Czy powinno się płacić za ujawnianie szmalcowników?

Czy powinno się płacić za ujawnianie szmalcowników?

Prof. Leon Kieres, prezes Instytutu Pamięci Narodowej
Centrum Wiesenthala umieściło nasz kraj na drugim miejscu po USA, jako jedyne państwo w Europie Środkowej, gdzie zbrodnie ludobójstwa karano z całą stanowczością. Nie rozumiem więc, dlaczego obecnie ta inicjatywa ma być realizowana m.in. właśnie w Polsce. Cały dorobek polskiego wymiaru sprawiedliwości i liczne akcje zbrojnego podziemia w czasie II wojny światowej świadczą o tym, że ściganie takich przestępców było u nas traktowane bardzo poważnie. W okresie okupacji sądy podziemne wydały 3,5 tys. wyroków śmierci, z tego wykonano ponad 2 tys. Znaczącą część na Polakach, którzy denuncjowali Żydów lub byli szmalcownikami. Do tego trzeba dodać również liczne procesy zbrodniarzy, także spośród Polaków, w okresie powojennym. Finansowany z budżetu Instytut Pamięci Narodowej nie zaprzestał ścigania zbrodni ludobójstwa pomimo dziesiątków lat od zakończenia wojny i doprowadził do skazania także obywateli polskich, gdy chodziło o zbrodnie popełnione na Żydach. Dlatego Polska nie musi być przychylna inicjatywie Centrum Wiesenthala.

Marek Edelman, ostatni przywódca powstania w getcie warszawskim
Nie wiemy, czy chodzi o szmalcowników, czy o tych, którzy współpracowali z gestapo, SS itd. Na całym świecie panuje taki zwyczaj, że za ujawnienie zbrodniarzy wyznacza się nagrodę. Nie słyszałem, by ktoś był przeciwko Bushowi, że wyznaczył nagrodę za ujęcie bin Ladena. Dlaczego więc w sprawie zbrodni na Żydach to nie miałoby być dozwolone? Ludobójcy powinni być ukarani, inaczej będą dalej zagrażać innym. Przez tyle dziesięcioleci niektórzy zbrodniarze mogli się ukrywać i nikt ich nie wydał. Może nagroda sprawi, że przestępcy zostaną ukarani? Mówi się, że opłacanie informatorów nie jest metodą moralną, ale czy w przypadku bandytów można mówić o jakiejś moralności?

Prof. Tomasz Strzembosz, historyk
Płacenie za informacje w Polsce źle się konotuje. Mam wątpliwości, czy te informacje będą prawdziwe i czy będą do zweryfikowania. Może z tego powstać dzika lustracja dotycząca ludzi już bardzo starych. To będą łatwe donosy. Jako historyk znam takie świadectwa z okresu okupacji. Sąsiad donosił na sąsiada, gdy mógł się zemścić przy pomocy Niemców za jakieś dawne szkody, często z zazdrości. Takie donosy były niestety dosyć częste, ale ich wartość merytoryczna po latach jest bardzo mała. Może natomiast się wiązać z krzywdą. Aby zweryfikować takie sygnały, trzeba by mieć przynajmniej parę niezależnych świadectw potwierdzających taki fakt. Szmalcownictwo z pewnością było, ale po latach jest nie do odtworzenia. Sprawa ma też wymiar polityczny. Nie chodzi o poszukiwanie wszystkich szmalcowników (a byli wśród nich także Żydzi), ale o Polaków. Mnie to się źle kojarzy. Świadectwa o pozytywnej konotacji nie znajdują zainteresowania strony izraelskiej, m.in. przypadki, kiedy całą rodzinę wymordowano za pomoc Żydom. Jednak najważniejsza jest merytoryczna niska jakość ewentualnych donosów po ponad 60 latach.

Prof. Wiesław Chrzanowski, prawnik, b. marszałek Sejmu
To jest dla mnie gorszące. Jeżeli ludzie uczciwi wiedzieli o takich przypadkach, sądzę, że już te rzeczy przekazali. Jeśli będą to robić za pieniądze, możemy się liczyć z falą różnych nadużyć, które po 60 latach nie dadzą się zweryfikować. Trzeba pamiętać, że kierownictwo Akcji Podziemnej zlecało likwidowanie szmalcowników, a po wojnie system PRL przez pierwsze lata wprowadził ściganie nieograniczone. Ta akcja może mieć jakieś motywy polityczne, co niestety nie sprzyja procesom likwidowania pewnych urazów. Może wręcz pobudzić nastroje antysemickie. Instytut Pamięci Narodowej zajmuje się tymi sprawami, a śledztwo w sprawie Jedwabnego świadczy o tym niezbicie. Natomiast wysoka nagroda w naszych warunkach może prowadzić do fabrykowania rzeczywistości przez ludzi w starszym wieku.

Aleksander Chećko, publicysta prawny
Rozpętana już burza dotyczy ocen moralnych i emocji, bardzo silnych w stosunkach polsko-żydowskich. Tymczasem nigdzie nie zamieszczono dotąd oficjalnego komunikatu określającego m.in. sposób podania informacji, jej przydatności, formy wykorzystania informatora jako świadka, warunków, które będą musiały być spełnione, żeby otrzymał nagrodę. Epatuje się wysoką kwotą, ale nawet pod numerem infolinii (sprawdziłem) nie dowiemy się, za co i na jakich zasadach. Czy „kasa płaci” wyłącznie po skazaniu? Czy uwzględni się kilkuletni okres oczekiwania na proces? A jeśli zarzuty się potwierdzą, ale z różnych względów sąd nie skaże? Takich pytań nasuwa się mnóstwo, a pamiętajmy, że ten, kto wyznacza nagrodę, publicznie się zobowiązuje, że po spełnieniu wymienionych warunków wypłaci obiecaną kwotę. Nie dziwię się Centrum Wiesenthala; taka jego misja i – jak głosi tytuł akcji – „ostatnia szansa”, by tą wątpliwą drogą wymierzyć sprawiedliwość ludobójcom Żydów z czasu wojny. Przeraża mnie, że po tamtych doświadczeniach dziś z izraelskich śmigłowców strzela się rakietami do ludzi i w osiedla.

Prof. Andrzej Paczkowski, historyk
Płacenie za pomoc w wykrywaniu przestępstw zawsze jest moralnie podejrzane. Praworządny obywatel powinien sam informować o przestępstwie, a nie czekać na pieniądze. O ile taki zabieg jest uzasadniony przy wykrywaniu morderców, to robienie z tego przedsięwzięcia na dużą skalę jest nieetyczne. Nie wiem, jak ta akcja wypadła na Litwie i na Łotwie, ale nie podejrzewam, by donosy były pisane masowo. Zdarzenia, które miałaby objąć akcja, są dosyć odległe w czasie. Wielu kolaborantów i szmalcowników ukarano podczas wojny i po wojnie. Były też wyroki w postaci infamii. Polska nie jest krajem, w którym szmalcownictwo uchodziło bezkarnie, choć rozliczenie się z tego w świadomości społecznej to już inna sprawa.

Krzysztof Niewiadomski, zastępca burmistrza Jebwabnego
Sprawa mnie nie interesuje i w ogóle nie będę na ten temat się wypowiadał.

O. Jacek Salij OP, filozof
Ze 20 lat temu opowiadał mi ktoś, że któryś z mieszkańców jego wsi wydał Niemcom przechowywanego przez siebie Żyda. Po wojnie zapisał się do PPR, wstąpił do ORMO i nigdy nie został za tę zbrodnię ukarany. A jednak został ukarany. Aż do samej jego śmierci cała wieś pamiętała o tym podłym postępku – nie zapraszano go do nikogo, zakazywano dzieciom bawić się z jego dziećmi i w różny sposób izolowano się od niego. Kiedy zaś tragicznie zginęło jego dziecko, powszechnie wiązano to z jego zbrodnią. Zastanawiam się, co poradziłbym człowiekowi, który przyszedłby do mnie z problemem, czy wolno mu – tyle lat po wojnie – złożyć doniesienie na takiego szmalcownika. Zapewne radziłbym mu to doniesienie jednak złożyć. Dzisiaj, kiedy tak wielu ludzi nie pamięta już o czekającym nas sądzie bożym, tym bardziej trzeba tworzyć fakty przekonujące ludzi bez sumienia o tym, że również zbrodnie popełniane pod osłoną niegodziwego prawa mogą im nie ujść na sucho. Ale bardzo bym też namawiał tego człowieka, aby za złożenie doniesienia nie inkasował żadnych pieniędzy.

Prof. Jan Widacki, prawnik
W różnych wyjątkowych sytuacjach organy ścigania płacą za informacje pomagające ująć przestępcę. Ale to przypadki wyjątkowe, a nie reguła. Nasze prawo nie przewiduje, że ktoś, kto doniesie, dostanie nagrodę. To trochę jak kuszenie ludzi do rzeczy moralnie wątpliwej. Jeśli ktoś miał informacje, przez tyle lat ich nie ujawnił i nagle jest gotów, to jest to po prostu obrzydliwe. Pomysł, przy całym szacunku dla celu, jest niedobry, dwuznaczny i moralnie wątpliwy.

 

Wydanie: 26/2004

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy