Czy kampania prezydencka wpłynęła na przekonania polityczne Polaków?

Czy kampania prezydencka wpłynęła na przekonania polityczne Polaków?

Dr Michał Paziewski, Uniwersytet Szczeciński, propaganda polityczna, techniki wyborcze
Kampania pokazała, jak ogromną rolę odgrywają media, co nawet mogło zrazić, zniechęcić do polityki, bo Polacy ulegli działaniom marketingu politycznego, a nie dowiedzieli się, jak jest naprawdę, jacy ci politycy są. Napieralski rozdawał jabłka, miksował muzykę, ściskał ręce, ale nic nie wiadomo o jego programie. Ludzie czuli, że jest młody, żywotny. W sumie na wyniku zaważyły pozory. Napieralski nie walczył zresztą o prezydenturę, ale o pozycję w partii, promocję swojej osoby i SLD. Gdyby otrzymał wynik jednocyfrowy, byłby skreślony, z wynikiem dwucyfrowym jest ważnym partnerem, z którym trzeba się liczyć. Natomiast w mediach niektórzy eksperci, np. prof. Jadwiga Staniszkis, angażując się politycznie, trochę stracili, bo gdy zechcą być znowu obiektywni i niezależni, przestaną być wiarygodni. Zamiast siedzieć na barykadzie okrakiem, lepiej na nią nie wchodzić. Trochę boli, że ludzie kompetentni i mądrzy, angażując się niepotrzebnie, robią krzywdę nie tylko sobie, ale i nauce.

Dr hab. Stanisław Żerko, historyk i politolog, Instytut Zachodni w Poznaniu
Na zachowania – oczywiście tak, ale nie na przekonania polityczne. Kampanie wyborcze mają wpływ na postawy osób bez wykrystalizowanych przekonań, wahających się do końca, na kogo oddać głos. Nie sądzę, by wyborcy o sprecyzowanych sympatiach ideowych i politycznych oddawali głos pod wpływem tego, co usłyszeli w trakcie kampanii. Pamiętać jednak trzeba, że ugruntowane poglądy polityczne ma w Polsce stosunkowo nieliczna część społeczeństwa. Bardzo dużo Polaków nie interesuje się ani polityką, ani generalnie sprawami publicznymi czy społecznymi. Nie jest to żaden wyraz protestu przeciwko jakości życia publicznego, lecz świadectwo wyjątkowo niskiej kultury zaskakująco dużej części naszego społeczeństwa. A niewątpliwy jest fakt, że ostatnia kampania prezydencka była wyjątkowo marna.

Prof. Krzysztof Gorlach, socjologia polityki, UJ
Nie wierzę specjalnie, aby kampania zmieniła poglądy dużej grupy Polaków. W moim przekonaniu poglądy w tej części elektoratu, która zdecydowała się pójść na wybory i która poszła do II tury, są tak ugruntowane, że raczej nie oczekuję większych zmian.

Dr Mikołaj Cześnik, SWPS, badania wyborcze
Największy wpływ kampania mogła mieć na elektorat lewicowy, który po pierwszej turze stracił swego kandydata i miał do wyboru albo nie iść na wybory, albo poprzeć któregoś z pozostałych. I rzeczywiście PO i PiS zabiegały o tych wyborców, PiS deklarując zmianę w języku, PO przypominając śmierć Barbary Blidy, choć ani jedno, ani drugie nie musiało być szczere.

Prof. Waldemar Tłokiński, komunikacja społeczna, rektor Ateneum-Szkoły Wyższej w Gdańsku
Mechanizm wprzęgania obywatela w wir zainteresowań prezydenckiej kampanii wyborczej to wcale nie droga do umacniania etykiety demokratycznej, ale tylko mediatyzacja, pogoń za newsami, walka o pokazanie wizerunku kandydatów, co wręcz zabija świadomość demokratyczną. Na tle kampanii prezydenckiej nadchodzące wybory samorządowe, o ileż ważniejsze z punktu widzenia społeczności lokalnych, mogą się wydać szare i nieciekawe. Tymczasem obywatelom powinno zależeć, aby w samorządach nie było osób głupich i nieporadnych, bo w ich ręce oddaje się bardzo istotne decyzje, a prezydent z punktu widzenia przeciętnego obywatela może co najwyżej rozdzielać „działki na Marsie”. Wybory prezydenckie i towarzysząca im kampania o wiele bardziej niż formowaniem przekonań obywatela zajmują się walką o interesy wielkich grup nacisku i interesu, i tutaj media finansowane przez określone siły mają wiele do wygrania dla siebie, aby zachować status czwartej władzy, interes obywatela jest dla nich dużo mniej istotny.

Dr Sergiusz Trzeciak,
konsultant polityczny, wykładowca Collegium Civitas
Kampania prezydencka wpisała się w nastroje społeczne po tragedii w Smoleńsku i klęsce powodzi. Aby przekonać się, jakie były tematy kampanii, wystarczy przeanalizować hasła wyborcze. Dowiadujemy się z nich, że „Polska jest najważniejsza”, że „Zgoda buduje”, że „Razem zmieniamy Polskę” czy wreszcie, że liczy się „Dialog i porozumienie”. Można odnieść wrażenie, że gdyby kandydaci zamienili się hasłami wyborczymi, to nie zorientowalibyśmy się, jakie są między nimi różnice polityczne. Okazało się, że kandydaci tak naprawdę niewiele się od siebie różnią, a Komorowskiego i Kaczyńskiego, zwłaszcza w sprawach światopoglądowych, więcej łączy niż dzieli. Kandydaci już dawno zrezygnowali z kształtowania przekonań politycznych wyborców, koncentrując się na kampanii wizerunkowej i schlebianiu ich gustom. Taką chęć przypodobania się wyborcom widać było szczególnie w kampanii Kaczyńskiego, który za wszelką cenę dążył do przejęcia „socjalnej” części elektoratu Napieralskiego. Z kolei Komorowski wykonał już kilka gestów w kierunku lewicy, m.in. desygnując Marka Belkę na prezesa NBP.

Wydanie: 27/2010

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy