadrażniła stosunki między prawosławną Rosją Putina a zachodnimi mediami. W niewyraźnym położeniu znaleźli się polscy konserwatyści – po stronie prawosławnego tradycjonalizmu opowiedzieć się nie mogą, bo zabrania narodowe superego, a zachodnia freudowska demokracja budzi ich odrazę moralną. Tymczasowe rozwiązanie znaleźli takie, że Putin to fałszywy konserwatysta stalinowski, a moskiewski prymas Kirył jest przez nich podejrzany o współpracę z KGB.
Nie wiem, czy ciągłe nawracanie do tematu pedofilii wśród księży jest podyktowane szczerym oburzeniem, czy innymi względami. Przypadki tego zboczenia w tym środowisku zdarzają się tak rzadko, że powodu do publicznego oburzenia, powiedziałbym, nie dają; są to zaledwie ciekawostki. Jednak współczuć stanowi księżowskiemu z powodu spotykającej go niesprawiedliwości nie ma się ochoty, ponieważ Kościół w Polsce nie daje dowodów wyrozumiałości dla innych. Co więcej, jeśli nawet sam nie wszczyna kampanii nienawiści, to się do nich czynnie przyłącza, gdy robią to jego sojusznicy polityczni. Jego związek z prawicowymi partiami postsolidarnościowymi, zwłaszcza z PiS, jest taki, że nie wiadomo, kto kogo inspiruje, kto komu podsuwa tematy propagandowe. Jak Polska długa i szeroka kościoły z przyległościami są obwieszone napisami i rekwizytami wzywającymi do zemsty za czyny dawno przedawnione lub zmyślone. Nie wychodzi się z takiego kościoła ukojonym na duszy, lecz rozdrażnionym, że sprawcy jeszcze nie zostali dostatecznie ukarani i trzeba się wreszcie z nimi policzyć. Taki nastrój przeważa wśród polskiego kleru katolickiego, a ponieważ trudno sobie z tym poradzić, wielu akceptuje fałszywe zarzuty o pedofilię i molestowanie jako wymierzenie kary drogą okrężną.

Wydanie: 3/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

  1. Anonimowy
    Anonimowy 20 stycznia, 2014, 20:56

    Zgadzam się, ze wiele energii napędzającej anty-kościelną kampanie o pedofilii pochodzi z innych powodów. Lecz na czym oparte jest stwierdzenie że jakieś niespecyficzne zarzuty są fałszywe? Na spekulacjach z fotela? Bardziej prawdziwe jest stwierdzenie ze prawda w zarzutach dla wielu nie ma znaczenia. Przecież jest to całkiem możliwe aby zarzuty były prawdziwe, kara była właściwa, ale za to motywacja na doprowadzenie do kary może być moralnym bankructwem za które możemy zapłacić w przyszłości.

    Dawkins za łatwo uniwersalizuje swoje własne doświadczenia. Tylko dlatego że twierdzi że w jego dzieciństwie bardziej zraniła go religia niż molestowanie nauczyciela, nie znaczy że może sobie bagatelizować molestowania innych by w ideologiczny (a nie rzeczowy) sposób przypiec kościołowi. Dawkins chce wygrać z religią jako ideologia a nie instytucja, dlatego reformowanie kościoła aby on nie chronił gwałcicieli go nie interesuje, bo to tylko powoduje że ta instytucja jest bardziej normalna i być może nawet stabilna (niechwiejąca się od wiatrów kontrowersji).

    Największą winą kościoła nie są indywidualne przypadki pedofilii, lecz aktywne chronienie winnych księży i ich cicha relokacja. Kościół który tak efektywnie gra na emocjach ludzi wpadł w własną pułapkę, bo trudno być moralnym autorytetem, kiedy kościół stawia swoją reputacje ponad dzieci wierzących. Kontrastuje to z popularnym stwierdzeniem, że to ludzie tworzą kościół, a nie starsi panowie w czarnym.

    Jak to sam Franciszek przyznał, kościół ma obsesję na punkcie seksualności.
    Opisując preferencje seksualne jak np. homoseksualizm (który nie produkuje ofiar) jako grzech, napędziło tych nie myślących zbyt samodzielnie do nie nienawiści homoseksualistów. Ironią jest, że aby tę nienawiść tłumaczyć, ludzie równali homoseksualistów z pedofilami – dotychczas oczywistym złem.

    No i właśnie trudno jest potem zminimalizować ochronę, unikanie winy i tłumaczenie pedofilii w kościele, skoro pedofilia jest tak silną motywacją dla ludzi o prostych moralnych zasadach, którzy polegają na religijnych tekstach by tłumaczyć większość swoich opinii na temat moralności. Uczucie wstrętu do pedofila hipotetycznie gwałcącego ich własnych dzieci jest silniejsza nawet od ich wiary w lub strachu przed Jezusem.

    Jestem ciekawy co stanie się z Józefem Wesołowskim.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy