Siła dobrego dotyku

Siła dobrego dotyku

Osoby głaskane w dzieciństwie lepiej radzą sobie w życiu dorosłym

Przytulanie, głaskanie, obejmowanie to drobne gesty, ale o wielkiej wadze w naszym życiu. Pragnienie dotyku kogoś, kogo kochamy, towarzyszy nam od niemowlęctwa do późnej starości.
Dotyk i węch to najlepiej rozwinięte zmysły noworodka, pozwalające mu nawiązać kontakt z otaczającym go światem. Głaskanie to pierwsza i niezbędna przyjemność fundowana wcześniakom. Pozbawienie ich tego prowadzi do poważnych zaburzeń w procesie adaptacji do życia. – Już w pierwszym stadium rozwoju człowieka, kiedy dziecko jest maleńkie, odczuwa potrzebę dotyku. To jedna z form zapewnienia poczucia bezpieczeństwa i podstawa do rozwoju więzi z otoczeniem – mówi psycholog dr Elżbieta Ścigała z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.
Dziecko często przytulane rozwija się lepiej zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie, np. szybciej uczy się czytać. Czułości dają poczucie bycia kochanym, uspokajają i wyposażają w siłę do rozwiązywania problemów w życiu dorosłym. W USA w szpitalach pojawiają się wolontariusze (osoby starsze, które nie znoszą nudy emeryckiego życia) delikatnie masujący maluchy pozbawione kontaktu z rodzicami.
O zaletach przytulania naukowcy przekonali się podczas eksperymentów na zwierzętach. W jednym z badań szczurze samice z małymi podzielono na dwie grupy. W pierwszej matki miały bezpośredni kontakt z młodymi, w drugiej szczurzątka były tego kontaktu pozbawione. Okazało się, że szczury dotykane przez matkę miały wykształconą większą tzw. bibliotekę pamięci, czyli część mózgu, która odpowiada za pamięć. Pojemność tej struktury wpływa na proces uczenia się, pośrednio także na inteligencję. Młode, których matka nie tuliła, nie dotykała łapkami czy noskiem, miały nie tylko mniejszą bibliotekę pamięci, ale także wytwarzały większą ilość hormonów stresu.
Podobne eksperymenty przeprowadzono na małpkach. – Małe zamknięte w klatkach z dwoma atrapami udającymi matki zawsze wybierały tę, która była obleczona materiałem, ignorując kukłę drucianą, której dotyk był nieprzyjemny.
Małpki pozbawione możliwości przytulania się wyrastały na osobniki zimne, pozbawione uczuć, a jako matki odrzucały młode. Nie rozwijała się u nich empatia czy podstawy do rozwoju wyższych uczuć – mówi dr Elżbieta Ścigała.
Brytyjscy psychologowie doszli do wniosku, że w roli matki ważniejsze od karmienia są pieszczoty.

Gdy nie ma kto pieścić

Pamięć o bezpieczeństwie i miłości, które zawdzięczamy czułemu dotykowi w okresie niemowlęctwa, zachowuje się do późnych lat życia. Dlatego jako dorośli pragniemy kontaktu fizycznego z tymi, których kochamy. Kiedy się zakochujemy, ręce same wyciągają się do obiektu naszych westchnień, nawet jeśli jeszcze nie mamy pewności, czy uczucie jest odwzajemnione. Dotyk tego, kogo kochamy, to najlepszy sposób na poprawienie sobie humoru.
W pewnym bistro w Bretanii przeprowadzono eksperyment, który miał pokazać reakcje ludzi na dotyk. Okazało się, że klienci, których ramienia dotknęła kelnerka, zostawiali większe napiwki. – To nie jest żaden dziwaczny eksperyment – mówił na łamach “L’Express” Nicolas Guéguen z Uniwersytetu Południowej Bretanii, który prowadził badania. – Prosty gest, pozornie bez znaczenia, stymuluje nasz dobry nastrój. I ma rzeczywisty wpływ na przebieg zdarzeń.
Intymność łagodzi stres, niepewność i lęki, dlatego prawdziwym przekleństwem samotności jest właśnie brak czułości. Często substytutem staje się zwierzątko, które można pogłaskać i wtulić twarz w jego miękką sierść. Niekiedy, by stłumić tęsknotę do kontaktów cielesnych, żyjący w pojedynkę oddają się działalności społecznej, rozwijaniu własnych zainteresowań. Socjologowie zauważają, że coraz częściej single nawiązują przypadkowe kontakty seksualne tylko po to, by ktoś potrzymał ich w objęciach. Następuje więc odwrócenie kolei rzeczy – to nie czułość prowadzi parę do łóżka, ale tęsknota do dotyku sprawia, że decydujemy się na seks.
– W przypadku osób samotnych relacje międzyludzkie stają się często instrumentalne. Uprawia się seks, ale bez zaangażowania emocjonalnego – uważa dr Ścigała z WSPS.
W USA zaczęto organizować spotkania dla tych, którzy rozpaczliwie poszukują kontaktu z drugim człowiekiem. Przychodzący (głównie 30-latki) po prostu wpadali sobie w objęcia, głaskali po głowie, klepali się po plecach. Oczywiście za obopólną zgodą. Inne warunki uczestnictwa to zero seksu, zero golizny. Moda ta zawędrowała nawet do skrępowanych oschłym wychowaniem Niemców.
Desmond Morris, autor “Zachowań intymnych”, przekonuje, że osoby pozbawione kojących kontaktów cielesnych częściej od innych zapadają na drobne dolegliwości. Choroba staje się podświadomym wołaniem o zainteresowanie “zawodowego dotykacza”, jakim jest lekarz. Morris podaje też liczne przykłady gestów związanych z dotykiem, których rolą jest dodanie sobie otuchy. Gdy nagle uświadomimy sobie, że zostawiliśmy włączone żelazko czy garnek na gazie, automatycznie przykładamy dłoń do policzka. Według Morrisa, ten gest to nic innego jak udzielenie sobie błyskawicznej samopociechy w formie przelotnej pieszczoty. Gdy jesteśmy zdenerwowani, a nie ma obok nas partnera, sami ściskamy swoje dłonie. Chwytamy się także w chwilach przygnębienia, depresji, gdy płaczemy. W skrajnych sytuacjach zwłaszcza kobiety oplatają ramiona rękami i przyciskają nogi do klatki piersiowej. To nie tylko przyjęcie pozycji embrionalnej, które zdaniem psychologów przypomina bezpieczne chwile spędzane w łonie matki. Desmond Morris ocenia, że podkurczone nogi są substytutem tułowia wyimaginowanego partnera, przy czym kolana zastępują klatkę piersiową lub barki.

Pragnienie nie gaśnie z wiekiem

Z wiekiem potrzeba czułego dotyku wcale się nie zmniejsza. Ludzie przez całe życie lubią być przytulani i głaskani. Są spragnieni dotyku, bo to wyraz więzi z innymi. Niestety mamy tego nieco mniej. W związku spada temperatura uczuć, większość osób nie potrafi też zdobyć się na gest czułości: pogłaskania ręki żony czy przytulenia się do męża. Część nie potrafi przełamać poczucia wstydu, skrępowania, bo ludzie zaraz powiedzą: “Taki stary, a jeszcze mu figle w głowie”. Zdaniem dr Ścigały, w grę wchodzą też względy kulturowe. – Myślę, że w Polsce nie ma przyzwolenia na to, by starsi ludzie publicznie okazywali sobie bliskość, tulili się do siebie. To nie kwestia psychologii czy biologii, ale stereotypów – argumentuje dr Elżbieta Ścigała.
To, jaki mamy stosunek do dotyku i jak postrzegamy osoby tulące się do siebie, zależy od kulturowych przyzwyczajeń. Widok trzymających się za ręce czy objętych mężczyzn w Europie ma skojarzenia jednoznaczne – z homoseksualizmem. Ale już w Egipcie czy Turcji takie zachowanie jest tylko deklaracją przyjaźni. – Prowadzę badania w Grecji i tam, podobnie jak na Wschodzie, ludzie dotykają się publicznie i jest to traktowane jako coś naturalnego – opowiada prof. Jacek Leoński, socjolog z Uniwersytetu Szczecińskiego.
W Europie za narody najbardziej otwarte na bodźce dotykowe uważa się Włochów, Hiszpanów, Francuzów i Rosjan. Cudzych rąk jak ognia unikają natomiast Anglicy i Niemcy. Do tego stopnia, że nawet uścisk dłoni jest ostatecznością. W 2004 r. przyjaźń angielsko-francuska zawisła na włosku, bo prezydent Jacques Chirac dotknął ramienia królowej Elżbiety II, by wskazać jej kierunek drogi. Ale i niemiecki polityk Erich Honecker przeżywał katusze, gdy wpadał w niedźwiedzi uścisk Breżniewa. Najbardziej niedotykalscy są Azjaci – nawet powitanie przebiega w bezpiecznej odległości, poza zasięgiem rąk.

Dotyk potrafi ranić

Niezależnie od wzorców kultury niektórzy nie znoszą, gdy ktoś wyciąga do nich ręce. Ze wszystkich doznań to właśnie dotykanie jest odbierane najbardziej osobiście. Zdecydowanie nie lubimy więc, gdy robią to ludzie obcy lub przez nas nielubiani. Przypadkowe potrącenie traktujemy jako napaść na naszą sferę prywatności. Dlatego tak bardzo cierpimy w zatłoczonym autobusie, gdzie zawodzą najbardziej wyszukane metody unikania innych. – To naturalna reakcja – uważa dr Elżbieta Ścigała. – Nasza przestrzeń osobista to 15-30 cm. To granica naszego ja. Jej przekroczenie przyjmujemy za wtargnięcie do sfery naszej intymności.
Prof. Leoński dodaje: – Możemy mówić o dwóch rodzajach dotyku. Oprócz tego dobrego, który daje poczucie bezpieczeństwa i zadowolenia, jest jeszcze dotyk niespodziewany, który może być sygnałem ataku. Wyobraźnia zaczyna nam wtedy podpowiadać negatywne scenariusze. Zadajemy sobie pytanie, czy chodzi o molestowanie, czy akt agresji. Jest więc dotyk spodziewany, wręcz oczekiwany i ten niechciany.
To, czy dotyk jest dla nas przyjemnością, czy udręką, zależy od tego, kto nas dotyka.
– Wszystko zależy od emocji, z jakimi kojarzą się dane osoby. Jeśli z pozytywnymi, to oczywiście dotyk jest akceptowany. Do grona tych osób należą najbliżsi: mama, tata, babcia, dzieci, mąż czy żona. Dotykać nie mogą nas jednak osoby, z którymi związane są negatywne emocje, wrogowie, ale też osoby obojętne, obce, a więc stanowiące potencjalne zagrożenie – wymienia prof. Jacek Leoński.
Nie wszystkich (i nie wszędzie) można dotykać. Szef ma przywilej poklepania pracownika po plecach, ale już pracownik nie może odwzajemnić się mu tym samym. Ale i zwierzchnik ma ograniczenia – zdecydowanie lepiej, by jego ręka nie ześlizgiwała się zbyt nisko przy dotykaniu podwładnego (zwłaszcza podwładnej).
Dotykiem możemy przekazać różne treści emocjonalne i swój stosunek do danej osoby. W niektórych sytuacjach dotknięcie mówi więcej niż słowa. Często najbardziej wymownym sposobem na dodanie otuchy jest objęcie kogoś w milczeniu. Stopień wylewności świadczy też o relacjach, jakie łączą witające się osoby. Nieprzypadkowo w środowiskach, w których panuje duża konkurencja i bezwzględna walka o przetrwanie, witający się cmokają w powietrzu, nie dotykając powierzchni skóry.
Czułości potrzebują i kobiety, i mężczyźni, choć niektórym panom przytulanie przychodzi z trudem, bo takie zachowanie uważane jest za przejaw słabości, mazgajstwa, nieumiejętności radzenia sobie i braku samodzielności. Niektórzy nie potrafią też przełamać bariery skrępowania, bo muśnięcie kogoś dłonią coraz częściej jest traktowane jako forma intymnego, czysto erotycznego kontaktu.

Wydanie: 37/2006

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy