Czy ”L’Unita” przeżyje?

Czy ”L’Unita” przeżyje?

Symbolizowała odwagę lewicowych reformatorów i wyzwanie wobec Kremla

W tych dniach decydują się losy najbardziej prestiżowego dziennika europejskiej lewicy, na którego łamach wylansowano na przełomie lat 70. i 80. ideę eurokomunizmu, obnażając w ten sposób całą niemoc tzw. modelu radzieckiego. Na długo przed obaleniem Muru Berlińskiego “L’Unita” zdołała obalić wiele innych murów i uprzedzeń, podejmując na swych łamach m.in. otwarty, konstruktywny dialog między lewicą a Kościołem.
Przez trzy czwarte stulecia, niemal od samego założenia w 1924 r., przez Antonio Gramsciego, wielkiego myśliciela XX wieku i twórcy Włoskiej Partii Komunistycznej, dziennik był kuźnią idei zachodnioeuropejskiej lewicy i symbolem walki o sprawiedliwość społeczną. W latach 60. i 70. ukazywał się w nakładzie dochodzącym do 300.000 egzemplarzy dziennie, a w niedziele w ponadmilionowym.
“L’Unita”, wówczas jeszcze organ Włoskiej Partii Komunistycznej, jako pierwszy dziennik komunistyczny w Europie miała odwagę zakwestionować na prawie 10 lat przed upadkiem ZSRR przewodnią rolę Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w ruchu robotniczym. Do historii przeszedł nagłówek, w którym pod winietą “L’Unita” cytowano słowa ówczesnego przywódcy WłPK, Enrico Berlinguera o “wyczerpaniu się napędowej siły Rewolucji Październikowej”. Kreml zareagował na to wyzwanie

jak na bluźnierstwo.

Ówczesny redaktor naczelny “L’Unity”, sycylijczyk Macaluso, zatelefonował w 1985 r. do korespondenta dziennika w Moskwie, Giulietto Chiesy i powiedział mu: “Od dziś piszesz o wszystkim, jak jest naprawdę, żadnej wewnętrznej cenzury!”. Łamy dziennika zostały również szeroko otwarte dla bohaterów Praskiej Wiosny.
Dziennik “L’Unita” przetrwał w podziemiu okres faszyzmu we Włoszech i wichry zimnej wojny. Może jednak nie przeżyć dobrej koniunktury dla europejskiej centrolewicy. W czasie, gdy Lewicowi Demokraci, partia wywodząca swe korzenie z WłPK, są hegemonem rządzącej w Italii centrolewicowej koalicji, “L’Unita” przeżywa największy kryzys finansowy w swej historii: dziennik przynosi półtora miliona dolarów strat miesięcznie.
W ciągu zaledwie trzech lat gazeta, w której Lewicowi Demokraci mają 25% udziałów (reszta należy do dwóch prywatnych przedsiębiorców medialnych), zadłużył się na 37 milionów dolarów i został wystawiony na sprzedaż. Byli redaktorzy naczelni “L’Unity”, Walter Veltroni – obecny przywódca Lewicowych Demokratów i Massimo d’Alema – do niedawna premier Włoch, obiecują “uczynić wszystko, co w ich mocy”, aby dziennik mógł się nadal ukazywać po zmianie właściciela, ale na razie nie idą za tym obietnice finansowe.
Kryzys “L’Unity” pogłębiał się z roku na rok. Najpierw pozamykano redakcje jej mutacji w Neapolu, Turynie, Mediolanie, Bolonii i Florencji. Następnie zmniejszono liczbę dziennikarzy, z 236 do 125, pozostawiając najlepsze pióra. Dziennikarze podpisali tzw. umowy solidarnościowe polegające na tym, że każdy pracuje trzy tygodnie w miesiącu i pobiera 3/4 wynagrodzenia.
“L’Unita”, która dziś rozchodzi się w 70 tysiącach egzemplarzy (w tym 20 tysięcy w prenumeracie) jeszcze walczy o życie. 15 lipca dziennikarze otrzymali ostatnią pensję, ale

nadal przychodzą do redakcji

i wydają gazetę, “dopóki wystarczy papieru w magazynach” – jak powiedział mi znany publicysta dziennika, Alceste Santini.
Podczas gdy trzej likwidatorzy dziennika, wyznaczeni przez właścicieli, mają uzgodnić spłatę zadłużenia z wierzycielami, dla “L’Unity” zabłysło światełko nadziei. Alessandro Dalai, dyrektor i współwłaściciel jednego z największych włoskich wydawnictw Baldini e Castoldi, wyraził chęć zakupienia tytułu i podobno skłonny jest nie zmieniać w zasadniczy sposób dotychczasowej linii politycznej gazety.
Perspektywa zniknięcia historycznego tytułu z włoskich kiosków wywołała niezwykłą w swej wymowie reakcję polityków i czołowych publicystów, jakże różną od tej prezentowanej nad Wisłą. Nikt w Rzymie nie ucieszył się publicznie z wystawienia “L’Unity” na sprzedaż.
Czołowe pisma, wśród nich taka potęga włoskiego rynku prasowego, jak “Corriere della Sera”, zastanawiają się, dlaczego “L’Unita”, która przez tyle lat była stałym punktem odniesienia w sporach i dyskusjach europejskiej lewicy, w ostatnim dziesięcioleciu zaczęła coraz bardziej tracić nakład i wpływy? Przeżyła się formuła dziennika – organu partii politycznej, a “L’Unita” jako formalnie niezależna i nie sponsorowana gazeta oddawała stopniowo teren w konkurencji z tytułami należącymi do potężnych włoskich koncernów multimedialnych. To jedna z odpowiedzi.
Znany publicysta, Paolo Franchi, na łamach “Corriere” wyraził przekonanie, że przyczyna kryzysu tkwi znacznie głębiej. Uważa on, że

lewicy zabrakło odwagi

poszukiwania alternatywy w czasach “kryzysu ideologii”, gdy sceny politycznej nie dominują już dwie przeciwstawne partie, lecz gdy dzieli się ona na dwa obszary polityczne: jeden zagospodarowany przez szeroki sojusz różnych partii centrolewicowych, drugi przez szeroko pojętą centroprawicę.
Wszyscy tradycyjni adwersarze “L’Unity” stwierdzają, że trudno im jest wyobrazić sobie panoramę włoskich mediów dziennika lewicy. Jezuita, o. Bartolomeo Sorge, wielki autorytet intelektualny włoskiego Kościoła, b. redaktor naczelny prestiżowego dwutygodnika “Civilta Cattolica” (obecnie kieruje redakcją pisma “Argumenti sociali”), powiedział w wywiadzie opublikowanym na łamach “L’Unity” 20 lipca: “Zawsze walczyłem swą publicystyką z “L’Unitą”, ale był to dziennik, bez którego nie można się było obyć, ponieważ reprezentował ważny punkt widzenia. Mam nadzieję, że będzie się ukazywał nadal i nadal będziemy mogli się różnić”.

 

Wydanie: 30/2000

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy