Czy pięcioprocentowy wzrost cen żywności w ciągu roku i wyższy wskaźnik inflacji we wrześniu to początek kłopotów?

Czy pięcioprocentowy wzrost cen żywności w ciągu roku i wyższy wskaźnik inflacji we wrześniu to początek kłopotów?

Prof. Zdzisława Janowska, Wydział Zarządzania, Uniwersytet Łódzki
Wzrost cen może być symptomem zbliżających się kłopotów gospodarczych. PiS bardzo dużo obiecało i chciało się z tego wywiązać. Pękały wydatki i to się obraca przeciwko gospodarce, a przynajmniej może niepokoić. Gdyby PiS rządziło dłużej, oznaki kłopotów mogłyby być wyraźniejsze. Oczywiście każdy obiecuje większe zaspokojenie potrzeb społecznych i próbuje na to znaleźć pieniądze, aby nie uszczuplić środków w innych dziedzinach. Poszliśmy jednak na całość w przypadku becikowego, również pomoc rodzinom wielodzietnym objęła nie tylko tych o najniższych dochodach, ale wszystkich, także bardzo zamożnych. Pieniądze więc niepotrzebnie wypływają z kasy państwowej i nie trafiają do najbardziej potrzebujących.

Prof. Jerzy Osiatyński, teoria ekonomii, b. minister przemysłu
Chodzi tu głównie o wzrost cen artykułów żywnościowych i płodów rolnych, mieliśmy bowiem rok nieurodzaju, a na ogół nieurodzaj na zboża i ziemniaki przynosił wzrost cen mięsa. Takie sytuacje są cykliczne, ale od tego ARR ma zapasy, aby przeciwdziałać. Jeśli nie przeciwdziała, może pogłębić wzrost cen. Jednak bardziej niepokojący jest wzrost cen towarów przetworzonych i usług budowlanych. Przy czym wzrost płac nominalnych znacznie wyprzedza wzrost wydajności pracy. Tutaj jest podstawowe zagrożenie dla dalszego wzrostu gospodarczego, o wiele większe niż spadek popytu. Trzeba robić wszystko, aby temu zapobiec, i zwiększać podaż pracy, co spowoduje mniejszy nacisk na płace. Proponować zatrudnienie osobom na wcześniejszych emeryturach i urlopach wychowawczych, umożliwiać pracę w domu, wspomagać systemy zwiększające aktywność zawodową. To może się okazać ważniejsze dla stanu finansów publicznych i równowagi makroekonomicznej niż inne działania.

Prof. Andrzej Wernik, Akademia Finansów
Pewne zagrożenia już się zarysowały, ale o kłopotach będzie można powiedzieć dopiero ex post. Wyniki wzrostu cen są raz mniejsze, raz większe. Znaleźliśmy się niewątpliwie w schyłkowej fazie dobrej koniunktury. Niebezpieczeństwa wiążą się z tendencją wzrostu wynagrodzeń, a także skutkami przegrzania gospodarki. W niektórych segmentach wiele cen wzrosło, a jeśli gdzieś ceny rosną, trend przenosi się na inne segmenty. Zagrożenie jest i powstaje kwestia przeciwdziałania. Np. poprzez podnoszenie stopy procentowej. Poprzednio już została podniesiona, czy RPP zrobi tak po raz drugi? Nie jest to jeszcze stan alarmu, ale wzmożonej czujności.

Prof. Mirosław Gronicki, b. minister finansów
Na pewno będziemy mieli wyższe ceny związane z ograniczeniami podażowymi żywności i paliwa. Na razie inflacja netto wygląda dobrze, popyt krajowy konsumpcyjny nie wpłynie na wzrost cen, dopóki się nie pojawią inne problemy. W sierpniu był ruch wywołany wyłącznie wyższymi cenami internetu. Jeśli będzie więcej takich sygnałów, do tego dołoży się sytuacja na rynkach światowych, odbije się to na cenach transakcyjnych w imporcie i obniżaniu marż. Jeśli chodzi o inflację bazową, byłbym optymistą przez co najmniej pół roku, jednak jeśli mamy do czynienia z inflacją rzeczywistą mierzoną przez GUS, niestety może ona osiągnąć 3% pod koniec roku. To jeszcze niedużo, ale powyżej założonego celu inflacyjnego ustalonego na 2,5%.

Stanisław Stec, b. wiceminister finansów
Te oczekiwania co do inflacji wywołane zostały podniesieniem stóp procentowych w pierwszym półroczu. Nie było uzasadnienia takiej decyzji, a skutkowała ona pewną presją inflacyjną. Wynika to z faktu, że zbiory zbóż, a także owoców były niższe, a ceny wyższe. Mamy więc przyczyny obiektywne i subiektywne, jak wspomniana presja inflacyjna. Dlatego z reguły nie podnosi się stóp procentowych w pierwszej połowie roku. Operacja spowodowała również wyższe oprocentowanie bonów i lokat skarbowych, co dało napływ zachodniego kapitału spekulacyjnego. Umocnienie złotówki bardziej opłaci się importerom, ale eksporterzy muszą się ratować, mają niższe wpływy. Nawet opakowania bardziej opłaca się kupować za granicą, prosięta kupuje się w Danii i Holandii, bo są tańsze niż wyhodowane u nas. To wszystko będzie miało negatywny wpływ na gospodarkę w przyszłym roku, jeśli nie uda się uregulować eksportu i importu teraz.

Marcin Kaszuba, b. wiceminister gospodarki i pracy w rządzie Marka Belki
Nie sądzę, aby sytuacja wzrostu cen mogła przynieść większe kłopoty. To stan przejściowy. Jak dotąd nasza gospodarka była mało wrażliwa na zmiany polityczne, perspektywy długoterminowe są raczej dobre, choć spotyka się niekiedy ostrzeżenia i spekulacje co do wysokiego kursu złotówki w stosunku do innych walut. Nie wydaje mi się jednak, by mogło to doprowadzić do jakichś radykalnych zmian i załamań.

Prof. Marian Brodziński, ekonomika rolnictwa, Wyższa Szkoła Ekonomiczna ALMAMER
Wróżką nie jestem, ale chyba nie obawiałbym się i nie robił wielkiego halo. Podobne poglądy są głoszone w innych krajach UE, ale w krajach dawnej piętnastki ekonomiści się nie załamują. Potrafią przeciwdziałać zagrożeniom, a my jako członek Wspólnoty jesteśmy w pewnym stopniu powiązani z innymi krajami, także w sprawach cenowych, rynku energetycznego i innych kwestii gospodarczych. Widać to także w cenach na importowane produkty żywnościowe, które są tańsze od naszych.

Richard Mbewe, ekspert ekonomiczny
Coś zaczyna się dziać, ale jeszcze za wcześnie, by mówić o większych kłopotach gospodarki. Jednak inflacja będzie szła w górę, bo wynagrodzenia nadal rosną. Powody niepokojów są różne. Za granicą cena baryłki ropy sięga 90 dol., ceny towarów przemysłowych wzrosły już znacznie i to zacznie działać na ceny u nas w ciągu dwóch, trzech miesięcy. Przewiduję w tym czasie wzrost inflacji. Na pewno można go trochę powstrzymać przez podniesienie stóp procentowych. Ale tu może dojść do walki w łonie RPP, prezes NBP, Skrzypek, jest przeciwny, inni członkowie rady będą mówić, że trzeba koniecznie i już. W ten sposób też powstają napięcia, które nie służą gospodarce.

 

Wydanie: 43/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy