Czy wybór Baracka Obamy na prezydenta USA oznacza jakąkolwiek zmianę dla Polski?

Czy wybór Baracka Obamy na prezydenta USA oznacza jakąkolwiek zmianę dla Polski?

Andrzej Jonas,
redaktor naczelny „The Warsaw Voice”
W wymiarze konkretnym trudno byłoby udowodnić taką tezę, ale w wymiarze ogólnym można zaryzykować. Dobrym prezydentem Ameryki jest taki człowiek, któremu się uda stawić czoła problemom gospodarczym USA i wpłynąć stabilizująco na sytuację międzynarodową. Z obu tych osiągnięć Polska będzie mogła skorzystać, bo zależy jej na zdrowiu amerykańskiej gospodarki i zdrowiu światowym. W drugiej kadencji prezydent USA ma znacznie więcej możliwości realizowania celów o wymiarze historycznym. Pierwsza kadencja bowiem traktowana jest doraźnie, a niektórzy mówią, że służy przede wszystkim do wygrania walki o drugą kadencję. I w tym sensie wybór Obamy, który ma już spore doświadczenie w kreowaniu polityki wewnętrznej, zna możliwości i ograniczenia własnego kraju, ma również czteroletnie doświadczenie w kształtowaniu polityki międzynarodowej, jest dla nas bardzo korzystny. Kadencja amerykańskiego prezydenta jest stosunkowo krótka i jeśli podczas pierwszej prezydent nie popełnił horrendalnych błędów, to jest lepszym przywódcą niż konkurent. Jest też skuteczniejszy i lepiej, by wygrał wybory.
Włodzimierz Cimoszewicz,
b. premier, senator niezależny
Raczej nie. USA muszą się skupić na kilku problemach. Wśród nich znajdzie się długi proces układania nowych relacji z Chinami. Wynika to zarówno z faktu zmian na szczytach władzy w Pekinie, jak i zwrotu Ameryki ku Azji. Chiny będą reagowały na zwiększoną obecność USA. Problem irański wymaga pilnych rozwiązań. Podobny charakter ma sytuacja wokół Korei Północnej. Być może Waszyngton będzie zainteresowany bliższą współpracą z Europą w sprawie Bliskiego Wschodu. Jeśli styczniowe wybory w Izraelu ponownie wygra Netanjahu, Obamie przydadzą się partnerzy. Jego relacje z premierem Izraela są po prostu złe. Europa w całości, a Środkowo-Wschodnia szczególnie, nie są na liście priorytetów Waszyngtonu. Czas podziwu dla naszej wyjątkowości i zasług dawno się skończył.

Prof. Longin Pastusiak,
amerykanista, b. marszałek Senatu, Akademia Finansów
Z punktu widzenia Polski i stosunków polsko-amerykańskich nie ma znaczenia, kto wygrałby wybory prezydenckie. Polska nie zaistniała w kampanii, jej nazwa nie pojawiła się w programach żadnej partii. Zresztą nawet Europa w nich się nie pojawiła. W ostatniej debacie kandydatów też nie padło ani razu słowo Europa ani NATO, ani UE, wymieniano natomiast Chiny, Izrael, Afganistan. Niewymienienie Europy, a w tym oczywiście Polski, świadczy o tym, że nasze państwo nigdy nie było, nie jest i nie będzie oczkiem w głowie USA. Jest krajem peryferyjnym, choć pewne znaczenie może mieć nasze położenie geopolityczne. Nie ma natomiast znaczenia, że daliśmy USA takich ludzi jak Kościuszko czy Pułaski, więc powinniśmy się pozbyć „mitologii amerykańskiej”. Jesteśmy dla Ameryki krajem bezpiecznym, któremu nic nie zagraża, więc nie ma co się dopominać o dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa. Mamy takie gwarancje, jakie daje nam NATO. Szkoda, że tradycyjne w Polsce zafascynowanie społeczeństwa Stanami Zjednoczonymi idzie w parze z zupełną ignorancją dotyczącą celów i znaczenia USA w świecie.

Prof. Stanisław Sulowski,
Instytut Nauk Politycznych, Uniwersytet Warszawski
Sądzę, że dużo większe znaczenie od wyniku wyborów w USA ma to, co my sami jesteśmy w stanie osiągnąć wewnątrz kraju i w Europie. O wiele więcej zależy tutaj od Polaków niż od tego, co się dzieje na zewnątrz. To my sami możemy być źródłem pozytywnych zmian.

Dr Rafał Prostak,
amerykanista, Wyższa Szkoła Europejska im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie
Sądzę, że nie, bo skoro mamy kontynuację prezydentury, to nie będzie zmiany. Nie pojawiły się żadne nowe deklaracje odnoszące się do nas, nikt niczego Polonii ani Polakom nie obiecał. Ostatnie doniesienia dotyczące poprawy w kwestii przyznawania wiz dla Polaków dają wprawdzie pewną nadzieję, ale ignorujemy tutaj fakt, że wprowadzenie naszego kraju do grupy uprzywilejowanej pod tym względem zależy od zmniejszenia procentu odmów wydawanych wiz, a nie tylko ogólnego procesu liberalizacji tej procedury. Wizy Polaków dla globalnej polityki USA nie mają żadnego znaczenia.
Notował Bronisław Tumiłowicz

Wydanie: 46/2012

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy