Czerwony alert dla szkół

Czerwony alert dla szkół

Chaos, panika, improwizacja – nowym rokiem szkolnym nie martwi się tylko minister

1. HEJT
„Szmato, sprzedałaś się, k…”, czytała o sobie na Facebooku (który nie zareagował na falę hejtu) przez dwa wieczory, gdy w artykule opublikowanym na jednym z popularnych portali internetowych powiedziała, co myśli o powrocie do szkół w proponowanej przez MEN formule. Niestety, podała swoje imię i nazwisko. Zawsze podaje, jest odważna, znana i uznana, ekspert w dziedzinie edukacji, laureatka wielu tytułów nauczycielskich. Wydawało się też, że jest szanowana i lubiana. – Zaszczuli mnie – mówi teraz, połykając łzy. – Nie chcę już się wypowiadać, nie przeżyję drugiego takiego ataku. Na drzwiach mojego gabinetu wisiała kartka, że mam się wziąć do roboty, że chciałabym debili wychowywać. Dostałam też groźby: przestań wypowiadać swoje mądrości, bo pożałujesz. Może za kilka miesięcy znajdę w sobie siłę, by zabrać głos publicznie…

Nauczyciele. Jest ich 512 tys., a uczniów mają niemal 5 mln. Leją się na nich kubły społecznego hejtu, przy czym pomyj starannie dolewa resort edukacji. Nawet po 14 miesiącach od strajku w kwietniu ub.r. są „winni”, że w tym roku co czwarty maturzysta oblał egzamin dojrzałości. Strajk wypomina im się na każdym kroku. Jak śmieli podnieść głowy i zawalczyć o swoją godność? Niemal całe środowisko wyszło z tego strajku potrzaskane moralnie i psychicznie. – Coś w nas pękło – mówili. – Ale już się podnosimy.

Byli załamani. Zapewnili, że pasjonaci będą się starali utrzymać w zawodzie, ale z towarzyszącym im poczuciem wielkiego żalu, wynikającym z pogardy i nienawiści, jaką im okazano. Nauczycielki w małych miejscowościach były wyzywane, opluwane, w sklepach odmawiano im sprzedawania towarów.

W lipcu pisowski wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki mówił, że polska szkoła nie znajduje się jeszcze na poziomie, jakiego życzyłaby sobie jego partia. Że młodzi, którzy przejdą edukację zgodną z poglądami Prawa i Sprawiedliwości, chętniej będą na to ugrupowanie głosować.

Echem odbiła się też majowa wypowiedź ministra rolnictwa Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Pytany w RMF FM, dlaczego pracownicy sezonowi z zagranicy będą badani na obecność koronawirusa, a nauczyciele czy lekarze na takie testy liczyć nie mogą, odpowiedział, żeby nauczyciele pomogli rolnikom w zbiorach truskawek. Faktem jest, że wielu mogłoby w ten sposób zarobić znacznie więcej niż przy tablicy.

Co na to minister edukacji, teoretycznie pierwszy nauczyciel? Odwraca się plecami do nich i do całego środowiska oświatowego. Jest tylko politykiem i tylko urzędnikiem. Oni oczekiwaliby, by był jednym z nich.

2. LĘK
Część boi się rozpoczęcia roku szkolnego, zwłaszcza ci z grup ryzyka. Nie pomaga im nieustanny chaos informacyjny generowany przez ministerstwo. Kiedy już byli gotowi na edukację hybrydową, kiedy byli w stanie znów zarywać noce, żeby to przygotować, okazało się, że nawet w powiatach czerwonych słychać „nie” dla takiej formy nauczania. Sanepid z Rybnika w odpowiedzi na wniosek burmistrza miasta i gminy Czerwionka-Leszczyny o naukę zdalną lub hybrydową odpisał: „Zgodnie z decyzją MEN, rozpoczęcie nowego roku szkolnego odbędzie się w trybie stacjonarnym”; „Powiat uznany za żółty lub czerwony nie jest czynnikiem decydującym o ograniczeniu nauczania stacjonarnego i nie determinuje zamknięcia szkół”. Internauta tak podsumowuje tę sytuację: „Szefowie powiatowych sanepidów mogą wyłączyć z nauki całe gminy, ale co z opieką nad dziećmi, które muszą zostać w domu, kto ma za nią zapłacić?”. Ot co!

Od marca MEN nie zrobiło nic, by poprawić złe warunki nauki w wielu szkołach, gdzie uczniowie siedzą sobie na głowie z powodu ciasnoty (podwójny rocznik w szkołach ponadpodstawowych, przeładowane podstawówki). To stwarza zagrożenie nie tylko rozprzestrzenianiem się COVID-19, ale też sezonowej grypy czy wszawicy. Minister Piontkowski działa jednak konsekwentnie według strategii: ruszamy 1 września po linii najmniejszego oporu, dokładamy płyn do dezynfekcji i spoty reklamowe, a za miesiąc zamknie się przeludnione szkoły jednym ruchem. Pewnie zresztą będzie to decyzja innego już ministra. A nauczyciele? Niech się boją, niech wietrzą sale, każą dzieciom myć rączki, niech myślą wespół z dyrektorem, jak dzielić klasy…

3. WSTYD
Są zniesmaczeni, wstydzą się za tych, którzy ich reprezentują, za kuratorów wybieranych jedynie według klucza politycznego, nie według umiejętności ani wykształcenia. Ci politycznie usłużni urzędnicy sprawujący kontrolę nad nimi i dyrektorami nie mają litości. Z ich nakazu nauczyciele musieli wypełniać przez cały okres edukacji zdalnej tony kwestionariuszy, by udowodnić, że pracują, że nie są wielbłądami, że… Kuratorzy w zamian „pięknie” ich reprezentują, zaliczając wpadkę za wpadką. Na przykład Grzegorz Wierzchowski, kurator łódzki, 22 sierpnia odwołany przez ministra edukacji na wniosek wojewody. Mobbingował ludzi, po chamsku zwalniał, ma z tego powodu kilka procesów, o czym można przeczytać choćby w postach łódzkiej nauczycielskiej Solidarności. Po czym na koniec swoich harców pognał do „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam i Radiu Maryja, gdzie zaatakował środowiska LGBT.

Z medialnych popisów słynie również Barbara Nowak, małopolska kurator oświaty. Oświadczyła np., że „masturbacja jest niezgodna z polskim prawem”. Silnie dbając o morale uczniów wraz z wojewodą małopolskim Piotrem Ćwikiem, nie dopuściła, by krakowska młodzież miała rzetelną edukację seksualną. Oburzyła się, że w Gdańsku władze finansują program „Zdrovve Love”. „Środowiska LGBT wiedzą doskonale, że ich programy są niezgodne z podstawami programowymi w szkołach i z prawem polskim. Ukrywają ideologiczne genderowe treści pod hasłami programów prozdrowotnych. Kłamią, oszukują i deprawują. Nie macie tego dosyć? Informujmy się! Działajmy!”, pisała w mediach społecznościowych. Na to od razu zareagował Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, przypominając wcześniejsze wyskoki pani kurator i nawołując, by odsunąć ją od „pełnienia jakichkolwiek funkcji w oświacie. Chrońmy dzieci przed niekompetentnymi urzędnikami!”.

4. ZMĘCZENIE
– Czy więc tak trudno zrozumieć, dlaczego nauczyciele są zawiedzeni, a raczej dlaczego niczemu już się nie dziwią? – pyta retorycznie Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. – Zdalna edukacja nie była pracą naturalną. I ta wzmożona kontrola kuratorów! Nauczyciele są więc zdemotywowani, zniesmaczeni, bez radości pracy. Będą robić to, co potrafią, ale bez entuzjazmu. Emeryci i ci, którzy mają prawo do jakichkolwiek świadczeń, chcą odejść z pracy. Brak wyrazistego przywództwa nie pomaga. Idzie za tym brak odpowiedzialności, strategii, nijakość. Ludzie nie wierzą własnemu ministrowi. Sami niosą tę polską edukację, nie znajdując odpowiedzi, dlaczego trzeba to robić. Łatwo jest nauczyć bezczynności i bierności, braku kreatywności. Już widać, że najlepsi uciekną z tego zawodu. Dobrze, że mają fajnych liderów lokalnych, czasem fajnych dyrektorów. Platformy edukacyjne są rozwijane tam, gdzie jest silne lokalne przywództwo. Dyrektorom nie starcza już sił na rozwój placówki, byle spełnić wytyczne sanepidu. Nawet w czasie wojny, nawet w biedzie edukacja ciągnęła uczniów, była szanowana – podsumowuje gorzko Pleśniar.

– Wypalenie w normalnych, naturalnych warunkach nie nastąpiłoby tak szybko i w takim natężeniu, jakie obserwujemy – dodaje Przemysław Staroń, psycholog, Nauczyciel Roku 2018, pracujący w II LO w Sopocie, który znalazł się wśród 50 finalistów prestiżowego międzynarodowego konkursu Global Teacher Prize. – Nawet jeśli nauczyciele nie przyznają się do kryzysu psychologicznego, nawet jeśli próbują sobie dawać radę, za jakiś czas zapłacą zdrowiem psychicznym i fizycznym. A zmęczony organizm tym bardziej będzie podatny na wirusy. COVID-19 niesie lęk globalny. Każdy z nas boi się jesiennego lockdownu. Niepokój nauczycieli wzmaga podejście MEN do pandemii: jakoś to będzie, jak się pojawią zakażenia, najwyżej szkoły się zamknie. To kompletny brak przygotowania, na zasadzie: stłuczmy termometr, a gorączka zniknie. Nie zniknie! Najlepiej byłoby, żeby drugiej kwarantanny nie było, ale myślenie życzeniowe ma się nijak do rzeczywistości, dlatego trzeba być na taką ewentualność przygotowanym – konkluduje Staroń.

5. ZASTANAWIANIE SIĘ
Warszawscy dyrektorzy mają uświadomić nauczycielom, że „podstawa programowa to jeden z instrumentów wspierania rozwoju dzieci i młodzieży, a nie główny cel edukacji”. „Zastanówcie się wspólnie nad możliwościami elastycznego podejścia i przeprowadźcie ocenę rzeczywistych strat w realizacji podstawy programowej z poszczególnych przedmiotów. Taka analiza będzie szczególnie ważna w kształceniu zawodowym”, czytamy w stołecznych wytycznych.

Dyrektorzy wraz z nauczycielami mają „wyodrębnić niezrealizowane efekty nauczania” i tak przebudować programy, aby zrealizować je w kolejnych latach. Ciekawe, co na to Centralna Komisja Egzaminacyjna. Czy uwzględni ową „elastyczność”, układając arkusze egzaminacyjne na przyszły rok, by nie powtórzył się
dramat maturzystów?

– Od marca do czerwca nie mieliśmy dostępu do laboratoriów ani specjalistycznego sprzętu, nie mogliśmy zrealizować podstawy programowej – mówi Mariusz Zyngier ze szkoły w Połańcu, najlepszy nauczyciel przedmiotów zawodowych w Ogólnopolskim Konkursie Nauczyciel Roku 2004 i finalista Global Teacher Prize 2017. – Był to czas podsumowań i powtórzeń, co może zaprocentować na egzaminie zawodowym. Jeśli nie wrócilibyśmy do szkoły od września, nie wyobrażam sobie, żeby uczniowie ten egzamin zdali. Jesteśmy w stanie nadgonić materiał przy ich ogromnym wysiłku.

Przemysław Staroń: – Odchudzenie podstawy programowej jest konieczne. Odgórne odchudzenie! Młody człowiek nawet w normalnych warunkach wariuje od nadmiaru wiedzy i przebodźcowania, a co dopiero w edukacji zdalnej! Ani nauczycieli, ani uczniów nie uczymy psychologicznych sposobów zmniejszania napięcia. Jakbyśmy zapomnieli, że chroniczny stres osłabia układ odpornościowy.

Tymczasem według ministra edukacji pierwsze tygodnie nowego roku szkolnego nauczyciele powinni poświęcić na powtórzenie materiału z kwarantanny. MEN wystąpiło do ministra finansów i premiera o dodatkowe środki na zajęcia wyrównawcze.

W „Sygnałach dnia” w radiowej Jedynce Dariusz Piontkowski ocenił, że edukacja zdalna nie jest tak samo efektywna jak edukacja stacjonarna: „Nauczanie na odległość było wyjściem awaryjnym, kiedy pojawiła się pandemia i zmuszeni byliśmy do zamknięcia szkół. Nie chcąc doprowadzić do tego, żeby młodzież po prostu miała wolne i nie chodziła do szkoły, tak jak przytłaczająca większość krajów Europy i świata zdecydowaliśmy się na kształcenie na odległość. W większości wypadków jest ono mniej efektywne niż standardowy kontakt nauczyciela z uczniem, możliwość dyskusji, rozmowy na lekcji, korygowania na bieżąco tego, co się dzieje. Możliwości dyscyplinowania, mobilizowania uczniów wirtualnie są mniejsze niż przy bezpośrednim kontakcie. Mogło to mieć wpływ na wynik egzaminów”.

6. ZAROBKI
Przemysław Staroń: – Przestałem w tej kwestii czegokolwiek oczekiwać. Przyzwyczaiłem się, że rządzący pogadają, a jak przychodzi co do czego, nic nie mamy, społeczeństwu zaś sączy się komunikat, że nauczyciel powinien pracować za małe pieniądze.

– W szkołach zawodowych szybko dobrze nie będzie, absolwenci uczelni technicznych nie chcą pracować jako nauczyciele. Jeśli mają tytuł inżyniera, muszą poświęcić kilkanaście lat, by dotrzeć do najwyższego stopnia awansu zawodowego. Lata temu zajęło mi to około dwóch lat. Teraz więc głęboko zastanawiałbym się nad pracą w szkole, mimo że ją uwielbiam – mówi Mariusz Zyngier. – Etat nauczyciela przedmiotów zawodowych to 20 godzin, nie 18. Słaliśmy w tej sprawie wiele pism, nikt nam nie odpowiedział. Jesteśmy więc pogodzeni z tym, że godzina naszej pracy jest gorzej wyceniana niż godzina pracy nauczyciela przedmiotów ogólnokształcących. Tyle że często jesteśmy fachowcami najwyższej klasy, a w technikach i szkołach branżowych uczy się 55% młodzieży. Może by tak więc pomyśleć, jak zastąpić starzejącą się kadrę? Już dziś nauczyciele przedmiotów zawodowych ciągną po półtora etatu, bo nie ma kto uczyć. Fajnie, mamy kasę, ale co dalej.

Marek Pleśniar stara się nie jęczeć w mediach, jak to nauczyciele są demotywowani płacami. – Wielu wybiera ten zawód, bo lubi uczyć. Nie zmienia to faktu, że obecnie pensja jest demotywująca. Na razie nauczyciele robią swoje. Jeszcze może nie są wypaleni, ale już na pewno pozbawieni motywacji. Z powodu marnej kasy, oddaleni od kultury, nie kupują książek, co mają przekazywać młodym? Wielu z nich czeka tylko na pomostówki i odejdą z zawodu.

Według ostrożnych szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego w nadchodzącym roku szkolnym ponad 10% kadry osiągnie wiek umożliwiający odejście ze świadczeniami przedemerytalnymi, a ok. 20% osiągnie wiek emerytalny. Jeśli wszyscy z tych przywilejów skorzystają, będziemy się zmagać z niezłym kryzysem kadrowym w oświacie.

Zgodnie z zapowiedziami MEN po podwyżce o 6% nauczyciel stażysta będzie zarabiał 2949 zł brutto, a dyplomowany 4046 zł. W nauczycielskich portfelach będzie więcej o 167-229 zł brutto. Ta „olbrzymia” kasa ma być wypłacona najpóźniej do 30 września br. (z wyrównaniem od 1 września). Wielu samorządom zabraknie na ten cel pieniędzy. Dariusz Piontkowski przyznał, że może też zabraknąć pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli w kolejnych latach.

7. NADZIEJA
Mariusz Zyngier: – Tęsknię za uczniami, cieszę się, że rok szkolny rozpocznie się tradycyjnie, że będziemy mogli się spotkać. Wiem, że to, co mówię, nie spodoba się wielu kolegom i koleżankom, ale naprawdę jestem pozytywnie nastawiony i nie mogę się doczekać powrotu do szkoły. Wierzę, że będzie dobrze, nie zabija mnie lęk przed wirusem. Mam 53 lata i wiele optymizmu. Wspólnie z żoną, również nauczycielką przedmiotów zawodowych, zbudowaliśmy w sobie pozytywne nastawienie. Bo negatywne w niczym nie pomoże. Choć nie wiem do końca, jak bym się zachowywał, gdybym zachorował lub gdyby to spotkało najbliższego kolegę. Wskazania ministerstwa nijak się mają do nauczanych przez nas przedmiotów. Z założenia muszę podejść do ucznia, pokazać, wytłumaczyć. Bezwarunkowo nakażemy im w laboratoriach pracę w maskach i przyłbicach, wewnętrzne wytyczne szkoły będą ostrzejsze niż te rządowe. Mamy nadzieję, że starostwo powiatowe zaakceptuje podział na grupy. Zazdrościmy nauczycielom przedmiotów ogólnokształcących, mają tyle świetnie przygotowanych materiałów, tyle gotowców, my wszystkiego sami szukamy, opracowujemy, ściągamy specjalistyczne programy.

W całej Europie państwa poświęciły czas pandemii na m.in. wyposażanie szkół w zapas maseczek, rękawiczek, płynów do dezynfekcji. W Polsce dopiero po interwencji ZNP resorty edukacji i zdrowia zaoferowały dyrektorom szkół i placówek oświatowych bezpłatny płyn do dezynfekcji oraz maski medyczne dla personelu szkolnego. Tych masek wystarczy średnio na 10 dni nauki szkolnej! Dyrektorzy z Małopolskiego, Podlaskiego, Warmińsko-Mazurskiego i Wielkopolskiego na złożenie zamówienia mieli zaledwie jeden dzień, jeśli chcieli otrzymać płyn i maseczki do 1 września!

„2,5 mln nowych ławek, 2 mln testów dla nauczycieli, 11 mln masek dziennie dla szkół. Tyle że we Włoszech! A co u nas, panie ministrze? To nie może być zadanie dyrektorów szkół! To chodzi o zdrowie i życie uczniów, nauczycieli i pracowników szkół”, apelował 13 sierpnia br. prezes ZNP Sławomir Broniarz.

8. BYĆ SOBĄ
Bogusława Śliwerskiego, profesora pedagogiki, członka Rady Doskonałości Naukowej I kadencji oraz byłego przewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, bulwersuje arogancja władzy, która nie wykazuje żadnego szacunku dla zawodu nauczyciela. – Nauczyciele to kolejna grupa zawodowa do podporządkowania władzy. W dodatku rodzice, którzy nie potrafią, nie mogą lub nie chcą zajmować się dziećmi w pandemii, swoją frustrację też wylewają na nauczycieli. Gubimy w tym wszystkim człowieka – podkreśla profesor.

Jego zdaniem zawód nauczyciela to, po pierwsze, profesjonalizm i mistrzostwo – w skali kraju takich mistrzów jest ok. 27-30%; oni znakomicie radzą sobie ze wszystkim. Widać to szczególnie w edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolnej. Trafiają tam tylko kobiety kochające pracę z małymi dziećmi. I to jest OK. Jedna trzecia to ludzie absolutnie wypaleni, nielubiący swojej pracy, wykonujący ją z przymusu, bo nic innego im w życiu nie wyszło. Są toksyczni, szkodliwi. 40% to dobrzy warsztatowo zawodowcy, ani zbyt zapaleni, ani zbyt wypaleni.

Po drugie, nauczycielstwo to rozgoryczenie wynikające z dysonansu między tym, kim chciało się być, a tym, co rzeczywiście można zrobić. Nauczyciel powinien oddziaływać osobowością, ale czy ktoś w gorsecie absurdów i bzdur biurokratycznych może dzielić się sobą?

Po trzecie, nauczycielstwo to rywalizacja: o miejsce pracy, o jego utrzymanie, o awans zawodowy.

– Większość kadry ma tytuły nauczyciela mianowanego lub dyplomowanego – tłumaczy Śliwerski. – W tej grupie nie brakuje wypalonych. Stażyści i kontraktowi są skazani na walkę o siebie. Ta władza od początku nie ukrywa, że chodzi jej o wymianę elit. Nauczyciel ma być tym, kto właściwie wykonuje swoją robotę ideologiczno-polityczną. Elity trzeba wymienić, by nikt nie pamiętał, jak to jest być wolnym, samodzielnym, kreatywnym. Nowy nauczyciel ma być konformistą. Ten zawód wymaga zaś autonomii. Jeśli nie mam pieniędzy na książki, media, to jak mam się rozwijać, jak mam sobą obdarzać innych? Nie wszyscy mają bogatych partnerów życiowych. Mają za to rodziny i muszą się o nie zatroszczyć. Od 30 lat nauczycielowi nie pozwala się być wolnym – konkluduje prof. Śliwerski.

9. PUENTA
Niech nią będzie niedawna wizyta ministra Piontkowskiego w jego liceum w Białymstoku. Jakie to mogło być rozpoznanie sytuacji w terenie, przygotowania szkół do rozpoczęcia roku? Fajnie jednak było: poklepali się minister z dyrektorem po ramieniu, pouśmiechali. To spotkanie już obrasta memami i satyrą. Bo nauczyciele często w ten sposób rozładowują frustrację, humorem i memami wrzucanymi na Facebooka ratują nadwątloną psychikę. Jak za okupacji satyrą walczono z wrogiem, tak dziś nauczyciele bronią się nią przed arogancją i głupotą władzy.

Fot. Robert Stachnik/REPORTER

Wydanie: 36/2020

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy