Czy mamy jeszcze koalicję?

Czy mamy jeszcze koalicję?

Wygląda na to, że i PSL-owcy, i SLD-owcy mają siebie dość

W czwartek i piątek, 27 i 28 lutego, koalicja rozpadała się elegancko. Bez awantur, bez wymyślania niedawnym sojusznikom. Wyglądało to mniej więcej tak, że i w PSL, i w SLD politycy doszli do wniosku, że dalszy związek oznacza więcej kłopotów niż korzyści, więc trzeba go zakończyć.

Pretekst: winiety

Pretekst znalazł się sam – była nim ustawa o winietach, która akurat miała być głosowana w Sejmie, nieodzowna w programie budowy autostrad będącym przecież jednym z kamieni milowych rządu Leszka Millera.
Ustawę, jej kształt, zaakceptował we wtorek podczas spotkania koalicji Jarosław Kalinowski. Tymczasem w czwartek, na godzinę przed głosowaniem, ludowcy powiedzieli, że zagłosują za nią, ale za dwa tygodnie. A do tego czasu mają zostać rozstrzygnięte żywotne dla PSL sprawy: koalicja przyjmie PSL-owską wykładnię ustawy o paliwach i rząd zagwarantuje maksymalne dopłaty dla rolników z kasy państwowej. Układ był więc prosty – winiety za biopaliwa i dopłaty.
Te warunki ustalono podczas porannego posiedzenia NKW, na którym grupa Jarosława Kalinowskiego znalazła się w mniejszości. Nagle więc w imieniu PSL zaczęli wypowiadać się szef klubu parlamentarnego, Zbigniew Kuźmiuk, i wiceprezes Eugeniusz Kłopotek, a Jarosław Kalinowski zapadł się pod ziemię. Tymczasem i Kuźmiuk, i Kłopotek twardo stali przy swoim.
W czwartek prace Sejmu zostały sparaliżowane przez sekwencję ciągłych spotkań liderów SLD, Unii Pracy i PSL. O 20.00 do ludowców przyszedł Leszek Miller. To wszystko nie przyniosło oczekiwanego skutku. Ustawa o winietach przepadła w pierwszym czytaniu, stosunkiem głosów 194:206. Czyli również z winy SLD, bo gdyby na sali byli wszyscy posłowie SLD i Unii Pracy (196 + 16), ustawa zostałaby przyjęta.

Za i przeciw w PSL

Przyjęta byłaby również, gdyby SLD jednoznacznie zdecydował, że jest za odrzuceniem weta prezydenta o biopaliwach. PSL zaangażowało się we wprowadzenie biopaliw, wiążąc się z lobby producentów rzepaku i spirytusu. Toteż bardzo boleśnie dotknęło je weto prezydenta Kwaśniewskiego. I równie boleśnie przeżywało fakt, że Sojusz coraz bardziej od ustawy zaczął się dystansować, proponując przyjęcie weta prezydenta i rozpoczęcie od nowa prac nad biopaliwami. Czyli – de facto – odłożenie ustawy na święty nigdy. PSL-owcy proponowali więc inne rozwiązanie: odrzucenie weta Kwaśniewskiego i szybkie wprowadzenie poprawek. Ale na to z kolei nie godzili się liderzy Sojuszu, obawiając się, że ludowcy, mając ustawę w kieszeni, nie będą skłonni jej zmieniać.
W tej sytuacji PSL-owscy zwolennicy koalicji z SLD tracili kolejne argumenty. – Nie ma biopaliw, może nie być dopłat dla rolników na obiecanym poziomie, szliśmy do rządu, mając nadzieję, że przynajmniej na część spraw będziemy mieli wpływ, a skoro na nie wpływu nie mamy, co więc nas w tej koalicji trzyma? – pytał w czwartek w Sejmie jeden z posłów PSL. Po czym zaczął wymieniać zalety wyjścia z koalicji: Stronnictwo ma szansę wyjść z twarzą z dołującego w opinii publicznej rządu, ma też szansę podjąć walkę o wpływy na wsi z Samoobroną. No i nie musi „dawać twarzy” w unijnym referendum.
– Po drugiej stronie szali – dowodził nasz rozmówca – są jedynie dziesiątki posad, które PSL-owcy uzyskali, będąc w rządzie. Jedynie?

Huśtawka SLD

Gdy zawiązywała się koalicja SLD-UP-PSL, Krzysztof Janik tak tłumaczył różnicę między rządem mniejszościowym a koalicją. Otóż rząd mniejszościowy ma co prawda komfort podczas posiedzeń Rady Ministrów, ale każde głosowanie w Sejmie to dla niego ból głowy. Natomiast w rządzie koalicyjnym jest odwrotnie – spokój w Sejmie, za to ból głowy podczas obrad rządu.
Jednak czwartkowe głosowanie w Sejmie pokazało, że to rozumowanie już nie jest aktualne: Leszek Miller ma ból głowy i podczas obrad Rady Ministrów, i w Sejmie podczas głosowań. Jaki jest więc sens utrzymywania takiej koalicji?
Tym bardziej że propozycja „biopaliwa za winiety” to już nie jest polityka, ale gra lobbystów.
Na dobrą więc sprawę Leszkowi Millerowi posłużyłoby uwolnienie się od takiego koalicjanta. Zwłaszcza że rząd mniejszościowy, mając poparcie prezydenta Kwaśniewskiego, mógłby spokojnie funkcjonować. Pamiętajmy też, że i w samym Sejmie w ostatnim roku zaszły spore zmiany, od dużych klubów poodpadały spore grupki posłów, których można byłoby pozyskać do współpracy z rządem. Samo koło posłów niezależnych liczy w Sejmie 12 osób, koło Romana Jagielińskiego to czterech posłów, blok Wojciecha Mojzesowicza – także czterech, a SKL Artura Balazsa to osiem głosów.
Z drugiej strony, za koalicją z PSL również przemawiają ważkie argumenty. Mocna większość w Sejmie daje możliwość prowadzenia zdecydowanej polityki i szybkiego realizowania rządowych ustaw. Do tej pory przeszły ich dziesiątki. W kolejce czekają następne, np. te reformujące finanse państwa. Czy poparłby je polityczny plankton? Poza tym gdyby nagle PSL zaczął rywalizować z Samoobroną o poparcie wsi i organizować blokady, mało który rząd mógłby to wytrzymać. Tym bardziej że Polska wkracza w okres społecznych niepokojów.
Te wszystkie dylematy musi rozważyć Leszek Miller, który zdążył w piątek oświadczyć, że decyzję o tym, czy zostawia PSL w rządzie, czy też żegna się z nim, podejmie do czasu głosowania nad wetem prezydenta o ustawie o biopaliwach. Czyli w ciągu dziesięciu dni. W tym czasie musi zdecydować, czy woli być silnym premierem mniejszościowego rządu, czy też mocno osłabionym premierem rządu koalicyjnego. Wydarzenia 27 lutego postawiły go przed takim właśnie dylematem.

 

Wydanie: 10/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy