Czyżby koniec izolacji?

W Polsce nie ma powszechnej świadomości tego, iż Białoruś była kiedyś bardzo ważną częścią Rzeczypospolitej Wielu Narodów, a unia polsko-litewska była w dużej mierze unią z Białorusią. Jeśli zważyć potęgę tamtejszych rodów magnackich, wszystkich Radziwiłłów, Tyszkiewiczów, Chreptowiczów… można stwierdzić, że to tam decydowały się w znacznej części losy naszych narodów. Stamtąd też, z tej mieszanki kultur słowiańskich, wziął się arcypoemat narodowy Polaków, czyli „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza.
Mam bardzo silne rodzinne związki z tą stroną Europy, gdyż tam mieszkali przez długie wieki przodkowie mojej żony, Wołodźko-Wołodkowicze. Tam przychodziło mi odwiedzać kilka razy starą panią Wołodkowiczową, babkę naszej rodziny. Po odbyciu 20-letniego zesłania na Sybir, orzeczonego za próbę dostania się po rewolucji do Polski, gdzie już mieszkali jej córka i mąż, nie podjęła ponownego ryzyka wyjazdu do swoich i została tam do końca życia, pełniąc w Borysowie funkcję kogoś w rodzaju kapelana kaplicy cmentarnej z grobami naszej rodziny i wielu innych.
Mało kto także wie, iż jednym z najważniejszych pomników prawa Rzeczypospolitej Wielu Narodów były tak zwane statuty litewskie, napisane w języku białoruskim, którym także posługiwały się kancelarie królewskie na Wawelu. Warto też dodać, że Białoruś była i jest nadal ojczyzną bardzo wielu Polaków, żyjących tam od wieków, wiernych Kościołowi katolickiemu i mowie polskiej.
Przypominam to wszystko, gdyż byłem dłuższy czas we Francji na posiedzeniu Rady Europy i dopiero teraz, po powrocie, mogłem przeczytać obrzydliwy paszkwil wysmażony w polskojęzycznej „Rzeczpospolitej”, zainspirowany przez niejakiego posła Klicha, którego do tej pory lubiłem, ale bardzo się na tej sympatii zawiodłem. Złożył on bowiem do tej gazety donos na mnie, pełen kłamstw i pomówień, a redaktor gazety wprawdzie rozmawiał ze mną dosyć długo, ale wolał uwierzyć kłamstwom Klicha.
Ani sam Klich, ani jego kłamstwa nie zasługują na polemikę. Sprawa Białorusi wymaga jednak ponownej prezentacji, gdyż zaszły w tej materii politycznej ważne zmiany – tam gdzie to jest ważne, czyli w Radzie Europy. Pisałem już o tym, ale powtórzę, że Białoruś doznała w ostatnich latach kolosalnych zmian gospodarczych i cywilizacyjnych, co bywa udziałem państw zarządzanych autorytarnie. Kiedy jednak się to ocenia, warto pamiętać, że prócz krytykowanego systemu rządzenia istnieje społeczeństwo białoruskie, mające za sobą koszmar stalinizmu i ogromne zbrodnie hitlerowskie. Przetoczyły się tamtędy dwie czy nawet więcej krwawych wojen i rewolucja bolszewicka. Nie będzie przesady, gdy powiem, że to naród umęczony jak mało który w Europie. Nie wiem, kim jest niejaki Klich, poseł Platformy Obywatelskiej, minister w rządzie AWS-UW, bo to postać mało znana. Teraz paszkwilami pracuje na sławę. Co go łączy z Białorusią, nie wiem. Ja zamknąłem swoje dzieciństwo w białoruskim więzieniu, gdzie właśnie ukończyłem 16 lat i jakimś cudem nie pojechałem ponoć właśnie odchodzącym transportem na Kuropaty. Był to taki Katyń na wielką skalę. Spędziłem potem sporo czasu w sowieckim łagrze w otoczeniu akowców i Białorusinów, tamże do węglowej szachty zesłanych. Stąd moja sympatia do ludzi tego narodu, bo wiele doznałem od nich dobrego i uważam za swój obowiązek zrobić, co mogę, by ponad głowami polityków oszczerców poprawić na arenie międzynarodowej sytuację tego państwa tworzonego na nowo prawie od podstaw.
Uważam, że nie można się koncentrować tylko na błędach, jakich można bez trudu się dopatrzyć. Należy docenić jednak morderczą pracę Białorusinów nad wyrwaniem swojej ojczyzny z wiekowego zacofania.
Niejaki Klich, jak wielu innych polityków zachodnich, dostrzega tylko sprawę ograniczenia praw obywatelskich na Białorusi. Nie chcą oni widzieć kolosalnego wysiłku tego narodu w odchodzeniu od biedy i zacofania. Ja właśnie to dostrzegam, bo prawa łatwo przywrócić, ale co mają miliony polskich bezrobotnych biedaków z naszej wolności? Skupiając się tylko na kwestii praw obywatelskich, spore grono polityków, w tym niejaki Klich, służy – ufam, że bezwiednie, bez wymiernych korzyści dla siebie – trwającej nie bez powodu izolacji Białorusi. Służy temu, co najgorsze, czyli utrwalaniu złych dla tamtejszego społeczeństwa skutków niedopuszczania tego kraju do przemian wolnościowych.
Pełna demokracja nie spadnie Białorusinom z nieba i nie przyniesie jej trwająca izolacja od reszty Europy, której to błędnej idei służą z zapałem liczni politycy, w tym poseł Klich. Mam za sobą ważne doświadczenie. Pracowałem długo i wytrwale nad włączeniem Rosji i Ukrainy w obręb europejskiej wspólnoty państw demokratycznych. Nie byłem sam. Dzisiaj my, politycy działający na rzecz demokratyzacji tych dwóch państw, możemy być dumni z naszych osiągnięć. Spora część żądań demokratyzacyjnych została w Rosji i na Ukrainie spełniona. Sporo jest jeszcze do zrobienia, ale po raz pierwszy w historii prawnicy europejscy uzyskali decydujący wpływ na dokonywane tam demokratyzujące system zmiany prawne i polityczne. Tego też trzeba Białorusi. Nie pouczeń pana Klicha, ale konkretnych zmian w prawie i możności kontroli dokonań. Droga, którą chcieliby wskazywać Białorusinom poseł Klich i jemu podobni, jest drogą donikąd, jest szeroką drogą wstecz, do utrwalania reminiscencji samodzierżawia ciągle jeszcze żywych w kulturze politycznej wschodu Europy.
Na zakończenie dobra nowina. Jestem niestety związany tajemnicą dokumentów, jakie mam do dyspozycji, ale chcę powiedzieć, że w łonie Rady Europy ze strony polityków zachodnich pojawiła się mądra myśl przerwania izolacji i przywrócenia Białorusi statusu invité spécial, co otworzy nam drogę do pilnowania demokratycznych reform, bowiem politycy, inicjatorzy tej odważnej zmiany, wiedzą, że trwająca izolacja nie służy dobrze narodowi białoruskiemu, ale daje swoistą ochronę tradycji samodzierżawia sięgającej epoki imperium rosyjskich carów i leninowskiej rewolucji.

8 października 2003 r.

 

Wydanie: 42/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy