Co decyduje o wyniku wyborów prezydenckich w Polsce?

Co decyduje o wyniku wyborów prezydenckich w Polsce?

Donald Tusk, kandydat PO
O wynikach ostatecznie decydują wyborcy. Na pewno nie sondaże, bo gdyby tak było, to już dawno strzelałyby u nas korki od szampana. Nie decydują też różne chwyty naszych konkurentów, którym jesteśmy poddawani w toku kampanii. Wyborców cechuje otwartość, a ja wierzę, że takie wybory wygram.

Lech Kaczyński, kandydat PiS
To jest wojna wizerunkowa. Kandydat, który pokaże się od najlepszej strony, będzie miał lepszy wynik. Nie chodzi tutaj o próby celnego uderzenia w wizerunek przeciwnika, ale to, jaki wizerunek najsilniej zapadnie w pamięć wyborców. Czy taki wizerunek odpowiada rzeczywistości, to już zupełnie inna sprawa. Ważne, by wyborcy uwierzyli. Wolałbym, aby było inaczej, by o wynikach decydowały inne czynniki, ale tak niestety jest.

Marek Borowski, kandydat SdPl
Niestety, dostrzegamy, że w coraz większym stopniu decydują o tym sondaże, instytuty opinii zaś wyrastają na tzw. piątą władzę. Skoro mogły one swoimi wynikami odebrać szanse takiej partii jak SdPl, to samo może dotyczyć wyborów prezydenckich. Naszym zdaniem, warto powrócić do stosowanej przed kilku laty zasady w ordynacji wyborczej, że na dwa tygodnie przed wyborami nie publikuje się wyników sondaży, bo wyborcy bardziej kierują się takimi szacunkowymi wynikami niż własnymi poglądami wynikającymi z oceny programów wyborczych partii czy kandydatów. O wynikach wyborów decyduje też w sporej mierze IV władza, czyli media, a my od pewnego czasu nie możemy się doprosić udziału w debacie politycznej. Media z góry dzielą kandydatów na słabych, średnich i mocnych i w ten sposób układają plan debat. Wiemy np., że zaplanowane już spotkanie moje z Lechem Kaczyńskim w programie Moniki Olejnik zostało zdjęte z ekranu. Obserwujemy z niepokojem, jak media i instytuty badania opinii prowadzą własną politykę promowania określonych kandydatów. Jeśli taka praktyka się umocni, to za parę lat do wyborów przystępować będą nie politycy i ich partie, lecz koncerny prasowe, domy medialne i instytuty badania opinii.

Andrzej Lepper, kandydat Samoobrony
Dwie sprawy: dostęp do mediów i sondaże. Oczywiście, pieniądze także. Nie są wcale ważne programy kandydatów ani to, czy są oni przystojni. Najważniejszy jest dostęp. Gdybyśmy policzyli, ile czasu obecne były we wszystkich mediach PiS oraz Platforma, okazałoby się, że Samoobrona miała kilkadziesiąt razy mniejszą szansę na prezentację na antenach radia i telewizji. Jeśli zaś pojawialiśmy się w komentarzach publicystów, to tylko po to, by nas złośliwie wyszydzić. Jednak podstawą są programy informacyjne, bo one mają dużą oglądalność.

Jarosław Kalinowski, kandydat PSL
Decyduje ogólny pozytywny wizerunek kandydata. Musi to być osoba znana, która nie była uwikłana w ostre spory, zwarcia, ale raczej nie z pierwszej linii, bo tym pamięta się różne sytuacje. W polskich realiach decydują też pieniądze oraz firmy zajmujące się marketingiem i kreowaniem wizerunku. Decydują też media, a my mamy jeszcze przy tych wyborach do czynienia z czymś, nad czym nie powinno się przechodzić do porządku dziennego. Telewizja publiczna prezentuje sondaże różnego typu i tym bombarduje wyborców, nie po to, by informować, ale by kształtować ich zachowania wyborcze. Telewizja spełnia tutaj niechlubną rolę cenzora. Kiedyś cenzura była na ul. Mysiej w Warszawie, teraz jest na ul. Woronicza i przykładów na poparcie tej tezy można podać bardzo dużo. Gdzie autorytet wolnych mediów, gdzie demokracja, gdzie wolności obywatelskie? Demokracja to m.in. wolne media. Czy one rzeczywiście są wolne? O to zapytałbym kierownictwo telewizji publicznej.

Henryka Bochniarz, kandydatka Partii Demokratycznej
W tym roku nałożyły się kampania parlamentarna i prezydencka i wyborcom trudno niekiedy odróżnić, czy mówimy o programach partii, czy programach kandydatów na stanowisko głowy państwa. Choć inne są zadania prezydenta, a inne partii, to jednak nałożenie się kampanii sprawiło, że wynik z wyborów parlamentarnych automatycznie przenosi się na kampanię prezydencką. Zwycięzcy w jednych wyborach okazali się liderami wyborów kolejnych. To źle, bo znaleźliśmy się w kleszczach. Decyzje podjęto już wcześniej, a teraz może być najwyżej wybieranie mniejszego zła. Media nie powinny w żadnej kampanii wyznaczać tych, którzy naprawdę się liczą, i eliminować pozostałych uczestników w jednych i drugich wyborach.

Janusz Korwin-Mikke, kandydat UPR
Z reguły decydują służby bezpieczeństwa i cała ta, opisana już przez Milovana Djilasa, „nowa klasa”, która składa się z ludzi bezpieki, części polityków i masonerii. To oni mają wpływ na obsadę najważniejszych stanowisk np. w bankach czy mediach. Dzięki temu udało się tej nowej klasie ograniczyć suwerenność państwa. To dlatego nie ma już normalnego państwa w Europie.

Wojciech Szalkiewicz, konsultant i wykładowca marketingu politycznego, autor książki „Kandydat, czyli jak wygrać wybory”
Sytuacja się zmienia, bo po sukcesach Tuska w kampanii, która była dobrze zrobiona, kosztowała dużo wysiłku i pieniędzy, zaczął się spadek. Kaczyński jest teraz aktywniejszy w komunikacji medialnej, stawia pytania, atakuje, a postawiony do narożnika Tusk broni się i nie potrafi odwrócić sytuacji. Platformie słabiej idzie powielanie kampanii reklamowej, a PiS sporo się nauczyło. O wyniku wyborczym zdecyduje komunikacja społeczna, czyli obraz, jaki obaj kandydaci sprzedają w mediach. To klucz do sukcesu, po to się robi liczne konferencje, pisze listy, wygłasza oświadczenia, by zaistnieć, być jak najczęściej, bo media to kanał dotarcia do wyborców. Teraz jesteśmy na etapie atakowania za pośrednictwem zdarzeń medialnych. Według mnie, Tusk jest na straconej pozycji. Choć ma jeszcze dużą przewagę, ok. 10%, ale jedna teczka może go załatwić. Mamy do czynienia z „dziobaniem” się Kaczki z Donaldem. Kaczor jest lepszy. Badania pokazują, że jedna trzecia wyborców decyduje się w przeddzień wyborów lub na kilka godzin przed wrzuceniem głosu. Elektoraty sztywne PO i PiS też mają po 30%. Zwycięstwo odniesie ten, komu w ostatniej chwili uda się przeciągnąć na swoją stronę 10% niezdecydowanych. Najważniejsze jest wykreowanie nagonki medialnej.

Dr Marek Mazur, marketing polityczny, Uniwersytet Śląski
Na decyzje wyborcze wpływ mają przynależność partyjna, program kandydata i postawa względem kandydata. Najważniejszy jest wizerunek w kampanii i emocje, jakie budzi kandydat, co wyborcy o nim wiedzą, co czują. Wizerunek Tuska odpowiada najszerszej publiczności i ten kandydat ma największe szanse na zwycięstwo. Musi to być polityk sympatyczny, dobrze nastawiony do ludzi i odpowiedzialny, z zasadami, czym będzie się różnił od innych polityków kojarzonych z aferami i przekrętami. Lechowi Kaczyńskiemu jego ciekawe, ale nieudane zabiegi marketingowe nie pozwolą na zwycięstwo z powodu negatywnego elektoratu. Wielu go nie lubi, boi się go. W II turze dojdzie do głosowania taktycznego, przeciwko Kaczyńskiemu, bo część wyborców będzie nie tyle za Tuskiem, ile przeciwko Kaczyńskiemu, tak samo jak w wyborach prezydenckich w 1995 r., kiedy wielu było przeciwko Wałęsie, a nie za Kwaśniewskim.

Notował Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 41/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy