Ciupaga z muszelkami

Ciupaga z muszelkami

Ale mają i swoich bohaterów negatywnych. Zobaczyć, jaki z naszego rodaka burak i „dresiwo” – bezcenne. Jedzie taki do Egiptu (film „Last minute”) i od razu do kelnera zasuwa: „Te, faraon…”. Kelner zna swoich gości i odpowiada: „Te, Kaczinsky…”. Jak Polka zaczepi przystojnego boya hotelowego, ten od razu: „No sex!, No sex! I’m working…”. Najgorsze jednak, że Polacy czatują na byle uchybienie. Dokumentują, a potem będą się użerać o zwrot kosztów wycieczki. Zawsze coś się utarguje. Poza tym od samego wypoczynku i tak ważniejsze jest robienie zdjęć. Sobie – pod palmą, żeby sąsiadom gały na wierzch wyszły. Innym, gdy wyłazi im ta słoma…. Żeby zamieścić na YouTube. Pod hasłem: „To już nawet nie jest wiocha. Tylko Poręba”.

W sumie taki film jest jak pocztówka z wakacji. W każdym razie z lepszego świata. Biuro jest na 20. piętrze – przeszklone i na wysoki połysk. Za oknem plac Grzybowski po rewitalizacji. W korporacji jak w GS: w godzinach pracy głównie załatwia się sprawy prywatne i siedzi na czacie. Mieszka się w ogrodzonym osiedlu, na balkonie cały zagajnik w donicach. Jak uroczysta kolacja, to przy obrotowym stoliku pod kopułą Bristolu.

Warszawa bez korków. Nawet zastawiona płotami Świętokrzyska (budowa metra) wygląda jak z pocztówki. To łatwa Polska. Dla młodych, pięknych i beztroskich. Na czym upływa im życie? Czekają, kiedy się zwolni miejsce w radzie nadzorczej rodzinnej firmy. Wtedy do tej harmonii kart kredytowych, co ją mają w portfelu, dojdzie jeszcze jedna harmonia.

Zagrane to tak, jakby odstawiali Fredrę w Częstochowie. Panom reżyserom nie wadzi, gdy aktor mamrocze coś pod nosem, połyka całe sylaby, końcówki słów. Po co się czepiać? I tak wiadomo, o co chodzi. Zresztą jeśli film jest dobry, co trzy minuty w tle leci nowa piosenka. Ujęcie trwa najwyżej pięć sekund. Zdań wielokrotnie złożonych nie uwzględnia się („Podejrzani zakochani”). Monosylaby mile widziane.

„Komedie romantyczne” są dla etatowych zgrywusów typu Karolak czy Szyc oraz dla aktorskiego planktonu. Czasem pojawi się ktoś z boku. Ot, Krystyna Mazurówna raczej jako wizualny okaz niż aktorka. Czy Jacek Fedorowicz. Rozumiemy, że może do pierwszego nie starcza, ale lepiej pójść do opieki społecznej. Mniejszy wstyd.

Strony: 1 2 3 4

Wydanie: 15/2015

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy