Czarnecki, czyli żenada w Tokio

Czarnecki, czyli żenada w Tokio

Płaczący po spotkaniu z Francją siatkarze. I zadowolona gęba Ryszarda Czarneckiego na widowni w Tokio. Tak symbolicznie rozjechała się polska siatkówka. Żadna drużyna na świecie nie udźwignie takiego balastu jak Czarnecki. Bezczelnie żeruje na sukcesach siatkarzy, ale też na podatnikach, którzy sfinansowali mu eskapadę do Japonii. Poleciał, bo chciał się ogrzać w blasku złotego medalu. A przyniósł Polakom porażkę w ćwierćfinale. Nie było więc lansiku. Był hucpiarz niszczący wszystko, do czego się weźmie. Na szczęście tym razem nie wyłudził unijnej kasy na kilometrówkach za jazdę do Tokio autkiem, przez Syberię. Że też kogoś takiego znoszą w PKOl i Polskim Związku Piłki Siatkowej.

 

Wydanie: 33/2021

Kategorie: Przebłyski, Z dnia na dzień

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy