Czasami krzyczę

Czasami krzyczę

Teresa Torańska lubiła autoryzację rozmów z politykami, bo jak na dłoni widziała, co chcieli przed nią ukryć albo gdzie konfabulowali Zapytana w Radiu TOK FM, czy wali pięścią w stół, kiedy rozmówca chce coś wykreślić, odpowiedziała Tochmanowi: „Nie, ale czasami krzyczę”. Do legendy przeszła jej autoryzacja wywiadu z gen. Jaruzelskim. Koledzy w „Gazecie” podsłuchali, jak mówi do niego przez telefon: „Co? Dygocik, panie generale? Dygocik?”. W jej archiwum widziałem wiele kolejnych wersji wywiadu z Jaruzelskim, na każdej kolejnej nowe poprawki. Mówiła, że na siebie krzyczeli. W końcu powiedziała, żeby się nie przejmował, bo z generałami też da sobie radę. „Ale ja muszę – słyszę wahanie. – Nic pan nie musi! Już postanowione – przerwałam. – Myślał pan tak? – Myślałem, ale… – ciągnie. To ja na niego: Niech pan będzie sobą! Co pan sobie maskę zakłada? Powiedział pan. Tak czy nie? – Powiedziałem – mówi” („Ja, My, Oni”). Maria Zmarz-Koczanowicz zapamiętała, że kiedy w 2001 r. montowały z Teresą film „Noc z generałem” w budynku dawnej Wytwórni Filmowej Wojska Polskiego „Czołówka”, nagle zadzwonił ktoś z gabinetu prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego, na której zlecenie produkowano film. Generał Jaruzelski przypomniał sobie, że wypowiedział się nieprzychylnie na temat Stanisława Kani, więc zadzwonił do Kwiatkowskiego, z którego ojcem się przyjaźnił, aby to z filmu usunąć. – Tereska się wściekła. Natychmiast zadzwoniła do Jaruzelskiego. Mówiła: Jak to, panie generale?! Tak to pan do mnie wydzwania, a jak ma pan uwagi, to dzwoni pan do telewizji?! W końcu wycięłyśmy to zdanie, generał zapowiedział, że przyjedzie do montażowni sprawdzić. Teresa wściekle paliła papierosy. Powtarzała: Niech mi teraz, od razu, podpisze zgodę i żadnych więcej zmian. Nie wypuszczę go, jak nie podpisze! Przyjechał w towarzystwie BOR-owca, Teresa była dla niego niemiła do końca wizyty. Było nerwowo. Chyba nawet jej obiecał, że to odkręci, że nie zgłosi zastrzeżeń. Obejrzał i zapytał BOR-owca, czy mu się podoba. Próbował rozładować sytuację. Tłumaczył Teresie: pani to zrozumie… Kiedy tak walczył o jedno słowo, zrozumiałam, że nie od parady był generałem. W rozmowach sprawiał wrażenie ciepłego wujka z kindersztubą, człowieka z towarzystwa, który nie będzie o nic walczył, wkraczając w cudze kompetencje, i nagle okazało się, że jest nieugięty. Zadzwonić do szefa telewizji w sprawie jednego skreślenia? Przecież nie był już postacią pierwszoplanową, a my robiłyśmy mały film dokumentalny. Doszło do podpisywania zgody na wykorzystanie wizerunku, w grę wchodziły jakieś pieniądze, w każdym razie generał miał podać numer konta. Powiedział, że go nie zna. – Jak to pan nie zna swojego numeru konta? – pytała. Generał odpowiedział, że nie musi, bo żona za niego wszystko załatwia. – To jak pan w ogóle żyje?! Jak pan idzie do toalety, to pan nie ma przy sobie złotówki?! – Nigdy nie noszę przy sobie pieniędzy – odpowiedział. Teresa nie wstydziła się o takie sprawy pytać, to ją naprawdę interesowało, bo pokazywało generała jako oderwanego od rzeczywistości. Jest jeszcze jedna scena, którą generał kazał wyciąć. Nakręciliśmy, jak przy wejściu BOR-owcy sprawdzali nam dowody osobiste. To przecież normalne, bo wchodziłyśmy do byłego prezydenta. Ale Jaruzelski wiedział, że jest w tym kontekst stanu wojennego. Poprosił, żeby tego nie było w filmie. Teresa powtarzała, że lubi autoryzację, że wzbogaca rozmowę o portret psychologiczny jej rozmówcy. Traktowała ją jako ostatni akt odsłaniania się. Mówiła Tochmanowi: „Jest coś takiego jak odpowiedzialność za słowo pisane. Bo tak człowiek może sobie powiedzieć to, tamto, owo, ale jak zobaczy napisane, to przywiązuje do tego większą wagę i przypomina mu się szczegół, który pominął lub zapomniał”. Mnie mówiła, że autoryzacja jest jak zdejmowanie majtek. Mariusz Szczygieł zaprosił Teresę do prowadzenia zajęć z wywiadu w Polskiej Szkole Reportażu. Mówi, że studenci oniemieli, bo po wszystkim, co słyszeli o pracy Kapuścińskiego, Teresa mówiła, że wywiad się pisze, więc nie musi on wyglądać tak, jak w rzeczywistości: Wywiad był dla niej jak scenariusz, jakby realizowała odwróconą ideę platońską. Drukowała ideę wywiadu. Pracowała nad jego kreacją. Przestawiała fragmenty, montowała go jak film. Pamiętam, jak pisała wywiad z Jerzym Urbanem, ciągle coś nie grało. W końcu Małgosia Szejnert podsunęła pomysł, żeby zaczęła od 13 grudnia. Teresa natychmiast „przemontowała”

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2017, 52/2017

Kategorie: Sylwetki