Czy prezydent powinien wziąć udział w obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie?

Czy prezydent powinien wziąć udział w obchodach Dnia Zwycięstwa w Moskwie?

Prof. Longin Pastusiak, marszałek Senatu RP
Powinien. II wojna światowa była największym pożarem w historii ludzkości, Rosjanie zaś wnieśli nie tylko największy wkład w zwycięstwo nad hitlerowskimi Niemcami, lecz także ponieśli największe ofiary. W związku z tym fakt, że obchody odbywają się w Moskwie, ma swoją szczególną wymowę i obecność głowy państwa polskiego na tych uroczystościach jest przede wszystkim wyrazem uznania Polski i Polaków za wkład Rosjan i narodów ówczesnego Związku Radzieckiego w zwycięstwo nad faszyzmem. Upolitycznianie tej rocznicy przez polską prawicę uważam co najmniej za wyraz braku kultury politycznej.

Prof. Andrzej Chwalba, historia najnowsza, Uniwersytet Jagielloński
Nie jest to najszczęśliwszy pomysł i w moim przekonaniu wymaga gruntownego rozważenia. Wiemy np., że prezydent Łotwy się waha, co dalej robić, bo istnieje związek między początkiem i końcem wojny, więc nad „kłamstwem jałtańskim” nie można przejść do porządku dziennego. Obok wyzwolenia była i zbrodnia, 17 września 1939 r., agresja i okupacja. Tak prawo międzynarodowe i społeczność międzynarodowa to oceniły. Wydaje się, że Rosja nie jest przygotowana do tej wizyty od strony pamięci historycznej. Gdyby się przygotowała, Aleksander Kwaśniewski miałby łatwiejszą decyzję. Tymczasem Rosja, zamiast pójść w tym kierunku, co Niemcy, podąża w przeciwnym. Czy po to, aby upokorzyć inne kraje lub je sprowokować? Tutaj Rosja jest niesympatyczna, może nawet niebezpieczna.

Prof. Andrzej de Lazari, historyk idei
Oczywiście, że powinien! Obrażanie się w polityce i dyplomacji nigdy nie przynosi dobrych rozwiązań. Jałtę i ocenę rzeczywistości pojałtańskiej pozostawmy historykom i moralistom. Negowanie przez polityków porozumień w Jałcie jest równoznaczne z negowaniem granic współczesnej Europy. Wciąż chcemy być pępkiem świata i dlatego dostajemy po nosie to od Francji, to od Unii, to od Moskwy. Uświadommy sobie wreszcie, że świat nie przeinterpretuje swojej historii pod nasze dyktando. Niektórym politykom nie udaje się wykreować jednoczącego wroga wewnętrznego, więc ze zdwojoną siłą przystąpili do kreowania wroga zewnętrznego. Na tym poletku zadziwia jednomyślność Siemiątkowskiego, Kaczyńskich, Tuska. Antyterroryzm Polaków nie zjednoczył (za chwilę wycofamy wojska z Iraku i zainteresowanie arabistyką osłabnie), antysemityzm jest nieestetyczny i zdecydowanie niepoprawny politycznie, antygermanizm stał się historią. Co pozostało? Rosja! Wróg odwieczny i z przyszłością. A gdyby udało się jeszcze Rosję upokorzyć…

Prof. Edward Czapiewski, historia Rosji, Uniwersytet Wrocławski
Aleksander Kwaśniewski powinien Putina po rosyjsku zaskoczyć i oficjalnie zapytać, czy prezydent solidaryzuje się z oświadczeniem rosyjskiego MSZ, że istotnie Jałta zaprowadziła demokratyczne rządy w krajach Europy Środkowej. Od tego uzależniłbym możliwość przyjazdu do Rosji. W tym wszystkim chodzi o to, by Zachód się dokładnie dowiedział o sposobie myślenia Rosji. Sprawę należy mądrze rozegrać, nie obrażać się, ale iść za ciosem. W Jałcie byli przecież także Brytyjczycy i Amerykanie. Zło było banalne, nie trzeba szukać pokrętnych tłumaczeń. Rosjanie przystępują do tych obchodów, stawiając na początku bardzo wysoko poprzeczkę wymagań, ale wiadomo, że mogą później ustąpić. Musimy próbować aktywniej działać w kierunku zmiany postaw na temat Jałty.

Kazimierz Marcinkiewicz, poseł PiS, b. wiceminister edukacji
Nie. Sprawa jest prosta ze względu na obecny stan stosunków polsko-rosyjskich, m.in. na fakt odsłaniania pomnika, w którym nie ma żadnego polskiego elementu, są zaś odnoszące się do innych krajów mniej zaangażowanych w zwycięstwo w II wojnie światowej. Prezydent nie powinien brać udziału, ale Polski w Moskwie nie może zabraknąć. Powinien tam pojechać przedstawiciel niższej rangi. Decyzję w tej sprawie powinien podjąć minister spraw zagranicznych.

Prof. Andrzej Garlicki, historyk, UW
Uważam, że powinien wziąć udział, ale powinien też w jakiś sposób przedstawić nasz stosunek do Jałty, różniący się od rosyjskiego. Może np. udzielić wywiadu na lotnisku, bo nie wiadomo, czy będzie okazja przemawiać później. Powinien więc wyraźnie określić nasz stosunek do sprawy. Rocznica zakończenia wojny jest takim wydarzeniem, którego nie można zbojkotować. Opierać się trzeba na tym, co dotyczy Polski, bo to my zostaliśmy zaproszeni w gronie wszystkich państw europejskich i członków koalicji antyhitlerowskiej. Prezydent powinien wyraźnie zadeklarować odmienność polskiego stanowiska. Jak to zrobić? Aleksander Kwaśniewski jest wytrawnym politykiem i z pewnością z takim problemem sobie poradzi.

Lech Wałęsa, b. prezydent RP
Nie powinno się unikać trudności. Gdybym ja był na tym miejscu, zmobilizowałbym kraje z podobnymi pretensjami jak nasze, aby wystąpić w naszym wspólnym imieniu. Zapowiedziałbym też, że muszę zabrać głos podczas uroczystości jako reprezentant sporej części Europy. Ale to trzeba by było zrobić wcześniej, lecz nasz prezydent przegrywa, bo nie umie wygrywać.

Prof. Adam Dobroński, historyk wojskowości, Uniwersytet Białostocki
Powinien wziąć udział w uroczystościach, kierując się wyłącznie racją historyczną, a prawda jest taka, że w szturmie Berlina brali udział polscy żołnierze, którzy szli ze Wschodu, współdziałając z Armią Radziecką. Flaga polska łopotała nad Bramą Brandenburską w imię frontowego współdziałania. Prezydent powinien reprezentować nasze braterstwo kombatancko-frontowe, ale zdystansować się od dawnych politycznych koneksji, biorąc przykład z Zachodu. Cały świat tę rocznicę dostrzega i nie powinniśmy pomniejszać naszego wkładu w zwycięstwo. Wierzę w rozsądek prezydenta i że ten pomysł nie będzie się wiązał ze zbyt daleko idącymi deklaracjami. Wiemy, jaką rolę spełniły wojska radzieckie, trzeba pamiętać, że nie tylko wyzwalały nasze ziemie, ale potem utrwalały władzę radziecką

Bp Tadeusz Pieronek, rektor Papieskiej Akademii Teologicznej
W tej sprawie nie zajmę stanowiska, bo to jest zajęcie dla polityków. Oni muszą sobie z tym poradzić. Jałtę oceniam jednoznacznie, ale kłamstwa idą z różnych stron. Jedni mówią np. o obozach koncentracyjnych w Polsce, a inni, że nam przynieśli wolność i demokrację na bagnetach.

Anna Radziwiłł, wiceminister edukacji
Na pewno powinien pojechać, gdyż nie jest to spotkanie Polski i Rosji, ale wszystkich państw uczestniczących w wojnie z koalicją hitlerowską. II wojna i jej zakończenie są wydarzeniami, które przeorały całą historię ludzkości i należą do historii świata. Inną rzeczą są konsekwencje tej wojny, dramaty świata powojennego – tragiczny splot zwycięstwa i klęski, wyzwolenia i zniewolenia, o czym też trzeba mówić i myśleć, także w Moskwie.

Marek Borowski, lider SdPl, b. marszałek Sejmu
Powinien jechać. Dyskusja jest nadmiernie emocjonalna. Jeździliśmy do tej pory, dlaczego nagle mielibyśmy nie pojechać? Byliśmy w koalicji antyhitlerowskiej po stronie zachodnich wojsk i po stronie radzieckiej, przyłożyliśmy się do pokonania Hitlera. Może nieobecność poprawiłaby komuś samopoczucie, ale dla Rosjan byłyby to niezrozumiałe fumy i pretensje, co przede wszystkim przedstawiono by jako lekceważenie ofiary, jaką ponieśli radzieccy żołnierze. Oczywiście, pewne wypowiedzi, gesty i zachowania rosyjskie dzisiaj całkowicie nam nie odpowiadają, budzi oburzenie prowokacyjna deklaracja Departamentu Informacji, ale nasza odpowiedź powinna być spokojna. Sejmowa Komisja Spraw Zagranicznych powinna wysłać apel do rosyjskiej Dumy, nasze MSZ też powinno się wypowiedzieć. Każdy jadący do Moskwy polityk, od prezydenta począwszy, powinien mieć napisane w instrukcji, że ten temat trzeba poruszyć w tonie zdziwienia, i tylko tak uczyć trzeba historii, a nie poprzez nieobecność. Jedziemy oddać hołd milionom żołnierzy poległych w walce z faszyzmem, a nie świętować ostateczne wyzwolenie Europy.

 

Wydanie: 8/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy