Co czyta Europa

Co czyta Europa

„Kod Leonarda da Vinci”, biografia Clintona i przygody autystycznego chłopca – europejskie bestsellery

Christopher Boone mieszka w Swindon z ojcem i szczurkiem Tobym, ma 15 lat, zna wszystkie państwa na świecie i ich stolice, potrafi wymienić liczby pierwsze aż do 7507. Nie znosi wszystkiego, co żółte i brązowe, uwielbia za to opowieści o Sherlocku Holmesie. Nigdy nie był dalej niż na końcu swojej ulicy, a pewnego dnia przystąpi do rozwiązania zagadki zabójstwa psa sąsiadów. Christopher jest też najnowszą sensacją na brytyjskim rynku wydawniczym, jego przygody rozeszły się już w milionie egzemplarzy, śledzą je dorośli i dzieci, zebrał mnóstwo nagród, w tym prestiżową Whitbread Book of the Year. Największy rywal Harry’ego Pottera jest… autystycznym chłopcem. Książka radzi sobie nieźle na rynkach europejskich, ale polskich czytelników – mimo entuzjastycznych recenzji – dotąd nie zachwyciła. „Dziwny przypadek psa nocną porą” Marka Haddona jest bowiem na naszych półkach księgarskich od listopada, ale – jak poinformowała Dorota Nowak z wydawnictwa Świat Książki – dotąd sprzedano tylko 16 tys. egzemplarzy.

Odrobina spisku

Co trzeba zrobić, żeby książka sprzedawała się w milionach egzemplarzy na świecie? Dobrze jest na przykład być popularną żoną byłego prezydenta USA. 200 tys. egzemplarzy pamiętników Hilary Clinton zniknęło z księgarń już pierwszego dnia, a w ciągu roku sprzedano ich okrągły milion. Jednak sądząc po aktualnych listach bestsellerów, jeszcze lepiej być byłym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Biografia Billa Clintona, „My Life”, przekroczyła półtoramilionowy pułap już po miesiącu. Czytelników zdecydowanie bardziej interesuje jego wersja romansu z Moniką Lewinsky.
Dobrze napisany romans czy thriller zwykle mają spore szanse na wysokie miejsce na listach bestsellerów – w Niemczech drugą pozycję zajmuje Frank Schätzing, specjalista od tego drugiego gatunku. Ale wśród hitów na niemieckim rynku można znaleźć też Paula Coelha, przy czym wyżej plasuje się jego „Alchemik” niż najnowsze „Jedenaście minut”. Bardzo popularna okazuje się w Niemczech i we Francji twórczość pisarska Michaela Moore’a, którego kontrowersyjne książki promują jego niemniej kontrowersyjne filmy.
Czasem jednak trzeba czegoś więcej, na przykład odrobiny teorii spiskowej czy aury tajemnego bractwa. Przekonał się o tym Dan Brown, 38-letni pisarz amerykański, który dopiero czwartą powieścią – zdecydowanie najlepszą – dosłużył się miana fenomenu wydawniczego. „Kod Leonarda da Vinci” to hit tego lata na całym świecie, sprzedano już 10 mln egzemplarzy, w tym 8 mln w twardej oprawie, co jest absolutnym rekordem. Książka winduje inne tytuły tego autora na listach bestsellerów od Niemiec przez Włochy, Francję, aż po Anglię, przyczyniła się też do rozwoju turystyki. Kościół templariuszy w Rosslyn, w którym kończy się akcja, zanotował wzrost zainteresowania zwiedzających o ponad 56%. Książkę przetłumaczono na 42 języki, a w przyszłym roku ma powstać ekranizacja w reżyserii Rona Howarda. W tym wypadku poczta pantoflowa zadziałała i u nas – „Kod…” plasuje się czołówce hitów księgarskich, sprzedano już ok. 50 tys.
Dla tych, których wirus „Kodu…” jeszcze nie dosięgnął, skrót fabuły: Robert Langdon, słynny naukowiec z Harvardu zajmujący się tematyką symboli, zostaje w środku nocy wezwany do Luwru, aby rozszyfrować zagadkę śmierci kustosza muzeum. Szereg precyzyjnych łamigłówek, wiążących się m.in. z dziełami Leonarda da Vinci, prowadzi do rozwikłania jeszcze większej zagadki tajemnego stowarzyszenia Zakonu Syjonu, który strzeże sekretu Świętego Graala. Dodajmy jeszcze, że Langdon jest profesorem o aparycji Indiany Jonesa, ma na rozwiązanie zagadki 24 godziny, towarzyszy mu urodziwa wnuczka kustosza, specjalistka od tajnych kodów i szyfrów, a oboje są ścigani pod zarzutem zamordowania jej dziadka. Słowem, zrealizowany bardzo umiejętnie przepis na trzymający w napięciu thriller. Ale „Kod…” to także jedna z najbardziej kontrowersyjnych książek tego roku. Na Zachodzie ukazał się już tuzin publikacji dyskredytujących teorie snute przez autora. Brown przedstawia w niej bowiem Kościół katolicki, a szczególnie organizację Opus Dei, w nie najlepszym świetle, główna oś fabuły koncentruje się zaś wokół teorii, jakoby Świętym Graalem była Maria Magdalena, żona Jezusa, która po jego ukrzyżowaniu uciekła do Francji z ich córką Sarą. Brown, wychowany w chrześcijańskim domu, twierdzi, że ta teoria w żaden sposób nie podważa piękna przesłania Chrystusa. – Religia ma jednego wroga: apatię – twierdzi pisarz. – Kontrowersje i debata są dla religii bardzo zdrowe.
Krytycy wytykają mu nieścisłości – paryskie budowle rzeczywiście istnieją, ale trasy pokonywane między nimi przez bohaterów nie mają sensu, Harvard w ogóle nie ma profesora zajmującego się symbolami, a Opus Dei nie zatrudnia mnichów albinosów jako zabójców na tropie nieprawomyślnych szyfrantów i historyków. Polski wydawca zabezpieczył się, publikując posłowie uspokajające, że nie wszystko jest tu prawdą. Dlaczego? Bo rzesze czytelników święcie wierzą w każde słowo i kwestionują własną wiarę. W wielu londyńskich księgarniach książki Browna zajmują osobny regał wraz z kilkoma tytułami, którymi się inspirował, a które traktują o templariuszach, Świętym Graalu i Marii Magdalenie. Autor przyznał niedawno, że wycofał się z najbardziej kontrowersyjnego wątku swojej książki – doszedł do wniosku, że teoria o tym, iż Jezus przeżył ukrzyżowanie, ma zbyt kruche podstawy. W tym kontekście ciekawostką jest niemiecki tytuł hitu „Sakrileg”, czyli „Świętokradztwo”. Debata oczywiście tylko zwiększa zainteresowanie książką, a Brown idzie za ciosem i pracuje nad sequelem – tym razem o masonach.

Autystyczny detektyw

– Wszyscy lubimy tajemnice – tłumaczy swój oszałamiający sukces Dan Brown. Jednak jeszcze lepszym patentem na miliony sprzedanych książek jest… oryginalność. Nikt przed Joanne K. Rowling nie wpadł na pomysł uczynienia bohaterem sympatycznego małego czarodzieja, doświadczanego przez życie w świecie magicznym, ale bardzo podobnym do naszego. „Harry Potter i zakon Feniksa”, piąta część serii, to najszybciej sprzedająca się książka w historii, rok po premierze nadal można ją znaleźć na listach hitów w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy we Włoszech. Nikt też przed Markiem Haddonem nie wymyślił historii opowiadanej z perspektywy autystycznego chłopca, matematycznego geniusza, który nienawidzi ludzkiego dotyku i metafor, ponieważ kłamią.
Haddon nie jest nowicjuszem, ma na swoim koncie 15 książek dla dzieci. Ta jest pierwszą pisaną z myślą także o dorosłych. Jak się okazało, słusznie. To historia o tym, jak niewiele dzieli nas od tych, od których odwracamy się na ulicy, o tym, że trzeba zaakceptować fakt, iż każde życie jest ciasne, a ucieczką może być tylko pokochanie siebie i świata, w którym żyjemy.
Sukcesu „Dziwnego przypadku…” nie da się wytłumaczyć nagłym zainteresowaniem mistycznymi i magicznymi historiami w stechnicyzowanym świecie. Co więc znajdują w niej dorośli? Haddon wykorzystuje niewinność narratora jako sposób pokazania emocjonalnych i moralnych zawirowań w życiu dorosłych, którzy go otaczają. Pozwala laikom zrozumieć, co się dzieje w głowie takiego dziecka, które daje sobie radę z faktami, ale nie potrafi rozsądzić, które są najważniejsze, a emocje powodują tylko jego zakłopotanie. Zwracają uwagę przejmujące fragmenty: gdy Christopher czyta listy matki albo tłumaczy, dlaczego nagle zaczyna jęczeć – jęk jest dla niego swego rodzaju schronieniem, niczego się nie boi, bo słyszy tylko ten dźwięk. Wbrew deklaracjom, że „to nie będzie zabawna książka”, ponieważ narrator nie rozumie dowcipów, powieść jest przesycona humorem i świetnie się ją czyta.
W Wielkiej Brytanii sukces przyszedł stopniowo, czy u nas może być podobnie? Piąta część „Harry’ego Pottera” osiągnęła pół miliona sprzedanych egzemplarzy. A przecież początkowo książki J.K. Rowling źle się u nas sprzedawały, a publicyści formułowali teorie, że polskie dzieci wolą rodzime Sierotki Marysie, więc kto wie…

Wydanie: 35/2004

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy