Czy min. Barbara Kudrycka prowadzi politykę faworyzującą prywatne szkolnictwo wyższe?

Czy min. Barbara Kudrycka prowadzi politykę faworyzującą prywatne szkolnictwo wyższe?

Prof. Aldona Kamela-Sowińska,
b. minister skarbu, rektor Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości w Poznaniu
Nie zauważyłam, aby pani minister faworyzowała szkolnictwo prywatne, resort bowiem nadal nie wypełnia jednego ze zobowiązań ustawy o szkolnictwie wyższym, które mówi, że studenci studiów dziennych mogą (chociaż nie muszą) otrzymać dofinansowanie z budżetu państwa. Jako rektor jednej z takich szkół stwierdzam, że nic podobnego nie zachodzi. Nie widzę też żadnego związku między likwidacją habilitacji a faworyzowaniem szkół niepublicznych. Tutaj chodzi o jakość nauki polskiej, tymczasem absolutna większość habilitacji dokonywana jest w szkołach państwowych. Zniesienie habilitacji w trudnych warunkach niedofinansowania nauki polskiej uważam za przedwczesne. Chociaż w wielu krajach Europy nie ma takiej procedury, to twierdzę, że w Polsce, gdzie nakłady na naukę wynoszą 0,3% PKB i są niższe nawet niż w Kazachstanie i Uzbekistanie, trzeba zachować habilitację. W końcu chodzi tutaj o napisanie jednej publikacji i zaangażowanie pięciu profesorów, którzy potwierdzą przyjęcie kolejnego pracownika nauki do swego grona.

Prof. Tomasz Goban-Klas, socjolog mediów, b. wiceminister edukacji i sportu
Taka polityka wprawdzie przypomina faworyzowanie sektora szkół prywatnych, jednak w istocie jest „skokiem z pustą torbą”, czyli skokiem kangura. Ani uczelnie państwowe, ani prywatne, choć stworzyć się ma w nich możliwość szybszego awansu dla młodych i zdolnych naukowców, nie otrzymają ani jednej złotówki więcej na zmotywowanie naukowców do wzmożonej pracy. Wszystko będzie się więc dokonywać w tych samych, wciąż bardzo skromnych realiach finansowych.

Prof. Ludmiła Dziewięcka-Bokun, rektor Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Służb Publicznych „Asesor”
Widać gołym okiem, że tak nie jest. Pani minister Kudrycka nie po to powołała zespół 20 wybitnych ludzi nauki do opracowania propozycji zmian, aby upowszechnić swoje osobiste preferencje. Zresztą propozycje zniesienia habilitacji czy stworzenia szans dla wybitnie zdolnych licencjuszy nie były jej własnymi pomysłami. Skoro przyjęliśmy trójetapowy tryb studiów – licencjat, magister, doktor – procedura habilitacyjna była rodzajem sita odsiewającego przeciętnych doktorów przy tej masowej produkcji. Uczelniom powinno zależeć, aby bardziej istotny stał się kontakt mistrz-uczeń. Dostęp do funkcji i zaszczytów w instytutach naukowych dla przeciętnie zdolnych zbyt mocno kojarzy się z mechanizmami Marca 1968. Warto zachować większe rygory i wymagania wobec osób ubiegających się o stanowiska profesorskie, i to zarówno na uczelniach państwowych, jak i prywatnych. Nauka jest jedna, są dobre i słabe szkoły wyższe w obu sektorach. Nie każda szkoła wyższa musi być uczelnią akademicką, wystarczy, że robi dobrą robotę. Uczelnie rywalizują dziś między sobą nie tyle programami nauczania, ile produktami końcowymi, czyli poziomem absolwentów.

Juliusz Karpiński, sekretarz generalny Niezależnego Zrzeszenia Studentów
Na razie nie jesteśmy w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Wprawdzie byliśmy na spotkaniu, na którym premier i członkowie powołanego przez panią minister zespołu referowali założenia reformy szkolnictwa wyższego, jednak nie było tam okazji do zadawania pytań. Pojawiło się wiele wątpliwości i zakłopotania w środowisku studenckim, tym bardziej że interesującym nas kwestiom, np. dotyczącym odpłatności za studia, poświęcono po jednym zdaniu. Napisaliśmy więc do pani minister pismo z prośbą o spotkanie. Na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi, a tylko taka rozmowa może rozwiać nasze wątpliwości co do założeń ustawy.

Prof. Jacek Wódz, socjolog polityki, UŚ
Pomysły sygnowane przez minister Kudrycką wyglądają na realizację długofalowego planu „urynkowienia” szkolnictwa wyższego. Jako swoiste (ale absolutnie kłamliwe) uzasadnienie dbałości o poziom nauki wymyślono tzw. okręty flagowe, co sprowadza się do pozbawienia przez państwo szansy na rozwój nauki we wszystkich tych placówkach, które nie zostaną zakwalifikowane jako owe najlepsze. Jest to w sumie program uwolnienia się państwa od dbałości o szkolnictwo wyższe i o rozwój nauki, a urynkowienie sprowadzi się do zwiększenia szans uczelni prywatnych, bo znikną kryteria wymogów kadrowych (doktorem będzie można być po licencjacie i to wystarczy potem do otwierania nowego kierunku studiów!). Jednak prawdziwym negatywnym skutkiem tych dość prymitywnie pomyślanych „reform” będzie zmniejszenie szans na to, by szkolnictwo wyższe stało się prawdziwym motorem rozwoju na poziomie regionów. Poziom nauki w regionach będzie przegrany, a wygrają największe uczelnie państwowe, wszystkie inne zaś zostaną sprowadzone do logiki „bazaru Różyckiego”. Nic gorszego dla rozwoju Polski nie można było wymyślić. Czekam na głos posłów PO wywodzących się z tych regionów, które liczyły na to, że przez rozwój nauki i szkolnictwa wyższego zbudują swoją przyszłość, a minister Kudrycka postawiła te regiony na z góry przegranej pozycji.

 

Wydanie: 19/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy