Totosplotek

Totosplotek

27 marca br., w radiowych “Sygnałach Dnia”, minister Aldona Kamela-Sowińska, z charakterystycznym dla siebie wyczuciem polszczyzny, zakomunikowała publiczności, iż, cytuję: Jedynym parametrem ministra skarbu jest dostarczyć w tym roku skarbowi państwa zaplanowane 18 miliardów zł z prywatyzacji.
Należy życzyć pani minister powodzenia, ale oby nie okazało się, iż jej działanie spowoduje, że ze skarbu państwa kamień na kamieniu nie zostanie.
Jak na razie wszystko, co dzieje się wokół Totalizatora Sportowego – spółki skarbu państwa, która jeszcze nie tak dawno (w roku 1999) przynosiła
800 mln zł czystego zysku, jest tak bardzo mętne, że tylko zachęca do daleko idących podejrzeń, iż pośród licznych odwołań i nominacji, jest jakieś skrywane przed opinią publiczną drugie dno. Dziennikarze obserwują ów spektakl z coraz większym dystansem, bojąc się zająć wyraźniejsze stanowisko, bo diabli wiedzą, przeciwko komu lub za kim mogliby się niechcący opowiedzieć.
W znacznej mierze z tej przyczyny minister Kameli-Sowińskiej nie bombardowano przesadnie pytaniami, gdy zerwała, uzgodniony przez poprzedni Zarząd Totalizatora Sportowego z firmą GTECH, kontrakt na dalszą, dziesięcioletnią obsługę lottomatów.
Tymczasem, niezależnie od przyświecających pani minister intencji, ósmej loterii świata – bo do takiej pozycji wywindował Totalizator Sportowy poprzednik Władysława Jamrożego, Sławomir Sykucki – grozi, że na jesieni lottomaty staną, a wartko płynący w stronę państwowej kasy strumień z milionami wyschnie.
Już zresztą – bardzo wstępnie, ale jednak – można pokusić się o wyliczenie, ile na “dzień dobry” owo zerwanie kontraktu kosztuje. Wiadomo bowiem, że do tej pory GTECH pobierał od Totalizatora 5,6% od rocznych obrotów. Ustaliłem, że w trakcie negocjacji nowego kontraktu zgodzono się, iż procent ten będzie mniejszy: w okresie od marca do października tego roku, a więc przez ostatnie pół roku obowiązywania starego kontraktu, miało to być 4%, potem przez 10 lat – 3,6%, które schodziłoby do 3,2%. Skoro jednak kontrakt został zerwany, ta umowa nie obowiązuje! Aldona Kamela-Sowińska nie może więc, jak to robi, beztrosko zapewniać publiczności, że nic się nie stało. Stało się – jej decyzja już przynosi straty. Od pierwszego kwietnia zamiast dostawać 4% od obrotów, GTECH nadal pobiera 5,6%. Różnica niby niewielka, ale jeśli przymierzyć ją do ubiegłorocznych obrotów Totalizatora wynioszących 2,3 miliarda zł, to jest to jednak parę groszy, które skarb państwa traci. Co więcej – niezależnie od tego, kiedy zostanie ogłoszony i rozstrzygnięty następny przetarg – żaden na świecie operator lottomatów nie będzie w stanie do października, a więc do dnia, w którym przestanie obowiązywać stary kontrakt z GTECH-em, zamontować nowego systemu. Jeśli więc pani minister nie chce skompromitować się powrotem do ręcznego naklejania banderoli na kupony, musi z GTECH-em się ułożyć i korzystać z systemu, który jest. Już to zresztą zapowiedziała. – Nie ma problemu – powiedziała – przedłużymy kontrakt o rok.
Firma zapewnia, co prawda, że nie chce szkodzić loterii i państwu, ale tak naprawdę nie wiadomo, ile jest w tym zapewnieniu gry wstępnej przed postawieniem warunków. Na miejscu pani minister nie liczyłbym, że GTECH będzie chciał dokładać do interesu i altruistycznie podawać rękę ludziom, którzy zamknęli przed nim ósmy rynek świata. Należy raczej założyć, że jeśli GTECH zostanie jeszcze przez rok na polskim rynku (zamiast spodziewanych kolejnych dziesięciu), to w najlepszym razie za co najmniej 5,6%, a nie tak jak miało być w nowym kontrakcie – za 3,2%. Różnica w wysokości 2,4%, przy obrotach rzędu 2,3 mld zł, w przełożeniu na złotówki wynosi 55,2 mln zł. Około 14 mln dolarów.
I takie są te najprostsze, już dające się oszacować straty, wynikające z unieważnienia przetargu. A przecież minister Kamela-Sowińska nie będzie miała wyjścia, jak tylko przystać na każde inne warunki GTECH-u. To bowiem GTECH jest jedynym właścicielem software’u, czyli programu komputerowego, który steruje całym skomplikowanym procesem zawierania zakładów w systemie “on-line”. Chcąc nie chcąc pani minister będzie musiała przyjąć zasadę “coś za coś”.

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy