Cień atomu

Japonia w obliczu katastrofy nuklearnej

Japonia stanęła w obliczu katastrofy nuklearnej. W uszkodzonej przez trzęsienie ziemi i tsunami elektrowni atomowej Fukushima doszło do serii eksplozji i pożarów. Być może częściowo stopiły się rdzenie dwóch reaktorów. W odległości 60 km od siłowni promieniowanie 500-krotnie przekroczyło normalny poziom.
Dyrektor francuskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Atomowego, André-Claude Lacoste, ocenia, że wypadek w elektrowni Fukushima I osiągnął szósty stopień w siedmiostopniowej Międzynarodowej Skali Wydarzeń Nuklearnych i Radiologicznych (INES). Japoński Urząd ds. Energii Atomowej początkowo twierdził, że wydarzenia w Fukushimie mają stopień cztery w skali INES, 18 marca zmienił klasyfikację na stopień pięć. Katastrofę w Czarnobylu z 1986 r. oceniano na stopień siódmy. Paniczny lęk przed radiacją szerzy się w wielu regionach świata. Mieszkańcy Zachodniego Wybrzeża USA, rosyjskiego Dalekiego Wschodu, a nawet Szwecji śpieszą do aptek po tabletki z jodkiem potasu, chroniące przed promieniowaniem. W internecie cena za opakowanie tego specyfiku sięgnęła 500 dol. Chińczycy z nadmorskich regionów masowo wykupują żywność, zwłaszcza sól jodowaną.
W skażonej elektrowni, położonej 220 km na północny wschód od Tokio, pozostało zaledwie 50 pracowników, którzy

z narażeniem życia

rozpaczliwie usiłowali zapobiec najgorszemu. 17 marca wielkie śmigłowce wojskowe CH-47 Chinook zrzucały tony wody na rozpalone zużyte pręty paliwowe w zbiornikach znajdujących się w budynkach reaktorów 3 i 4. Podłogi helikopterów wzmocniono ołowianymi płytami, chroniącymi przed promieniowaniem, ale i tak członków załogi trzeba było po zakończeniu misji poddać dekontaminacji. Pięć pojazdów specjalnych armii, wyposażonych w armatki wodne, wyrzuciło 30 ton wody na ruinę budynku reaktora nr 3. 230 tys. osób z 20-kilometrowej strefy wokół Fukushimy ewakuowano. W promieniu 30 km obowiązuje zakaz lotów. Jeśli dojdzie do skażenia radioaktywnego rozległego terenu, skutki dla gęsto zaludnionej Japonii okażą się fatalne. Trudno sobie wyobrazić, jak można ewakuować 30-milionową tokijską aglomerację. Japończycy słyną z dyscypliny i opanowania, ale w Tokio powoli szerzy się strach. Dochodzi do racjonowania prądu. Tłumy ludzi usiłujących wyjechać na południe zapełniają dworce. Grozę powiększyły wiadomości o kolosalnych zniszczeniach oraz ofiarach trzęsienia ziemi o sile dziewięciu stopni w skali Richtera i tsunami. Szacuje się, że kataklizm zabił ponad 17 tys. ludzi. 16 marca przemówił niezwykle rzadko występujący publicznie cesarz Akihito, który wyraził troskę z powodu kryzysu w kraju.
Przestarzała elektrownia Fukushima Daiichi należy do koncernu energetycznego Tepco, którego menedżerowie w przeszłości oskarżani byli

o ukrywanie wypadków.

W 2006 r. z pękniętej rury w tym obiekcie wydostała się radioaktywna para, dwa lata później ze zbiornika z zużytymi prętami paliwa jądrowego przelała się skażona woda. Według danych ośrodka badawczego Nuclear Training Centre w Słowenii, w marcu tego roku reaktor 1 elektrowni po 40 latach pracy miał być wyłączony. Zanim jednak to nastąpiło, przyszła katastrofa. Po trzęsieniu ziemi reaktory zostały automatycznie wyłączone, jednak generatory prądu odmówiły posłuszeństwa. Prąd z awaryjnych baterii akumulatorów szybko się wyczerpał. Radioizotopy w prętach paliwowych wciąż się rozpadały, wytwarzając energię. Bez prądu nie można było schłodzić reaktorów. W siłowni zapanował chaos powiększany przez wybuchy wodoru, które zniszczyły część ścian i dachów budynków z reaktorami. Być może uszkodzeniu uległa także stalowa osłona reaktora 3. Podczas akcji ratunkowej w elektrowni 23 osoby odniosły rany, 20 zaś zostało napromieniowanych. Władze koncernu Tepco rozważają pokrycie ruin siłowni Fukushima sarkofagiem z piasku i betonu takim, jak w Czarnobylu.
Japończycy po dramacie Hiroshimy i Nagasaki obawiają się technologii atomowej, ale uprzemysłowiony, nowoczesny, pozbawiony ropy, węgla i gazu kraj

potrzebuje energii.

Przed trzęsieniem ziemi Japonia miała 54 reaktory, trzy znajdują się w budowie, istniały plany zbudowania kolejnych 11. Siłownie atomowe pokrywały 30% potrzeb energetycznych kraju. Politycy w Tokio podkreślali wcześniej, że nie ma alternatywy dla energii nuklearnej.
Czy po ostatnich dramatycznych wydarzeniach dojdzie do przełomu energetycznego? 17 marca koncern Tepco poinformował, że rezygnuje z rozbudowy elektrowni jądrowej Higashidori w prefekturze Aomori. Zachodni eksperci uważają, że po Fukushimie Japonia będzie musiała wyłączyć przynajmniej niektóre elektrownie atomowe i postawić na rozwój energii odnawialnej. Doprowadzi to zapewne do racjonowania prądu i zastoju w gospodarce. Jakie decyzje jednak podejmie rząd Japonii, dbający o suwerenność energetyczną i nieprzejmujący się radami obcokrajowców, nie wiadomo.

Wydanie: 12/2011

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy