Człowiek z rybą

Człowiek z rybą

To dla mnie pozer i cham, co się rozpycha łokciami. Jego ryba to rekin ludojad

Dwa srebrne łuki zbiegają się u jednego końca, krzyżują i rozchodzą u drugiego, tworząc graficzny symbol ryby. Piękny w prostocie, elegancki, często widnieje na karoserii samochodów. W zamyśle właścicieli aut ryba nie jest zwykłą ozdobą, ale ważną deklaracją ideową. Chrześcijańską obietnicą miłości bliźniego, empatii, życzliwości, pomocy, prawości i wzorowej postawy na drodze.

Właśnie jeden taki wyprzedza mnie na podwójnej ciągłej i pod górę. Dalej jest skrzyżowanie lokalnych, rzadko używanych dróg, ale akurat ktoś tam, pewny swobody lewego pasa, usiłuje włączyć się do ruchu. Kierowca katolik ostro skręca na prawo, wciska się przede mnie i zmusza do gwałtownego hamowania. Ryba błyska do mnie grzbietem: Ja tu jestem królową szos, z drogi, leszcze!

Inny Polak katolik wpycha się na skrzyżowanie, chociaż widać z daleka, że nie ma szans, by z niego zjechać przed zmianą świateł, ruch jest za duży. Kierowca w pułapce sygnalizatora może zrobić tylko jedno – zatarasować przejście dla pieszych. Ludzie odstali już swoje w huku i truciźnie spalin, ale iść nie mogą, a przynajmniej nie bez lawirowania. Codziennie to samo, rano śpieszę do pracy, a przejście zamyka mi jakiś człowiek z rybą. Ryba błyska brzuchem: I co mi zrobisz, frajerko? Niewiele mogę, omijam pojazd, a w ciasnocie innych ludzi i aut zawsze puknę rybę kantem torby czy końcem parasolki. Ryba pewnie się złości, ale nie wie, kogo opieprzyć w tłumie, nie ma rozeznania, nie ma czasu, bo zaraz zapali się zielone i trzeba będzie szybko wystartować, żeby tylko tego z pasa obok nie wpuścić na zwężeniu drogi.

Rybę wymyślili pierwsi chrześcijanie jako znak rozpoznawczy dla wtajemniczonych w czasach prześladowań. Ryba, starogrecka ichthys, to akrostych, czyli słowo utworzone z początkowych liter innych wyrazów: I – Iesous, Ch – Christos, T – Theou, H – Hyios, S – Soter (Jezus Chrystus Boga Syn Zbawiciel). Ryba symbolizuje chrzest (jej żywiołem jest woda), pokarm chrześcijan (obok wina i chleba obecna na Ostatniej Wieczerzy) i życie – w odróżnieniu od krzyża, symbolu męki i śmierci. Jako symbol jest starsza niż krzyż, który zaczął dominować dopiero w IV w., a współcześnie coraz popularniejsza.

Rybę jako ważny znak przypomniał Sienkiewicz w „Quo vadis” – rysuje ją Ligia przed nieświadomym jej znaczenia Winicjuszem, a potem pretorianin. Dwa szybkie ruchy miecza i na piasku pojawia się przesłanie pomocy i ochrony. Dla chrześcijan ryba powinna być nakazem: bądź dobry, nie krzywdź innych, okaż miłosierdzie, zlituj się.

Piasek i kurz wirują mi nad głową, wciskają się do oczu i ust, odbierają oddech. Jadę rowerem po sennej, zapyziałej drodze, gdzie życie zamiera na długie godziny, ale akurat o tej wybranej przeze mnie jedzie też wypasiony SUV. Żeby zwolnił, żeby zwolnił – powtarzam pod nosem jak mantrę, gdy tylko pojawia się w zasięgu wzroku. Za bryłą auta ciągnie się kłębiasty potwór kurzu. Macham teatralnie ręką i kaszlę, by kierowca zobaczył, jak ten kurz mnie osacza i pożera. Może faktycznie zwolni, ulituje się, ominie szerszym łukiem, może nawet zatrzyma się i poczeka, aż przemknę swoim cichym jednośladem. Gdzie tam, kierowca ślepy i głupi, wyzuty z wyobraźni i miłosierdzia, chyba jeszcze przyśpiesza, grzebiąc mnie w tonach szarożółtego pyłu.

Zerkam na profil kierowcy i… dostrzegam kobietę. Włosy związane gumką, bluzka w kwiatki, z tyłu paroletni dzieciak, pewnie matka wiezie go do babci na wieś, żeby dziecko świeżego powietrza zażyło. Na nierównym szutrze buja się klapa bagażnika, a na niej zakurzona ryba.

Brudna jak chrześcijańskie idee splugawione przez fasadowe gesty i symbole. Zostały tylko znaki bez treści, deklaracje bez pokrycia, pseudowiara zaprzeczająca każdej głębi, fałsz, fałsz, fałsz. Człowiek z rybą to dla mnie pozer i cham, co rozpycha się łokciami, pewny swojej siły płynącej ze wspólnoty takich samych jak on. Jego ryba to rekin ludojad. Może gdzieś są inni, lepsi ludzie z rybą, ale do tych ludożerców wołam słowami Tadeusza Różewicza:

kochani ludożercy
poczekajcie chwilę
nie depczcie słabszych
nie zgrzytajcie zębami

zrozumcie
ludzi jest dużo będzie jeszcze
więcej więc posuńcie się trochę
ustąpcie.

Wydanie: 43/2017

Kategorie: Obserwacje

Komentarze

  1. Edward Szczepanik
    Edward Szczepanik 30 października, 2017, 22:22

    Bez uogólnień! Bez uogólnień! Nie każdemu psu na imię Burek. Czy ci którzy mają zamiast ryby spadochron informują że spuszczają się na ziemię?!

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 20 maja, 2018, 10:05

    Dobry artykuł, mam takie same spostrzeżenia. natomiast innym wielkim problemem jest blokowanie przez katolików części miast w czasie niedzielnych mszy świętych. Straż miejska nie ma wtedy odwagi wlepiać mandatów za parkowanie w miejscach niedozwolonych, zastawianie innych samochodów, wyjazdów z posesji, chodników , prywatnych wykupionych „kopert” , przejazdu dla straży pożarnej itd.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy